Logan Brown
Logan Brown, Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=uyMC-74esKs

Na start NHL trzeba jeszcze trochę zaczekać, ale swoje rozgrywki w ten weekend wznawiają trzy najlepsze ligi juniorskie za oceanem zrzeszone w CHL. Zapraszam na krótki przewodnik po Ontario Hockey League, która choćby z racji naszego jedynaka na tym poziomie powinna nas interesować w sposób szczególny. Kto będzie nadawał ton całej rywalizacji? Jak spisywać się będą Sudbury Wolves? No i na których młodych graczy warto zwrócić baczną uwagę?

W cieniu zachodu

Zapowiada się, że dysproporcja między potencjałem ekip z zachodu ligi i tych ze wschodu będzie jeszcze większa niż w poprzednim sezonie. Zachód jest dosłownie przeładowany mocnymi zespołami, które chcą grać o najwyższe cele. Wydaje się, że więcej niż cztery ekipy z tej części ligowej stawki są silniejsze niż najmocniejsze z tej drugiej połówki. Mało tego, choćby tacy Guelph Storm, którzy obijali się w ostatniej kampanii po ligowym dnie, wydają się dysponować znacznie bardziej konkurencyjnym zespołem, ale z racji poziomu rywali najpewniej nie podskoczą znacząco w tabeli. Dla neutralnego kibica najlepszą wiadomością jest to, że zachód jest nie tylko bardzo mocny, ale i naprawdę otwarty. Sporo scenariuszy wchodzi w grę. W poprzedniej kampanii wśród mocnych zespołów były dwa supermocne teamy – London Knights i Erie Otters, tym razem kandydatów do topowych miejsc powinno być więcej, a stawka może być jeszcze bardziej spłaszczona.

Oczywiście w rozgrywkach juniorskich ciężko przewidzieć jak to może wyglądać, zwłaszcza na początku sezonu, gdy wielu topowych graczy przebywa jeszcze na obozach przygotowawczych ekip z NHL, część z nich wróci wcześniej, część później, a niektórzy zostaną na cały sezon lub jego większość, co oczywiście przełoży się mocno na siłę rażenia ich ekip juniorskich. Wojtek Świerkot pisał niedawno o Mitchu Marnerze z Knights, on i jego kolega, z którym na lodowiskach Ontario rywalizuje praktycznie od zawsze, czyli Dylan Strome najprawdopodobniej do OHL już nie wrócą. Przynajmniej tak mi się wydaje, że nie mają już czego tu szukać. I o ile Knights się obronią, bo w ich składzie nadal jest dostatecznie dużo talentu i głębi, by walczyć o kolejne juniorskie trofea (Tkachuk, Juolevi, Jones, Pu i nowo przybyły Fin Janne Kuokkanen), o tyle Otters mogą mieć duże problemy z powtórzeniem wyniku sprzed roku. Przebojowy Ivan Lodnia, który mógł się bardzo podobać na sierpniowym Memoriale Hlinki uzupełni duet z Alexem DeBrincatem, wokół którego będzie się koncentrować cała ofensywa, ale czy to wystarczy? Kto wie czy Otters w pewnym momencie nie będą musieli wziąć pod uwagę pójścia drogą Oshawa Generals, mistrzów sprzed dwóch lat, którzy potem oddawali swoje co bardziej łakome kąski, by przyspieszyć nieuchronny na tym poziomie proces przebudowy.

W obrębie Midwest Division nie można zapominać o Kitchener Rangers, na korzyść których działać będzie bardzo szeroki skład, pozbawiony rozchwytywanych gwiazd największego kalibru (tylko cztery wybory w draftach NHL w obecnym składzie). Uwaga na młodziutkiego niepozornego Niemca Cedrica Schiemenza, który pojawił się nam trochę znikąd (austriacki Salzburg) i z miejsca zaimponował, będą najskuteczniejszym graczem w meczach przedsezonowych. Jestem wielkim fanem talentu Adama Mascherina i sądzę, że w tak dobrej drużynie stać go na zakręcenie się w okolicach 50 bramek w sezonie, a to byłby wyczyn nie lada. Bardzo ciekawią mnie postępy filigranowego Elijaha Robertsa, któremu przyglądałem się z bliska podczas Memoriału Hlinki. Bez hokejowego sprzętu wyglądał jak czarnoskóry 14-letni chłopaczek, który dosłownie uginał się pod ciężarem ogromnej torby ze sprzętem treningowym potrzebnym do rozgrzewki. Na lodzie, kiedy miał krążek na łopatce kija i ruszał do ofensywnej szarży wyglądał imponująco, ale tak skromne warunki fizyczne ograniczają go mocno jako kompletnego obrońcę. Zobaczymy w jakim stopniu będzie w stanie zdominować grę w aspektach ofensywnych, co może być kluczowe dla jego draftowych szans i czy z czasem przybędzie mu więcej centymetrów i kilogramów. Ciekawa, intrygująca postać.

Piszę o wielkich firmach Midwest, ale gdybym miał wskazać faworyta zachodniej części ligi, to szukałbym go tym razem w tej drugiej dywizji. Mam na myśli Windsor Spitfires, bycie gospodarzem finałowego turnieju o Memorial Cup zobowiązuje, więc pewnie wraz z upływem kolejnych miesięcy rozgrywek można się spodziewać kolejnych wzmocnień w składzie, ale to co już w tej drużynie jest robi duże wrażenie. Gwiazdy powinny wrócić w komplecie – praktycznie niezmieniona obrona z Michaiłem Sergaczjowem i Loganem Stanley’em na czele, kandydat na dominującego centra numer jeden i MVP całych rozgrywek Logan Brown (na zdjęciu), do którego latem dołożono jeszcze idealnego centra numer dwa w osobie Juliusa Nattinena. Co prawda Fin świetnie spisuje się na campie Anaheim Ducks, którzy będą mieli prawo oddelegować go do swojej filialnej ekipy w AHL, ale sądzę, że prędzej czy później do Windsor zawita, a to będzie bardzo zła wiadomość dla wszystkich rywali, bo taka podwójna pięść uderzeniowa na środku będzie trudna do zatrzymania dla każdego. A przecież jest jeszcze choćby Gabriel Vilardi, kandydat do topowej 10 najbliższego draftu do NHL i wielu innych. Do tego Spitfires mają w bramce niesamowicie zdolnego Michaela DiPietro, który może być gwiazdą całych rozgrywek. Zeszłoroczny przypadek Tylera Parsonsa z Knights pokazuje, że da się wygrać te rozgrywki z bramkarzem będącym w roku draftowym, oczywiście jeśli jest to rzeczywiście wyjątkowy talent.

W tej samej dywizji warto będzie też obserwować poczynania ekipy Sault Ste. Marie Greyhounds. Z tego brzydkiego kaczątka wyrosła ekipa, która dysponuje całym wachlarzem zdolnych ofensywnych graczy, z których da się stworzyć więcej niż dwie linie spełniające wymagania top six. O możliwościach ofensywnych Soo przekonali się rywale w meczach przedsezonowych, 23 gole w 4 meczach, imponujący wynik. Jeśli defensywa i bramka będzie w stanie dotrzymć kroku atakowi możemy mieć naprawdę czarnego konia całych rozgrywek. Na koniec jeszcze słówko o Sarnia Sting, którzy mają dwóch ciekawych graczy z import draftu – Czecha Filipa Hertla i Słowaka Adama Ruzickę, ale żeby liczyć się poważnie w walce do ich składu muszą wrócić największe gwiazdy. Nie ma szans, by w NHL nie został Pavel Zacha, ale czy i kiedy wrócą Travis Konecny i Jakob Chychrun? Zobaczymy, ale to absolutnie kluczowa sprawa dla tej ekipy. Z ważnych nazwisk w kontekście draftu NHL 2017 z innych drużyn zachodniej części ligi wspomnieć trzeba energetycznego, mającego duże możliwości Nicka Suzuki z Owen Sound i jego kolegę klubowego obrońcę Markusa Phillipsa, który na Memoriale Hlinki był kapitanem Kanady. Zresztą ich drużyna także ma szansę wtrącić swoje trzy grosze do walki o czołowe miejsca w konferencji, także za sprawą bramkarza Michaela McNivena, który będzie grał bardzo dużo i któremu wieszczę wyborny sezon, być może zwieńczony indywidualnym wyróżnieniem na swojej pozycji.

Co ze wschodem?

Niewątpliwie słabsza z dwóch konferencji, tutaj nawet typowane do czołowych lokat ekipy nie dysponują składem kompletnym i tak głębokim jak najsilniejsi na zachodzie. Zespoły, które dobrze zaczną sezon i usadowią się na wysokich miejscach oczywiście mogą później wzmocnić swój skład, by przygotować się do walki o najwyższe cele i tego należy się spodziewać. Póki co sytuacja wydaje się być bardzo otwarta, bowiem dwie najsilniejsze teamy zeszłorocznej kampanii tj. Barrie Colts i Niagara IceDogs miały składy złożony głównie z graczy wychodzących już z wieku juniora, na tu i teraz. Obecnie weszły w proces głębszej przebudowy, gromadząc aktywa na przyszłość i spodziewać się ich należy raczej w ogonie stawki. Na szczyt będą chcieli wspiąć się inni.

Palmę pierwszeństwa na wschodzie z chęcią objęliby Mississauga Steelheads, jedna z bardziej ekscytujących do oglądania drużyn w ostatnim sezonie. Złożona z wielu bardzo młodych, świetnie rokujących graczy, jest o jeden rok bardziej doświadczona i spodziewam się, że powalczy o prymat w tej części ligi. Co ważne w drużynie z przedmieść Toronto zadbano o zabezpieczenie tyłów, 20-letni weteran ligi Matthew Mancina w bramce i jedna z głębszych formacji obronnych, do której dołączył Vili Saarijarvi, to obiecujący fundament, na którym można budować zwycięski zespół. Co prawda do drużyny nie wróci Alexander Nylander, który ma otwarte wszystkie możliwe opcje na nowy sezon, w tym i NHL i AHL i Europę, ale topowi napastnicy Steelheads – bracia McLeodowie, Owen Tippett, czy Nathan Bastian, to wciąż młodzi jak na ligowe standardy gracze, z mnóstwem miejsca na rozwój. Szczególnie warto moim zdaniem śledzić postępy Tippetta, który jest ekscytującym prospektem na kolejny draft NHL, łączącym cechy dwóch wielkich gwiazd OHL z przeszłości, czyli Stevena Stamkosa i Corey’a Perry’ego. Turniej Hlinki zupełnie mu nie wyszedł, ale to nic, przyglądając mu się uważnie na rozgrzewce zespołu na świeżym powietrzu nie trudno było zauważyć, że to już świetnie zbudowany, młody atleta, czego nie można było powiedzieć o wielu jego kolegach z kanadyjskiej reprezentacji. Na lodzie podobało mi się jego nastawienie, widziałem jak motywował kolegów i nie ulegał zniechęceniu, kiedy nie szło, a to dobry znak. Jestem pewien, że w nowym sezonie strzeli całe mnóstwo goli dla Steelheads, bo snajperski zmysł ma nie lada. Spodziewam się, że w którymś momencie sezonu menedżer Mississaugi będzie chciał wzmocnić zespół kilkoma wartościowymi weteranami i wtedy można będzie myśleć o bardzo dalekiej kampanii w playoff. Ta ekipa gra szybki, efektowny hokej, w ich meczach pada dużo bramek, więc naprawdę warto oglądać ich mecze.

Drużyna, która zasługuje na znacznie więcej uwagi niż w poprzedniej kampanii, to moim zdaniem Hamilton Bulldogs. Ich siłą będzie stabilizacja składu, wracają w zasadzie wszyscy najważniejsi starsi gracze, a kilku bardzo zdolnych młodszych zawodników wydaje się być gotowa do pełnienia ważnych funkcji w drużynie. Rywalizacja sąsiadujących ze sobą ekip Mississaugi i Hamilton może być tym, co będzie rozpalać kibiców i napędzać wschodnią część rozgrywek. Dwóch młodych, o których koniecznie chciałbym wspomnieć, to Matthew Strome, jeszcze jeden z doskonale znanego hokejowego rodzeństwa i MacKenzie Entwistle. Obydwaj reprezentowali Kanadę na sierpniowym Memoriale Hlinki i choćby z racji wzrostu trudno ich było nie zauważyć. Strome gra inaczej niż jego bracia, to mocny fizycznie skrzydłowy, który nie unika twardej walki i cały czas się poprawia, choćby w jeździe na łyżwach. Już w drugiej części minionego sezonu pokazywał na co go stać. W Bratysławie i Brzecławiu grał nierówno, w przeciwieństwie do Entwistle’a, który w ostatnim czasie mocno popracował na swoje nazwisko. Na Memoriale Hlinki wypadł świetnie w roli energetycznego gracza wspomagającego najlepszych. Podobać może się jego mobilność, póki co nie dało się nie zauważyć, że to bardzo tyczkowaty chłopak, ale jak obuduje się w mięśnie może wyrosnąć na nie lada gracza, którym kluby NHL zainteresują się raczej we wcześniejszych rundach naboru do ligi.

Wśród solidnej, wyrównanej stawki tej części ligi wyróżniłbym jeszcze Kingston Frontenacs, prowadzonych przez bardzo dobrego trenera Paula McFarlanda. Spodziewam się, że na jeszcze jeden juniorski sezon wróci Lawson Crouse i poprzestawia rywali, robiąc dużo miejsca młodym przebojowym graczom, wśród których w okresie przygotowawczym brylował filigranowy Fin Linus Nyman. Dla niego i jemu podobnych graczy, zaczynających przygodę w tej lidze bardzo ważny jest mocny start, kiedy jest jeszcze trochę łatwiej, bo rywale nie mają wszystkich swoich gwiazd i dopiero zgrywają się w pełnych zestawieniach. W każdym razie tacy weterani jak Stephen Desrocher, Warren Foegele czy bardzo zdolna grupa graczy z rocznika 99 z Jacobem Paquette i Jasonem Robertsonem na czele stworzy bardzo ciekawą mieszankę, którą McFarland powinien odpowiednio poustawiać.

Wilki czy wciąż wilczki?

Oczywiście kibiców hokeja w Polsce najbardziej interesować będą poczynania naszego Alana Łyszczarczyka i jego Sudbury Wolves. Pozycja wyjściowa jego ekipy i samego Alana jest moim zdaniem niezła. Młody Polak ma już ugruntowaną pozycję w zespole, rok niezbędnego doświadczenia w dorobku i miejmy nadzieję, że uda mu się zaliczyć mocny start nowej kampanii, korzystając także z tego, o czym już pisałem, czyli absencji największych osobowości ligi z racji obozów przygotowawczych zespołów z NHL. Wilki w słabszej, otwartej części ligowej stawki powinny być lepsze, choćby z racji tego, że gorzej grać się już nie da, a najbardziej bolesne frycowe ta młoda drużyna zapłaciła już w poprzedniej kampanii. Teraz powinno być łatwiej, choć zacznie się nowy rozdział i zaczną się konkretne wymagania co do wyniku. Ta ekipa ma jeszcze czas na sukcesy, ale to ma być pierwszy sezon, w którym sprawdzona zostanie wartość ich poprzednich wyborów w draftach. Liczna grupa graczy z rocznik 98 i 99 będzie musiała na poważnie zacząć brać na siebie rolę liderów i pokazać, że są w stanie poprowadzić tę ekipę do dobrych wyników. Lepszy musi być przede wszystkim David Levin, były numer jeden draftu do ligi. To samo można powiedzieć na temat Dmitrija Sokołowa. Ciągle wierzę w nieprzeciętny talent ofensywny tego zawodnika, uważam, że późny bo późny, ale jednak wybór w drafcie do NHL podziała na niego bardzo dobrze i po campie Minnesota Wild stawi się w Sudbury w dobrej formie i gotowy na bardzo mocny ofensywny sezon, na który na pewno go stać. W dziesięciozespołowej konferencyjnej stawce Wilki mają możliwości, by włączyć się do walki o miejsca 7-8, ale najważniejsze będzie i tak odwrócenie złej tendencji i zrobienie pewnego kroku we właściwym kierunku na kolejne kluczowe dla tej grupy graczy sezony.