Igrzyska Olimpijskie
Ben Scrivens jeszcze w barwach Toronto Maple Leafs; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=BfwFcpojwOk

Wciąż nie milkną echa decyzji władz ligi NHL, które ogłosiły że nie przerwą rozgrywek na czas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w południowokoreańskim Pjongczang. Hokeiści wyrażają swój żal i rozgoryczenie, a niektóre gwiazdy wprost zapowiadają bojkot tej decyzji (np. Aleksander Owieczkin). Czy to odniesie jakiś skutek? Moim zdaniem nie. Gary Bettman nie raz udowodnił że jest twardym graczem i jeśli chodzi o interesy, trudne decyzje nie są mu obce.

Komisarz ligi ma niewdzięczną rolę, bo musi pilnować biznesu. Coś jak szef w firmie – decyzje dobre dla firmy nie zawsze są dobre dla załogi. Do regularnego buczenia w prawie wszystkich halach gdzie NHL rozgrywa swoje mecze Bettman jest na 100% przyzwyczajony – myślę że niewiele sobie z tego robi, szczególnie w momencie gdy przychody ligi wzrastają. On swoją prace wykonuje dobrze. Czy podoba się to kibicom i zawodnikom? To już inna bajka.

Wracając jednak do Zimowych Igrzysk Olimpijskich – brak hokeistów z NHL to woda na młyn dla szefów bogatych klubów europejskich, którzy oprócz roli gwiazdy w zespole, dużo mniejszej liczby spotkań oraz zdecydowanie krótszych podróży (no, może nie w przypadku KHL) – będą mogli zaoferować zawodnikom NHL potencjalną możliwość gry na Igrzyskach.

Jeśli grasz ogony w NHL – może warto spróbować być czołowym graczem w KHL lub NLA przez jeden sezon i pojechać na Igrzyska? Kilku UFA (zawodnicy, którym skończyły się kontrakty i mogą negocjować z kim tylko chcą) może tak pomyśleć. Oczywiście nie mam na myśli graczy którzy stanowią o sile swoich klubów w NHL, ale raczej zawodników drugiego planu, którzy w najlepszej hokejowej lidze świata muszą każdego dnia walczyć o swoje pozycje (i pieniądze) a w Europie byliby gwiazdami. Doskonałym przykładem są Brandon Kozun (Jokerit Helsinki) czy też Ben Scrivens (Dynamo Mińsk), którzy za oceanem balansowali pomiędzy NHL a AHL, a w Europie są podstawowymi zawodnikami swoich ekip i na pewno będą brani pod uwagę w kontekście reprezentacji Kanady.

Ciekawą i bardzo atrakcyjną destynacją może być Londyn – wróbelki ćwierkają że drużyna KHL będzie tam stacjonować już od sezonu 2017/18, wsparta ogromnymi środkami finansowymi. W przypadku Londynu odpadają problemy z utrzymaniem poziomu rozwoju cywilizacyjnego oraz bariera językowa – czyli kolejne aspekty utrudniające Kanadyjczykom i Amerykanom migrację do Europy (szczególnie do Rosji).

Jeśli o Rosji mowa, szefowie tamtejszych klubów oraz władze federacji hokejowej zacierają ręce – decyzja NHL automatycznie podbiła szansę na sukces Rosjan w Igrzyskach. Władze CSKA Moskwa już zapowiedziały walkę o 4 rosyjskich hokeistów (Nikita Zajcew, Roman Ljubimow, Michaił Grigorenko i Aleksander Marczenko) którym wkrótce kończą się kontrakty w NHL. Czy będą w stanie zaoferować takie sumy jak w NHL? Pewnie nie, ale jak pokazuje ta grafika, na najlepszych w KHL oprócz statusu gwiazdy czekają naprawdę bardzo dobre pieniądze. Kluby takie jak CSKA Moskwa, SKA St.Petersuburg czy Mietałłurg Magnitogorsk to krezusi i stać ich na płacenie ogromnych kwot swoim zawodnikom.

Decyzja ligi NHL powinna nieco wstrząsnąć hokejowym rynkiem transferowym, spodziewam się wzmożonego ruchu hokeistów z Ameryki Północnej do Europy. Oprócz graczy reprezentujących Kanadę czy USA, na powrót zdecydować może się wielu Europejczyków, skuszonych możliwością gry na ZIO. Tymczasem Hockey Canada (kanadyjski odpowiednik PZHL – tylko że profesjonalny) szybko reaguje – w lecie odbędzie się camp dla kanadyjskich zawodników z kontraktami w Europie. Warto obserwować rozwój sytuacji.