Przed rozpoczęciem turnieju hokejowego w Soczi obiecywałem sobie, że nie będę poruszał tego tematu. Cóż, wytrzymałem jedynie dwa dni. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, najsłabszym elementem tego przedsięwzięcia w „wydaniu polskim” jest Dariusz Szpakowski.

Niezwykle szanuję Szpakowskiego jako komentatora i piszę to bardzo szczerze. To człowiek, z którym „przeżyliśmy” wiele chwil związanych z polskim sportem – tych lepszych i tych gorszych, a jego dokonania na niwie dziennikarstwa sportowego są nie do podważenia. Z biegiem czasu jednak, co raz częściej da się zauważyć, że Szpakowski jest po prostu nieprzygotowany (lub słabo przygotowany) do wydarzeń które przychodzi mu komentować.

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

Podczas Igrzysk w Soczi, Pan Darek ma obok siebie żywą legendę polskiego hokeja, zawodnika który rozegrał w NHL blisko 800 spotkań – czyli Mariusza Czerkawskiego. Nikogo nie muszę przekonywać, że Czerkawski to prawdziwa „kopalnia wiedzy” nt. hokeja, szczególnie w wydaniu NHL. Nie potrafię zrozumieć, co stoi na przeszkodzie aby Szpakowski zapytał go o tak podstawową rzecz jak wymowa nazwisk poszczególnych zawodników. Nie wymagam od Szpakowskiego znajomości taktyki hokeja, ciekawostek statystycznych czy anegdot z życia hokeistów. Te sprawy „załatwi” Czerkawski. Pan Darek ma po prostu poprawnie połączyć zawodnika z numerem, i poprawnie wymówić jego nazwisko dodając od siebie nieco umiejętności narracji oraz obycia za mikrofonem. Tylko tyle i aż tyle.

Tymczasem Marek Zidlicky stał się Markiem „Żidliczką”, Mats Zuccarello zostałem Matsem „Zucarellim”. Gabriel Landeskog to od wczoraj Gabriel „Lanshuk”, Drew Doughty to Drew „Dirty” itd itd… „Iskrą zapalną” która zmusiła mnie do napisania tych słów to moment, w którym Alex Pietrangelo został „Piterem Andżelo”. Przede mną jeszcze obejrzenie meczu Słowacja – USA i aż boję się usłyszeć nazwisko Jamesa van Riemsdyka.

O konsekwentnym myleniu zawodników lub „wykrzykiwaniu” nazwisk tych, którzy akurat znajdują się w boksie nie ma co pisać – uznajmy to za formę tradycji.

Duet Jacek Laskowski – Mariusz Czerkawski, to czysta przyjemność dla uszu kibica. Dariusz Szpakowski + hokej na lodzie = totalna pomyłka. Owszem, duża część oglądających hokej ma centralnie za przodem to w jaki sposób i co mówi Szpakowski, ale ta grupa która o hokeju wie nieco więcej niż że „jest na lodzie” i „Rosja jest dobra”, może czuć się delikatnie mówiąc nieusatysfakcjonowana. Nie wiem jak skonstruowane są umowy komentatorów z ich pracodawcami, ale aż prosi się aby na czas takich wydarzeń jak Igrzyska Olimpijskie „wypożyczyć” z Polsatu np. Grzegorza Michalewskiego czy Przemysława Pełkę. Dla dobra widzów.

Aby nie zostać posądzony o krytykanctwo, zauważam też pozytywy komentarzu Pana Darka. Dla przykładu podczas meczu Szwecja – Czechy mogliśmy się dowiedzieć bardzo „istotnej” rzeczy, mianowicie że ojcem szwedzkiego obrońcy jest Nigeryjczyk. Doceniam. Drugim plusem jest fakt, że za nami już dwa dni zmagań, a Pan Darek jeszcze nie zaczął „podsumowywać turnieju”. Brawo.

Jutro przed nami kolejne mecze, może być ciekawie – jeśli traficie jakieś „perełki” w monologach Pana Darka, zapraszam do wrzucania w komentarzach lub na facebook’u!