Bardzo prawdopodobne, że był to najlepszy turniej hokejowy w historii Igrzysk Olimpijskich. Bardzo prawdopodobne, że w jego ostatnim dniu doszło do największego skandalu w historii hokeja na Igrzyskach Olimpijskich. Szereg zaniedbań sprawił, że w meczu finałowym nie mógł zagrać najlepszy środkowy napastnik reprezentacji Szwecji – Nicklas Backstrom.

Młody szwedzki napastnik wyruszył rano w kierunku Bolshoy Ice Dome aby z resztą drużyny przygotowywać się do najważniejszego spotkania jego życia. Na dwie godziny przed startem meczu, zaproszono go na posiedzenie komisji dopingowej i przekazano informację, że nie będzie mógł w nim zagrać. Powodem zawieszenia był zbyt wysoki poziom pseudoefedryny w organiźmie Backstroma (norma to około 150, Szwed miał ponoć około 190). W świetle przepisów, Międzynarodowy Komitet Olimpijski miał prawo zawiesić zawodnika, ale trzeba przyjrzeć się bliżej okolicznościom tego „wykluczenia”.

Pseudoefedryna jest jednym z elementów leku przeciwalergicznego Zyrtec-D, który Backstrom bierze od 7 lat codziennie w ilości jednej tabletki. Według lekarza szwedzkiej reprezentacji Bjorna Waldebacka, ilość leku przyjmowana przez Backstroma nie powinna być powodem jego dyskwalifikacji – co konsultował z lekarzami Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie. Zdanie Waldebacka potwierdza Marc Aubry, szef lekarzy IIHF, który potwierdził że nie ma mowy o intencjonalnym dopingu, a Backstrom jest ofiarą „nieszczęśliwego zbiegu okoliczności”.

Moim zdaniem to bałagan i zaniedbania organizatorów turnieju a nie „nieszczęśliwy zbieg okoliczności”. Szwed oddał próbkę moczu w środę, po wygranym meczu ćwierćfinałowym ze Słowenią. Przyjmuje się, że czas potrzebny na zbadanie próbki i poinformowanie drużyny o ewentualnych niezgodnościach to maksymalnie 48 godzin. Tymczasem, jak wspomniałem na początku artykułu, Szwedzi dowiedzieli się o tym incydencie na 2 godziny przed meczem finałowym! Skandal to za mało powiedziane.

Gdyby wyniki zostały podane w „normalnym” czasie, Szwedzi mieliby czas na odwołanie i ponowne badania Backstroma. Taka sytuacja miała miejsce 4 lata temu w Vancouver, gdzie w analogicznej sytuacji za wysokie wyniki poziomu pseudoefedryny miał obrońca reprezentacji Słowacji, Lubomir Visnovsky. Drugie badanie Słowaka wykazało obniżający się poziom w/w związku chemicznego i Visnovsky mógł kontynuować udział w turnieju (otrzymał jedynie ostrzeżenie).

Były znakomity obrońca Mathieu Schneider, obecnie udzielający się w Związku Zawodników NHL, był zaskoczony przebiegiem całej sytuacji. W jednym z artykułów znalazłem fragment jego wypowiedzi:

„Musimy koniecznie przyjrzeć się całemu procesowi. Musimy dowiedzieć się co dokładnie się  stało, co poszło nie tak i zrobić wszystko aby nie powtórzyło się to w przyszłości.(…) Jestem przekonany, że gdy poznamy wszystkie fakty, wszyscy potwierdzą że Backstrom powinien był zagrać. Ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca.”

Słuszna postawa, nie zmienia to jednak faktu, że Szwedzi przystąpili do finału bez najlepszego centra i z „niespokojnymi” głowami. Cały trud koncentracji przed meczem został zburzony. Nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie co czuli jego koledzy z drużyny ,gdy dowiedzieli się o całym wydarzeniu.

Nie twierdzę, że obecność środkowego na co dzień reprezentującego barwy Washington Capitals zmieniłaby rezultat meczu. Wręcz przeciwnie, uważam że na Kanadę nie było dzisiaj mocnych. Faktem jednak jest, że po tym wspaniałym daniu jakim był mecz finałowy i cały turniej hokejowy, pozostaje niesmak związany z sytuacją Backstroma. Szkoda chłopaka, naprawdę szkoda.