Orr, Howe

Jeśli uczyć się hokeja, to tylko od najlepszych – warto trzymać się tego postanowienia poszerzając swoje „hokejowe horyzonty”. Zachęcamy do przeczytania fragmentów biografii legendarnego Bobby Orr’a – przekładu dokonał dla Was nasz nowy Autor, Kuba Szerszen, którego serdecznie witamy na łamach HokejForum.pl. Tyle słowem wstępu, zapraszamy do lektury.


 

Przyszedłem do NHL w momencie, gdy na lodzie występowały takie legendy jak Gordie Howe i Jean Beliveau. Punch Imlach i Harry Sinden byli największymi trenerskimi osobistościami, a Danny Gallivan był najpopularniejszym komentatorem. Gdy wchodziłem na lód, liga liczyła sobie sześć organizacji, gdy kończyłem swoją karierę było ich osiemnaście – trzy razy tyle. W tamtych czasach hokeiści zarabiali dobre pieniądze jak na klasę robotniczą. Dzisiaj zawodnicy z trzeciej linii są multimilionerami. Wydaje się, że to dwie różne dyscypliny sportu.

Nie, hokej nie zmienił się od momentu kiedy byłem dzieckiem. To, co czyni hokej na lodzie grą wyjątkową pozostaje niezmienne. Tak samo jak wypadki, które czyni drużynę wielką albo hokeistę wyjątkowym. O zwycięstwie decyduje jazda na łyżwach, kontrola nad krążkiem i wiara, która nie pozwala ci się cofnąć. Najważniejszym czynnikiem, który splata te cechy ze sobą, jest pasja. To pasja jest kluczowym składnikiem, który decyduje o wygranej lub przegranej. Niezmienna od lat i na jakimkolwiek etapie kariery. Byłem świadkiem jak pasja potrafi odwrócić losy spotkania lub serii. Widziałem kariery budowane wokół pasji, jak i drużyny budowane wokół niej. Jeśli nie brakuje ci pasji to możesz osiągnąć niemal wszystko. Jeśli jej nie masz to będziesz miał ogromne szczęście dochodząc gdziekolwiek, nawet gdybyś miał ogromny talent i najlepszych trenerów do swojej dyspozycji.

Gdy zaczynałem jeździć na łyżwach w wieku trzech lub czterech lat jak większość dzieciaków czerpałem przyjemność z bycia na lodzie i nic poza tym. Podobno swój pierwszy mecz rozegrałem w wieku pięciu lat, ale jeśli mam być szczery, to w ogóle go nie pamiętam. Za to pamiętam ile frajdy sprawiała mi możliwość bycia na lodzie i gry w hokeja. Nie byłoby takiego dnia żebym choć przez chwilę nie znalazł się na lodzie. Wyjeżdżone godziny w zimne i ciemne dni zimowe wszczepiły coś we mnie bez czego nie jestem w stanie wyobrazić swojego życia. To dzięki hokejowi jestem kim jestem, to moja pasja ukształtowała mnie jako człowieka.

Bez cienia wątpliwość, każdy sukces który święciłem jako hokeista prowadzi po nitce do słowa pasja. Jedno proste słowo, ale ma niezwykle ogromną wartość we wszystkich aspektach codziennego życia. Słyszałem, że aby być dobrym rodzicem trzeba pomóc swoim dzieciom odnaleźć ich pasję i wspierać ich na tym polu. Być może łatwiej o tym mówić niż to uczynić. Wiele zależy od tego, czym ta pasja właściwie jest. Rodzice, którzy będą odsuwać pasję od swoich dzieci tylko utrudnią swoje życie.

Byłem świadkiem tego jak wielu zawodnikom pasja wyparowywała z każdym dniem. Niektórym na dość wczesnym etapie i tak naprawdę nigdy nie mieliśmy możliwości przekonać się jak mogli być dobrzy. Wielu zawiesiło łyżwy na kołku z błahych powodów. Co się właściwie stało, że nastąpiła tak radykalna zmiana w ich głowach? Gdy spotykam się z ludźmi z zawodu albo ze świata biznesu, zawsze słyszę te same historie, które wyniosły ich na sam szczyt. Mówią o tym jak wstają każdego dnia i idą do pracy, do biura czy na lodowisko i wprowadzają w życie swoje decyzje, które pozwoliły odnieść im sukces. Ja miałem to szczęście, że nigdy nie zabrakło mi pasji dla hokeja.

Musisz wiedzieć że sama pasja nie zagwarantuje ci sukcesu, ani nie uchroni cię przed błędami, ani nie zapewni samych sukcesów w każdym kolejnym dniu. Jednakże pozwoli ci przezwyciężyć złe emocje. Pasja wpłynie pozytywnie nie tylko na ciebie, ale na wszystkich dookoła ciebie. To jedna z tych rzeczy, której nie jestem w stanie do końca opisać. To uczucie gdy znajdziesz się w zespole, który jest napędzana przez pasję, uczucie że w szatni inspirujecie się na wzajem, uczucie które powoduje że nie ma takiej rzeczy która wydawałaby się nie do zdobycia.

Pasja jest niezmienna i dlatego hokej pozostaje dla mnie taką samą grą jak wtedy gdy byłem dzieckiem. Lepsze kije czy obowiązek gry w kasku nie zmienił fundamentalnych zasad tej gry. W rzeczywistości nie wiele się zmieniło od momentu gdy jako dziecko podziwiałem i nadal podziwiam Gordie Howe’a.

Było wielu hokeistów przed nim i i wielu po hokeistów po nim i wielu takich dla których kibice będą się sprzeczać z moją opinią. Mr. Hockey. Nic dodać, nic ująć. Nie miało to żadnego znaczenia jaki styl gry preferowałeś, on miał umiejętności aby ci dorównać. Liczby nie kłamią. Gordie przez 20 lat z rzędu był w piątce najlepszych strzelców w lidze. Nic nie było w stanie go zatrzymać. Potrafił utrzymać się przy krążku w najtrudniejszych okolicznościach. Jego strzał był zabójczy. Jeśli chciałeś grać twardo, to miał odpowiednie warunki fizyczne aby ci sprostać. Nie miał sobie równych pod bandą. Jeśli chciałeś go zaatakować to musiałeś się liczyć z jego reakcją.

Miał pełen pakiet umiejętności. Potrafił się dopasować do każdego stylu i robić to jeszcze lepiej od ciebie. Był niemożliwy. I jeszcze jedno. Gordie miał pewną zaletę, której ja nigdy nie miałem. Potrafił pozostać zdrowym przez bardzo długi czas w tak wymagającej dyscyplinie sportu jak hokej. A wiemy przecież doskonale, że słynął z wojowniczej natury i jeśli dodamy do tego pakiet umiejętności jaki posiadał to bez wątpienia był jednym z najlepszych zawodników jakich wydał hokej. Czy byli zawodnicy lepsi technicznie od niego? Zapewne. Czy byli zawodnicy, którzy lepiej jeździli od niego na łyżwach? Zapewne. Ale czy byli zawodnicy, którzy wkładali więcej nieprzejednanej pasji do gry niż on? Nie. Nawet po zakończeniu kariery, Gordie jest uwielbiany przez kibiców za to jakim był człowiekiem i za to w co głęboko wierzył. Nie będzie drugiego hokeisty jak Gordie. Miałem zaszczyt wystąpić przeciwko niemu, a jeszcze większym honorem jest dla mnie możliwość nazwania go przyjacielem.

To coś więcej niż tylko przyjaźń. Gordie Howe reprezentował wszystko co najlepsze w naszej grze. Nie chciałbym zabrzmieć jak osoba, która z nostalgią wspomina stare dobre czasy i twierdzi, że wtedy wszystko było jakieś lepsze. Z pewnością jest wiele rzeczy związanych z hokejem, które uległy korektom albo poprawom. Bez wątpienia większość dzisiejszych zawodników ma dużo silniejszy strzał. Z wielu powodów gra jest szybsza, a bramkarze są bardziej atletyczni. W wielu przypadkach hokeiści są więksi, silniejsi i posiadają większą paletę umiejętności. W zasadzie hokeiści są lepiej wyszkoleni od nas. Są w lepszej pozycji niż starsze pokolenie. Tego nie można kwestionować.

Myślę że mam prawo i uważam że moje pytanie jest na miejscu, gdy pytam się czy hokej tak naprawdę stał się lepszy? Moje osobiste doświadczenie każe mi się zapytać czy dzisiejsi trenerzy pozwolili mi grać  w stylu, który podkreślał wszystkie moje mocne strony? Miałem to szczęście, że mogłem, ale wielu dzisiejszych defensorów już od najmłodszych lat jest uczona, że najmądrzejszą rzeczą jaką mogą zrobić to wybić krążek ze strefy zagrożenia. Nie ryzykuj. Poślij krążek jak najdalej od bramki. Według mnie to jest nudne.

Z pewnością, dzisiejsi hokeiści są lepiej przygotowani do trudów hokeja niż ich poprzednicy, ale rzadko kiedy spędzają na lodzie więcej niż 40 sekund. Być może mają ogromne umiejętności, ale przez zdecydowaną większość meczu mają grać tzw. bezpieczny hokej. Podczas gdy trenerzy podnieśli swoje kwalifikacje, nie znaczy to automatycznie, że wszystkie zmiany w hokeju podążyły we właściwym kierunku. Pomyśl ile razy oglądałeś spotkania w których sporymi okresami kompletnie nic się nie działo na lodzie. Grę którą dziś oglądam toczy się na małych przestrzeniach i w okolicach band, gdzie trudno o niespodziewany obrót spraw. Miejsca na kreatywność jest mało albo wcale i to głównie z powodów, które tutaj wymieniłem. Dziś najważniejszy jest system.

Słyszałem o dwóch rzeczach, które mogą mieć negatywny wpływ na kształt dzisiejszego hokeja. Od osób blisko związanych z hokejem dość często spotykam się z argumentem, że dzisiejsze kontrakty diametralnie zmieniły hokej. Kontrakty są skonstruowane w ten sposób, że osoba często dostaje to czego pragnie i w wyniku czego traci motywację. Jeśli dodamy do tego fakt, że kontrakty są podpisywane na warunkach długoletnich, to również ten aspekt może negatywnie wpłynąć na postawę zawodnika jaką wnosi do szatni. Osobiście jest mi trudno się zgodzić z tym założeniem, gdyż trudno mi uwierzyć aby profesjonalny hokeista nie chciał grać jak najlepiej tylko potrafi. Nie tylko dla siebie, ale dla własnej dumy, swoich kolegów, kibiców i wszystkich osób związanych z organizacją. Aczkolwiek im więcej uwagi poświęcamy temu zagadnieniu, tym więcej znajdziemy argumentów aby dowieść swojej racji.

Jeśli wiem na co stać zawodnika X, a widzę, że gra tylko na 75% swoich umiejętności, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko jest w porządku? Jeśli widzę, że zawodnik po prostu zgasł na dłuższy okres czasu, a gdy na rok przed zakończeniem kontraktu gra swój hokej życia to w głowie zapala mi się czerwona lampka. Oglądam sporo meczy, widziałem wiele wzlotów i upadków. Więc logicznym pytaniem wydaje się, jeśli nie pieniądze to co zmieniło nastawienie?

Nie mogę mówić za wszystkich i nie śmiałbym wrzucić wszystkich do jednego wora. Grałem z wojownikami, którzy występowali z bólem, którzy nie zostawiliby swoich kolegów w potrzebie. Łatwiej byłoby powiedzieć, że boli, ale gdyby była taka potrzeba to i występowaliby z kolegą na plecach. Tak właśnie powinien wyglądać hokej i tacy są hokeiści. Zastanawiam się czy w hokeju jest jeszcze ta sama natarczywość jak kiedyś. Zrozum jedno, nie interesuje mnie ile dziś jest atletów w lidze, ale czy na swoje kontrakty zarabiają każdego wieczoru.

Często byłem pytany o wskazanie najpiękniejszej chwili jako hokeista. Oczywiście każdemu nasuwa się na myśl mój okres z Bostonu. Niewątpliwie był to piękny okres, ale jeśli mam wskazać jedną jedyną chwilę, to ta gdy byłem dzieckiem. Nie wyolbrzymiam, ale to te momenty gdy byłem dzieckiem i grałem w rodzinnym Parry Sound były równie piękne jak te chwile z Bostonu podczas największych triumfów. Żaden rodzic nie jest w stanie zagwarantować swojemu dziecku smaku zwycięstwa Pucharu Stanleya, ale mogą zaszczepić w nich pasję.

Życzyłbym każdemu dziecku podobnych wspomnień, bo tak naprawdę gdy wiążemy łyżwy, uczymy się pasji. Niestety niewielu ludzi ma w sobie tą pasję. Ile osób wykonuje pracę, której szczerze nienawidzi? Nie jestem tak naiwny aby myśleć, że każdemu w swoim życiu uda się zrealizować swoją pasję, ale zastanawiam się dlaczego miałbym chcieć przygotowywać dziecko od najmłodszych lat do jakiegoś zawodu?

Moi dwaj synowie tak naprawdę nie mieli styczności z hokejem, ale byli aktywni w innych dyscyplinach jak baseball, piłka nożna czy futbol amerykański. Wraz z moją żoną, Peggy mieliśmy okazję obserwować rozwój i bezcenne doświadczenie jakie zdobyli nasi synowie w tych sportach. Nigdy nie naciskałem na nich, ale z drugiej strony nie chciałem aby stracili możliwość poznania nowych ludzi w grze. Myślę że każde dziecko zgodzi się ze mną w tym temacie.

Jako były hokeista i osoba blisko związana z tą dyscypliną, miałem zaszczyt spotkać wielu fantastycznych ludzi. Jednak często zastanawiam się co kieruje dziećmi, gdy wiążą się z jakimś sportem i co kieruje trenerami decydując się złożyć swoją aplikację. W wielu przypadkach, podobnie jak u mnie odpowiedź jest jasna. To miłość dla tej gry. Aczkolwiek czasami decydują nieco inne czynniki. Czasami dzieci nie widzą hokeja w sposób jaki ja go widziałem wraz z moimi przyjaciółmi. Nieraz są po prostu popychani przez rodziców. Prawda jest taka, że mogliby się również realizować w innej dyscyplinie sportu czy choćby muzyce, ale najważniejsze jest to aby mieli okazję robić to co naprawdę chcą i móc spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi.

Chciałbym aby ten wywód sprokurował dyskusje. Osobiście jestem związany z programem, który jest bliski mego serca, gdyż jest podporządkowany młodym chłopcom czy dziewczynkom, którzy grają w hokeja, ale chciałbym żeby również był realizowany w pozostałych dyscyplinach. Jeśli uda się nam sprowadzić dzieci na właściwą ścieżkę to mamy szanse utrzymać ich przy sporcie na całe życie. Nie mieszajmy tego pojęcia ze sportem zawodowym. Zdecydowana większość hokeistów to dzieci więc zacznijmy od nich.


Fragment pochodzi z książki „Bobby Orr. My story”.