Lauri Marjamaki, Finlandia
Lauri Marjamaki; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=m8zOq0q_i2I

Przed startem tegorocznych MŚ elity fińscy kibice nie mają aż tylu powodów do optymizmu. Zastawiają się więc intensywnie czy ich trener to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

39-letni Lauri Marjamaki przejął schedę po zeszłorocznych mistrzostwach, w których Finowie pod wodzą Kari Jalonena grali porywająco i dotarli aż do finału, gdzie musieli uznać wyższość Kanady. Wydawał się to wtedy wybór ze wszech miar logiczny. W zasadzie trudno było znaleźć kogoś zdziwionego. Marjamaki był asystentem słynnego Erkki Westerlunda podczas ostatniego turnieju olimpijskiego, był również w sztabie szkoleniowym na wspomnianym czempionacie 2016. Do tego stały za nim sukcesy klubowe, zdobył przecież dwa ligowe złota z rzędu z ekipą Karpat Oulu. Młody trener miał być odpowiedzią na zmieniający się fiński hokej, który obrodził w młodych szalenie utalentowanych zawodników. Okazało się jednak, że szybko stał się zakładnikiem tego rosnącego potencjału…

Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Finowie jechali na wrześniowy Puchar Świata, pierwszy turniej pod wodzą Marjamakiego, z nadziejami, że ich młodzież znów zachwyci i szturmem weźmie słynną Air Canada Centre w Toronto. Zderzenie z rzeczywistością było brutalne, trzy przegrane mecze i tylko jedna jedyna zdobyta bramka. Niby tylko komercyjny turniej bez znaczenia, ale nie tego spodziewali się fińscy kibice. Zadanie przerosło młodych graczy, ale ich zdaniem przerosło przede wszystkim trenera. Marjamaki nie wypracował sensownego systemu gry i nie był w stanie szybko reagować na wydarzenia, choćby stosując uparcie te same niedziałające schematy i zestawienie personalne przy grze w przewadze. Ziarno niepewności zostało zasiane…

Sezon reprezentacyjny topowym europejskim nacjom wypełniają mecze w cyklu EHT, które są niczym więcej jak poligonem doświadczalnym. Tutaj sprawdza się wielu różnych zawodników z lig na Starym Kontynencie, można popróbować różnych systemów gry. Finom z zasady zależy na pierwszej odsłonie cyklu, odbywającym się u nich w domu Karjala Cup. Znowu nie było tak jakby się chciało, na dzień dobry 1:5 z Rosją i tylko trzecie miejsce w czterozespołowej stawce.

Nie da się więc ukryć, że tegoroczne mistrzostwa świata elity są bardzo ważnym testem dla fińskiego sztabu szkoleniowego dowodzonego przez Marjamakiego. Dobry wynik potrzebny od zaraz, a zadanie nie będzie łatwe. W składzie jest tak naprawdę tylko czterech hokeistów z NHL i trzech kolejnych, którzy większość sezonu spędzili w filialnej AHL. Niektórzy uważają, że to nie przypadek. Nikt nie wyszedł jawnie i tego nie powiedział, ale w fińskich mediach przewijają się opinie, że nie wszyscy gracze zza oceanu byli zainteresowani grą dla Marjamakiego, co ma być m.in. pochodną braku skutecznego pomysłu na grę na Pucharze Świata. Nie dowiemy się czy to rzeczywiście prawda, ale to normalne, że na MŚ elity zawsze jest dużo absencji wśród topowych nacji. Trzeba się raczej skupiać na tych co są, niż na tych których nie ma. Co możemy więc powiedzieć o grupie, którą dysponuje w tym roku Lauri Marjamaki?

Nie da się nie zauważyć, że fiński trener zaufał ludziom, których dobrze zna. Kapitanem mianował niezniszczalnego weterana z prowadzonego przez siebie Karpat Oulu Lasse Kukkonena. Nie wahał się też powołać Miki Pyorali, innego wielce doświadczonego gracza, mistrza świata 2011, grającego życiowy sezon w barwach tegoż Karpata. Marjamaki znalazł też miejsce dla Juhamatti Aaltonena, który oczywiście grał świetne mecze w narodowych barwach i dał Oulu mistrzostwo kraju w sezonie 13/14, ale w tym sezonie w HIFK zawodził i był nawet odsuwany od gry w najważniejszych momentach tegorocznych playoff Liigi. Ważną rolę w tegorocznej fińskiej drużynie na pewno będzie miał Miro Aaltonen (zbieżność nazwisk). Ten kolejny były podopieczny selekcjonera, to jego największe odkrycie testowych meczów w EHT. 7 goli w 9 meczach, do tego świetna gra w brawach Podolska w KHL. To wszystko zaowocowało kontraktem z Toronto Maple Leafs. Zobaczymy czy wszechstronny 23-latek przebije się do NHL, ale w warunkach europejskich powinien to bardzo ciekawy napastnik. Byłymi podopiecznymi Marjamkiego są też rzecz jasna dwie wschodzące gwiazdy fińskiego hokeja, czyli Sebastian Aho i Jesse Puljujarvi. Oni też odegrają w Paryżu i Kolonii niepoślednią rolę. Oczywiście wiele wymagać będzie się od bardzo skutecznego w tym sezonie NHL Mikko Rantanena i inteligentnego środkowego Valtteriego Filppuli. W defensywie tak jak przed rokiem dominują solidne nazwiska z klubów europejskich, z tą różnicą, że w miejsce młodych Lindella i Pokki wchodzą ich koledzy ze złotej juniorskiej drużyny Finów z 2014 roku tj. Mikko Lehtonen (mistrz Szwecji z HV71) i Julius Honka. Jestem bardzo ciekawy występu na dużej międzynarodowej arenie tego drugiego, typowego dynamicznego puck moving D. Jak zawsze sukces i porażka fińskiej reprezentacji może być mono powiązana z występem ich podstawowego bramkarza. Zanosi się, że tym razem będzie nim młody Joonas Korpisalo z Columbus. Póki co powiało optymizmem, bo w ostatnich sparingach chłopak bronił świetnie, notując m.in. shutout w reprezentacyjnym debiucie przeciwko Rosji.

Jak będzie na mistrzostwach? Trudno powiedzieć. Finlandia na pewno nie ma tak mocnego składu jak przed rokiem, ale na pewno jest w stanie zawalczyć o czołową czwórkę i to byłby wynik, który zadowoliłby większość. Czy Lauri Marjamaki zdoła go osiągnąć? W mojej opinii to dobry trener, który zapracował sobie na miano tego, który potrafi pracować z młodymi zawodnikami. Teraz jednak na gwałt potrzebuje wyniku, żeby się potwierdzić. Finowie lubią sobie ponarzekać i popadają ze skrajności w skrajność. Szybko uwierzyli, że po genialnym poprzednim roku stali się hokejową potęgą. Obecny selekcjoner musi teraz udowodnić, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Zarzuty o personalne animozje to nic nowego. Tym nie ma się co martwić. Nie unikali ich w zasadzie wszyscy poprzedni szkoleniowcy, no może poza powszechnie szanowanym Erkką Westerlundem. Profesor fińskiego hokeja potrafił poprowadzić do finału w 2014 roku reprezentację z tylko trzema graczami z NHL w składzie. Obecny trener bardzo chciałby pójść w ślady mistrza. Nie sądzę, byśmy doczekali się powtórki z tegorocznych mistrzostw świata juniorów, gdy Finowie zmienili trenera podczas trwania imprezy, ale kolejna klapa może utwierdzić decydentów tamtejszego hokeja, że za sterami nie siedzi jednak właściwy pilot…