Panik
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=l9SmGXcsS3Q

Sezon 2016/17 na taflach NHL rozpoczął się na dobre. Dotychczasowe spotkania obfitują w spore emocje i dużą ilość strzelonych bramek – czyli w to, co tygrysy lubią najbardziej. Spektakularne wejście do ligi zaliczyła nowa nadzieja Toronto Maple Leafs na lepsze czasy, a więc Auston Matthews. Swoje pierwsze bramki na koncie mają także inni rookies, Finowie Patrik Laine oraz Jesse Puljujarvi, również Connor McDavid rozpoczął sezon z wysokiego ‘c’. Słowem, dzieje się i to dużo.

Dzisiejszy tekst chciałbym jednak poświęcić innemu hokeiście, który w pierwszych spotkaniach nowego sezonu spisuje się świetnie. Dla większości kibiców jest to niemałe zaskoczenie, podejrzewam, że nawet sam zawodnik nie spodziewał się takiego obrotu spraw. O kim mowa? O Richardzie Paniku.

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

25-letni Słowak został wybrany w drafcie 2009 roku z numerem 52 przez Tampa Bay Lightning. W tamtym czasie był uważany za jednego z ciekawszych europejskich prospektów ze sporym potencjałem, o czym świadczy naprawdę udana kariera juniorska. Przez wielu specjalistów był wyżej ceniony od swojego rodaka Tomasa Tatara. Świetne występy na MŚ do lat 20 w barwach Słowacji (15 bramek w trzech edycjach turnieju) sprawiły, że skauci zaczęli bliżej przyglądać się temu zawodnikowi. Po drafcie Panik przeniósł się za Ocean i rozegrał dwa udane sezonu w juniorskiej lidze OHL, a następnie, w sezonie 2011/12, reprezentował barwy Norfolk Admirals (afiliacja Tampa Bay Lightning w lidze AHL). Począwszy od sezonu 2012/13 słowacki skrzydłowy próbuje ugruntować swoją pozycję w najsilniejszej lidze świata. Trzeba przyznać, że dotychczas udawało mu się to z różnym skutkiem. Zarówno w Tampie, jak i w Toronto, gdzie oddały go Błyskawice, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Występy w NHL przeplatał z grą na zapleczu ligi w AHL i w obu organizacjach był raczej zawodnikiem zadaniowym, grającym w niższych formacjach.

Wydaje się, że los Słowaka odmieniła wymiana do Chicago Blackhawks w trakcie sezonu 2015/16. Jastrzębie borykają się nie od dziś z problemami kadrowymi spowodowanymi przez budżet płac i chętnie przygarnęły Panika pod swoje nomen omen skrzydła. Obiecująca druga połowa sezonu oraz playoffy w wykonaniu skrzydłowego były zwiastunem tego co może się wydarzyć. Pierwsze spotkania w obecnym sezonie zdają się potwierdzać, że Panik nie wypadł sroce spod ogona. Duża ilość minut zarówno 5 na 5, jak również podczas gier w przewadze oraz występowanie u boku zawodników takich jak Toews, Hossa, Kane czy Panarin sprawiają, że Richard jest w stanie zaprezentować nieprzeciętne umiejętności, które niewątpliwie posiada.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że Słowak musi rozegrać większą ilość spotkań zanim będzie można wyciągać jakiekolwiek rozsądne wnioski. Tym bardziej, że największym mankamentem Panika w dotychczasowej karierze był właśnie brak stabilizacji formy. Mam jednak szczerą nadzieję, że nie zaprzepaści on tej szansy jaką dał mu los, wykorzysta swoje pięć minut i na dobre zagrzeje miejsce w scoring lines Jastrzębi. Bo jak nie w Chicago, to już chyba nigdzie w NHL.