Kanada hokej
Dave Lowry, źródło: https://www.youtube.com/watch?v=DgHNKI3kc4g

Już za niespełna miesiąc kibice hokeja w Kanadzie zapomną o spotkaniach z najbliższymi przy uginającym się od pyszności świątecznym stole. 26 grudnia włączą telewizory albo pofatygują się do Air Canada Center w Toronto, by wypatrywać jak ich młodzi reprezentanci będą odzyskiwać złoto juniorskich mistrzostw świata. Misja równie poważna jak dwa lata temu, a śmiem twierdzić, że będzie trudniej. Dużo trudniej…

Wtedy do przerwania była seria dwóch kolejnych turniejów bez medalu i pięciu kolejnych bez złota, teraz młodzi Kanadyjczycy wracają po tym jak rok temu w Helsinkach odpadli już w ćwierćfinale. Format rozgrywania tej imprezy się zmieniał, ale ostatni raz ekipa „Klonowego Liścia” poza czołową czwórką była niemal dwadzieścia la temu, a więc wtedy gdy najstarsi z obecnie uprawnionych do gry hokeistów mieli co najwyżej kilka miesięcy i na pewno nie wiedzieli jeszcze czym jest hokej na lodzie.

W 2015 roku Kanada miała piekielnie mocny wyrównany skład z będącym jeszcze przed ceremonią draftu Connorem McDavidem, teraz znaków zapytania odnośnie ostatecznego zestawienia jest znacznie więcej. Ludzie z Hockey Canada przyzwyczaili się już, że przed każdym mistrzowskim turniejem w tej kategorii wiekowej muszą mieć ułożony plan A, plan B i plan C, bo losy dostępności kilku kluczowych nazwisk mogą się ważyć do samego końca. Jedno wiedzą na pewno. Connor McDavid im nie pomoże, bo jest zajęty walką o wydźwignięcie Edmonton Oilers z ligowego dna, a przy okazji jest też najlepiej punktującym hokeistą obecnego sezonu NHL. Warto jednak pamiętać, że teoretycznie mógłby w tej imprezie zagrać, co najlepiej świadczy o skali jego talentu. Z poziomu juniorskiego wyrośli też już Mitch Marner i Travis Konecny. Oglądając niedawno mecz między Toronto Maple Leafs a Philadelphia Flyers nie dało się nie zauważyć, że obydwaj byli absolutnie wyróżniającymi się postaciami tamtego widowiska i na domowe WJC na pewno przez swoje kluby NHL zwolnieni nie zostaną.

Na pocieszenie dla gospodarzy trzeba powiedzieć, że na coraz szybszym odpływie nastoletnich talentów do najlepszej ligi świata cierpią nie tylko oni. Gdyby Finowie mogli wystawić niesamowite trio Puljujarvi-Aho-Laine z miejsca staliby się głównym kandydatem do złota. A jak inaczej prezentowałaby się amerykańska defensywa z dwoma wieżami (Hanifin, Werenski) w składzie. Nawet ci mniejsi muszą się liczyć z ubytkami na rzecz NHL – w składzie Szwajcarów nie będzie najpewniej Denisa Malgina z Florida Panthers. Cóż młodzi zawodnicy są coraz lepiej przygotowani do szybkiego przeskoku na najwyższy poziom, poza tym w dobie restrykcyjnej czapki płac każda ekipa NHL szuka wśród swoich wyborów w draftach kogoś zdolnego z miejsca zrobić różnicę, grającego przy okazji na przyjaznym klubowym finansom kontrakcie wstępnym.

Czy to oznacza, że tegoroczne WJC będą mniej ciekawe? Absolutnie nie, skoro coraz więcej 19-latków nie może na nich być, jest to szansa dla najzdolniejszych 17-latków, którzy do NHL dopiero aspirują. Poza tym poważnych kandydatów do złota jest więcej niż tylko dwie trzy nacje, jak to miało miejsce te dziesięć lat temu. Meczów gdzie już przed końcową syreną możemy komuś dopisywać komplet punktów jest na tej imprezie naprawdę coraz mniej. Ludzie z Hockey Canada wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na błędy przy procesie selekcji. Gdzie mogą mieć największe zagwozdki?

Bramkarze

Pozycją, co do której znaków zapytania nie ma żadnych, wydaje się być obsada bramki. Duet na tej pozycji będzie się wywodził z WHL. 19-letni Connor Ingram z Kamloops i rok młodszy Carter Hart z Everett zdominowali rywalizację na tej pozycji na letnim obozie rozpoznawczym. Poza tym obydwaj są zdecydowanie najpewniejsi jeśli chodzi o codzienną rywalizację w juniorskich ligach w Kanadzie. Spodziewam się więc, że między sobą rozstrzygną, który z nich zostanie starterem, gdy przyjdzie grać najważniejsze mecze turnieju. Szkoda, że Kanada, jeśli nie ma takiej potrzeby, nie zabiera na turniej trzeciego goalkeepera, bo świetnie do tej roli nadawałby się 17-letni Michael DiPietro, który moim zdaniem będzie rozwiązaniem dla tej reprezentacji na dwie następne edycje. Kanadyjczycy są wierni strategii z dwoma pewnymi swojej pozycji bramkarzami, choć w przeszłości nie zawsze kończyło się to dobrze. Nie jest to wdzięczna pozycja, za dobrą grę w tak mocnej reprezentacji nikt specjalnie nie doceni, a jak coś pójdzie nie tak w fazie pucharowej, wiadomo gdzie najpierw będzie się szukać winnego. Zagrać najlepiej, kiedy będzie się to najbardziej liczyć, to zadanie dla Ingrama i Harta.

Centrzy

Miłą niespodzianką dla ludzi z Hockey Canada były niewątpliwie wcześniejsze rozstrzygnięcia na szalenie istotnej pozycji środkowego. Dylan Strome i Matthew Barzal zostali w ostatnich tygodniach odesłani ze swoich ekip NHL do zespołów juniorskich, co oznacza, że na pewno w Montrealu i w Toronto zagrają. Wygląda więc na to, że dwaj centrzy do dwóch pierwszych ataków już są. Obydwaj pokazywali świetną ofensywną grę wśród juniorów, obydwaj to doświadczeni 19-latkowie, wreszcie obydwaj byli na poprzednim turnieju w Helsinkach. Pewnie zwłaszcza ten pierwszy jest bardzo rozczarowany faktem, że nie jest jeszcze w NHL podczas gdy jego przyjaciel i rywal z lodowisk Ontario niewielki Mitch Marner już tam czaruje, ale pamiętając jak obydwaj byli rozczarowani po wyeliminowaniu przez Finlandię spodziewam się, że stawi się na obóz bardzo zmotywowany. Ostatecznie ma jeszcze czas, a oto pojawiła się szansa, by zdobyć trofeum, które nie każdy wielki kanadyjski gracz miał okazję dopisać do swojego sportowego CV. Kanada będzie mogła więc wystawić na tej kluczowej pozycji bardzo doświadczoną grupę, bo za pewniaka uznaję także jedno z odkryć sprzed roku, ciężko pracującego, wszechstronnego Mitchella Stephensa z Saginaw. Walka o to kto dołączy do tej trójki pozostaje otwarta. Czy wyleczy się i dojdzie do odpowiedniej formy kandydat do numeru jeden kolejnego draftu Nolan Patrick? Czy to już na pewno jego czas? A może Anthony Cirelli, który ma świetny sezon w Oshawie, ale nie ma jak dotąd żadnych doświadczeń z turniejów międzynarodowych, w przeciwieństwie do rosłego Nicolasa Roya z Chicoutmi. Czarnym koniem może być wybór Anaheim z końcówki pierwszej rundy ostatniego draftu Sam Steel, który od samego początku zadomowił się w czubie punktujących w WHL. Ktokolwiek uzupełni wspomniany wcześniej tercet na tej pozycji Kanada może sobie dopisać duży plus, co jest bardzo dobrą wiadomością dla wszystkich, którzy życzą tej reprezentacji dobrze.

Prawoskrzydłowi

Jak pisałem nie ma raczej nadziei na posiłki z NHL jeśli chodzi o prawe skrzydło (Marner, Konecny) i ta pozycja wydaje się być najszerzej otwartą i najmniej obfitującą w najbardziej uznane nazwiska. Jest potężny Julien Gauthier, który wdarł się do składu przed rokiem, a potem zaliczył kampanię z 40 golami w QMJHL. Należy się spodziewać, że jego rola w tegorocznej ekipie będzie bardziej znacząca. W lidzę Quebecu gra też 19-letni Mathieu Joseph, który strzela dużo goli dla Saint John, ale nigdy nie reprezentował Kanady na arenie międzynarodowej. Duże szanse ma moim zdaniem inny prospekt Tampy Taylor Raddysh, który świetnie zna się ze Stromem ze wspólnej gry w Erie, a w bieżącej kampanii OHL przekroczył już 50 pkt za gole i asysty. Co ciekawe nie było go na letnim obozie rozpoznawczym, ale to nie znaczy, że nie może być w finałowym składzie. Wśród kandydatów do miejsca z tej strony wymienić należy jeszcze Zacha Senyshyna i Blake’a Speersa z Soo, ten drugi zagrał w tym roku trzy mecze w barwach New Jersey Devils, Jordana Kyrou z Sarnia Sting i Nicka Merkley’a z Kelowny, który latem przechodził zabieg kolana. Z pewnością jest w kim wybierać, ale sztuką będzie wybrać tych właściwych. Inna sprawa czy rzeczywiście są tu ludzie zdolni do przesądzenia o wyniku meczu, kiedy będzie się to najbardziej liczyć.

Lewoskrzydłowi

Z kolei na posiłki z NHL do samego końca reprezentacja Kanady będzie czekać na drugim skrzydle i tak naprawdę może to być szalenie ważne rozstrzygnięcie, może nawet na miarę końcowego sukcesu. Anthony Beauvillier gra regularnie w zawodzących New York Islanders, czy ci puszczą go na te dwa tygodnie na przełomie kalendarzowego roku? Podobna decyzja czeka Arizona Coyotes odnośnie Lawsona Crouse’a. Potężny skrzydłowy to prawdziwy weteran WJC, uczestnik dwóch ostatnich edycji, który byłby bardzo cennym wzmocnieniem, z racji umiejętności pełnienia wielu różnych ról. Pole manewru z lewej strony jest jednak o tyle większe niż z prawej, że do tej pozycji można zaadoptować dwóch ludzi, którzy mogliby grać na środku, ale wobec obecności Strome’a i Barzala nie będą tam potrzebni. Pierre-Luc Dubois i Tyson Jost, obydwaj gracze wybrani w topowej dziesiątce ostatniego draftu. Dla wybranego z numerem trzecim przez Columbus Duboisa, który został odrzucony podczas zeszłorocznej selekcji, to będzie bardzo ważny turniej, a reprezentacja „Klonowego Liścia” będzie go potrzebować w najwyższej formie, szczególnie jeśli nie przyjadą Crouse i Beauvillier. Zresztą wtedy trzeba będzie szukać znacznie głębiej. Dillon Dube z Kelowny wrócił niedawno po kontuzji, może więc Tyler Benson z Vancouver Giants? Albo twardy Givani Smith z Guelph? Znalezienie odpowiednich ludzi na skrzydła do bottom six, takich którzy będą czuć się komfortowo w danej roli, wydaje się być najważniejszym zadaniem dla sztabu szkoleniowego gospodarzy turnieju i spodziewam się, że tu będzie się toczyć najbardziej zacięta walka podczas bezpośredniego okresu przygotowawczego i meczów kontrolnych.

Obrońcy

W obronie wiele będzie zależeć od dostępności Jakoba Chychruna. Na ten moment wiele wskazuje, że Arizona Coyotes mogą go zwolnić na turniej, bowiem w dwóch ostatnich meczach z Oilers w ogóle nie pojawił się w składzie meczowym. Jeśli rzeczywiście tak się stanie dwie pierwsze pary wydają się ustalone. Thomas Chabot z Saint John, który grał na turnieju przed rokiem i skreślony na samym końcu przygotowań Noah Juulsen z Everett to pewniacy do największej porcji minut. Duet z Chychrunem stworzyć może dynamiczny Jake Bean z Calgary Hitmen. Walka o ostatnie trzy miejsca może być kolejnym języczkiem u wagi podczas obozu przygotowawczego. Kanadyjscy trenerzy będą wybierać z bardzo szerokiej palety graczy, zaczynając od maleńkiego ultraofensywnego Samuela Girarda z Shawinigan, na dwumetrowym Loganie Stanley’u z Windsor kończąc. Warto też zauważyć dobrą postawę od początku sezonu kilku obrońców, których nie było na letnim zgrupowaniu reprezentacji choćby Brendan Guhle z Prince Albert czy Kale Clague z Brandon. Czy będą oni w stanie wypchnąć ze składu tych, których latem trenerzy zdążyli poznać np. Jeremy Lauzona z Rouyn-Noranda czy Mitchella Vande Sompela z Oshawy. Kanadyjczycy jak zwykle przy dobieraniu tej formacji będą przywiązywać dużą wagę do stron z jakiej grają dani obrońcy. Widać, że ta lewa jest znacznie mocniej obsadzona, nawet jeśli nie będzie Chychruna. Być może czarnym koniem w rywalizacji na prawej stronie okaże się 18-letni Dante Fabbro z Boston University.

Trener

Dwa ostatnie turnieje pokazały jak ważne dla kanadyjskiej reprezentacji jest znalezienie odpowiedniej osoby na stanowisko pierwszego trenera. Benoit Groulx od początku potrafił wytworzyć z zawodnikami nić porozumienia, choć dysponował szalenie utalentowaną grupą od pierwszego dnia zaznaczał, że bez ciężkiej pracy na całym lodzie złota nie będzie. Niemałym zaskoczeniem było, gdy na pierwszym treningu, już po wybraniu finałowego składu, zafundował wszystkim swoim graczom zajęcia z blokowania strzałów. Potem potrafił przeprowadzić swoją drużynę przez cały turniej, unikając pułapek i wszechobecnej presji. Rok później, choć w dalekiej Finlandii, było zgoła inaczej. Dave Lowry (na zdjęciu) zupełnie sobie nie poradził. Nie potrafił odpowiednio poprowadzić ekipy, podejmował dziwne decyzje, nie wynagradzał dodatkowym czasem gry tych, którzy spisywali się dobrze. Hockey Canada wraca w tym roku do szkoleniowca z ligi Quebecu, w końcu finałowa faza odbędzie się w Montrealu i na pewno liczy na to, że Dominique Ducharme, który z pozycji asystenta widział zeszłoroczne przedwczesne odpadnięcie, wyciągnie odpowiednie wnioski. To zresztą stały model kanadyjski w ostatnich latach, że jeden z asystentów jest w kolejnym roku głównym szefem. Ducharme (obecnie Drummondville Voltiguers) w przeszłości wygrywał z Kanadą m.in. Memoriał Hlinki i był trenerem roku w QMJHL. Z pewnością nie brakuje mu oddania dla swojej pracy, to on rok temu pozostał w Finlandii do końca turnieju, choć jeszcze podczas fazy grupowej dotarła do niego wiadomość o śmierci ojca. Tegoroczne złoto byłoby pięknym zwieńczeniem pracy rozpoczętej na poprzedniej edycji turnieju.

Kanada tradycyjnie będzie uchodzić za jednego z głównych kandydatów do juniorskiego złota. Nie może być inaczej, gdy turniej rozgrywany jest na jej podwórku. Konkurencja będzie jednak ogromna, a zadanie utrudnione z racji tradycyjnej niepewności co do dostępności posiłków z NHL. Wygląda na to, że tegoroczna kanadyjska reprezentacja będzie bardzo mocna na środku lodu, o defensywę też za bardzo bym się nie martwił. Pytanie czy na skrzydłach znajdą się ludzie zdolni dostarczać regularnie bramki, gdy będzie to najbardziej potrzebne. Znaleźć odpowiednich graczy do odpowiednich ról podczas tego krótkiego turnieju, to główne zadanie dla kanadyjskiego sztabu szkoleniowego i menadżerskiego. Listę zaproszonych na obóz graczy poznamy już dziś.