Polska hokej
fot. Sebastian Frej

Długi weekend majowy pozwolił mi na nadrobienie zaległości związanych z występami naszej Reprezentacji na Mistrzostwach Dywizji 1A. Obejrzałem zaległe spotkania – czas więc „rozliczyć” się z występem Polski w Kijowie.

Dziennikarze przychylni działaniom PZHL nakręcając atmosferę w trakcie turnieju ekscytowali się możliwością awansu do Elity. Wypadałoby zapytać – gdzie jest rozsądek? Z czym chcemy awansować do Elity? Z dwoma klubami które są poukładane finansowo i organizacyjnie na poziomie europejskim? Czy może z reprezentacjami juniorskimi balansującymi na poziomie trzeciej i czwartej „ligi”?

Współczuję naszym zawodnikom ostatniego meczu z Austrią. Ten blamaż położył się cieniem na w sumie dobrym, solidnym występie. Utrzymaliśmy się, pokonaliśmy Węgrów którzy całkiem niedawno zaliczyli epizod w Elicie, postawiliśmy się Kazachstanowi. Za te osiągnięcia naszym zawodnikom należą się słowa uznania, bo to w mojej (a pewnie nie tylko w mojej) opinii wyniki bardzo dobre jak na możliwości polskiego hokeja na lodzie.

Dawid pokona Goliata. Raz na sto spotkań.

Nasza polska, ułańska fantazja zawsze podpowiada nam aby wierzyć, że starcia maluczkich z potentatami są do wygrania, że Dawid może pokonać Goliata. Życie pokazuje co innego. Owszem, przy zbiegu wielu korzystnych okoliczności jesteśmy w stanie raz na jakiś czas sprawić meganiespodziankę, i na turnieju który ma jakąkolwiek stawkę, pokonać drużynę lepszą od naszej reprezentacji. Właśnie to miało miejsce rok temu gdy zwyciężyliśmy Austriaków 1:0. Ze smutkiem należy przyznać, że lanie jakie urządzili nam rywale kilka dni temu jest jednak bliższe hokejowej rzeczywistości i zdecydowanie lepiej oddaje różnice jaka dzieli nasze nację. Tamto 0:1 było dla Austrii gigantyczną wpadką. Nasze 0:11 jest tylko wynikiem tego, co na co dzień obserwujemy w Polsce. Na zasadzie porównania z Austrią, raz jeszcze zobaczmy gdzie jest nasze miejsce w hokejowej hierarchii.

Zawodnicy

Zdecydowanie najlepszą formacją naszej reprezentacji w przekroju całego turnieju było trio napastników Malasiński – Pasiut – Wronka. Nic nie ujmując w/w zawodnikom – jeden z nich gra w solidnym klubie (Pasiut), natomiast pozostała dwójka błąka się po peryferiach poważnego grania w Europie. Malasiński jest gwiazdą drugiej (!!) ligi angielskiej, natomiast Wronka w barwach Orli Znojmo zderzył się z hokejową Europą niczym z rozpędzonym Pendolino. Jego dokonania w barwach średniaka ligi EBEL nikogo na kolana nie powalają, a przecież wielu tzw. ekspertów widziało go w o wiele mocniejszych ligach. Ptaszki ćwierkają, że w kolejnym sezonie zagra na drugim poziomie rozgrywek, i to nie będą tak mocne ligi jak fińska Mestis czy szwedzka Allsvenskan. Raz jeszcze powtarzam, nie są to zarzuty personalne wobec zawodników – to po prostu realne spojrzenie na możliwości. Jeśli chodzi o pozostałych graczy, cześć z nich zagrała na swoim normalnym poziomie (którym na chwile obecną jest balans między 2 a 3 ligą światową), część pojechała do Kijowa na wycieczkę. Nie chce podawać nazwisk, każdy kto oglądał turniej na Ukrainie wie o kim mówię. Tuż przed rozpoczęciem turnieju rozpętała się burza związana z wyborem jakiego dokonał Jacek Płachta. Część środowiska hokejowego uważała, że brak zawodników takich jak Alan Łyszczarczyk, Michael Cichy czy Jarosław Rzeszutko to  duży błąd trenera, mocno przywiązanego do pewnej grupy zawodników. Ja jestem nieco ostrożniejszy w ocenie – myślę, że żaden z tych graczy nie zmieniłby diametralnie obrazu gry. Nasz problem to nie brak Łyszczarczyka, czy Cichego. Jest on dużo głębszy i poważniejszy – ale o tym później.

Jak na tym tle prezentuje się Austriacki hokej? Cóż, w optymalnych warunkach Austriacy są w stanie wystawić 3 zawodników z NHL, 3 zawodników z DEL, 2 zawodników z SHL, 2 zawodników z NLA, 2 zawodników z NCAA (dywizja I – najmocniejsza) oraz co zupełnie nie dziwi, 145 hokeistów zrzeszonych w EBEL oraz 181 zawodników występujących na co dzień w Alps Hockey League, która poziomem bardziej odpowiada naszej lidze. Podsumowując, połowa składu z ligi nieosiągalnych dla naszych reprezentantów plus druga połowa z EBEL. Tak, tego EBEL w którym nasza nadzieja, Patryk Wronka, był jednym z wielu takich jak on, ani lepszych, ani gorszych. Średniak. I to z tej dolnej półki.

Jeśli chodzi o potencjał zawodników „gotowych” do gry w reprezentacji, to przepaść między Polska a drużynami z Elity jest gigantyczna, co widać na przykładzie Austrii czyli drużyny, która balansuje na granicy Elity i Dywizji I. O zespołach z pierwszej „10” Elity nawet szkoda pisać. Nie nasza galaktyka.

Młodzież

Nasze reprezentacje młodzieżowe przeplatają „sukcesy” z blamażami, co raz podlewając paliwem żar krytyki pod swoim adresem. W tym roku taką rolę odegrała nasza kadra u18, która z hukiem spadła do czwartej ligi, gdzie zmierzy się z „potentatami” typu Islandia, Belgia czy Serbia. Z drugiej strony jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, władze związkowe za rok będą dumnie prężyć piersi świętując awans „osiemnastki” do dywizji IB. Co bardziej usłużne media napiszą nawet pewnie o wygraniu Mistrzostw Świata i złotych medalach, co z prawdą ma niewiele wspólnego. U18 omówiliśmy, zobaczmy więc jak radzi sobie U20? W tym sezonie zajęli drugie miejsce w Dywizji IB (przypominam, trzecia liga), co generalnie oddaje nasz potencjał. Dlatego tez przy ich występie stawiamy mały plusik, w końcu uniknęli blamażu. Nasze reprezentacje to głównie zawodnicy zrzeszeni w SMS, wsparci kilkoma zawodnikami występującymi w ligach juniorskich w Europie.

Jak na tym tle prezentuje się Austria? Reprezentacja U20 zajęła 5 miejsce w dywizji IA (druga liga), czyli jak widać przepaść miedzy „dwudziestką” nie jest aż tak ogromna. Natomiast u18 brała udział w tym samym turnieju co nasze „Orły” (przegraliśmy 2:3), zajmując w nim drugie miejsce. Możemy więc założyć, że różnica na etapie juniorskim nie jest aż tak widoczna jak wśród seniorów. Skąd więc ta przepaść na poziomie seniorskim? Winna jest:

Infrastruktura i organizacja

Opracowując ten dział, najlepiej posłużyć się oficjalnymi danymi IIHF, dostępnymi na ich stronie internetowej.

 PolskaAustria
Seniorzy9783 938
Młodzież2 2484 884
Lodowiska kryte3538

Dysproporcja jest widoczna gołym okiem, a fakt że w kraju zamieszkałym przez ponad 30 milionów osób, który ma jakieś tam tradycje hokejowe, jest tylko niecały 1000 hokeistów woła o pomstę do nieba. Natomiast jeszcze więcej do nadrobienia mamy w kwestiach organizacyjnych. Austriacy „dysponują” dwoma ligami: EBEL i Alps Hockey League, przy czym pierwsza jest megaprofesjonalna, druga służy głównie rozwojowi młodych zawodników, oczywiście zorganizowana jest także w sposób bardzo profesjonalny

Natomiast jak wygląda organizacja hokeja w Polsce każdy z Was doskonale wie. Regulaminy pisane na kolanie na kilka tygodni przed startem, niejasny proces licencyjny, sędziowanie na poziomie beer league, fatalna frekwencja, zadłużone kluby. Obraz nędzy i rozpaczy. Kilka miesięcy temu po przegranym turnieju kwalifikacyjnym do Zimowych Igrzysk Olimpijskich napisałem:

Czy ktoś z Was wyobraża sobie masową produkcję Mercedesów w drewnianej szopie z przeciekającym dachem? Ja nie. Zanim więc zaczniemy wymagać od zawodników gry na poziomie Elity, wywierajmy presję na zarządzających hokejem, aby to oni byli na poziomie Elity.

Wymagajmy profesjonalnej ligi z jasnymi, przewidywalnymi i równo egzekwowanymi przepisami. Wymagajmy rozwoju naszych sędziów, ciągłego ich doszkalania i co za tym idzie sędziowania na poziomie europejskim, tak aby nasi zawodnicy nie przeżywali szoku na taflach poza granicami Polski. Wymagajmy stworzenia takich warunków dla rozwoju młodych hokeistów, aby bez kompleksów mogli wejść na poziom seniorski, korzystając z własnych umiejętności i talentu a nie bzdurnych przepisów o „obowiązkowych młodzieżowcach”.

Nie zapominajmy także o klubach – bo one również ponoszą odpowiedzialność za to jak wygląda hokej w Polsce. Od nich także wymagajmy. Wymagajmy uczciwego realizowania kontraktów podpisanych z zawodnikami. Wymagajmy godziwych warunków do treningu, aby ciepła woda pod prysznicem nie była nieosiągalnym luksusem. Wymagajmy aktywności w poszukiwaniu środków, szczególnie jeśli chodzi o szkolenie młodzieży.

Minął kolejny sezon, nic się nie zmieniło.

Jak naprawiać?

Po zakończeniu turnieju w Kijowie natknąłem się gdzieś na informację, że nasze hokejowe władze przymierzają się do złożenia oferty na organizację kolejnego turnieju Dywizji IA. Należy zadać sobie pytanie – co bardziej służy polskiemu hokejowi? Organizacja niedochodowych turniejów w naszym kraju czy może przeznaczenie tych środków (i czasu!) na prawdziwą inwestycję w młodzież, a konkretniej w szkoleniowców, sprzęt, wyjazdy na turnieje itd. Obserwując postępowanie władz PZHL, mam wrażenie, że mocniej koncentruje się na brataniu z obecnie rządzącymi oraz obecności w mediach niż na realnej pracy. To dosyć zwodnicza strategia i według mnie obliczona na krótki dystans. Czy to poprawi jakość hokeja na lodzie w Polsce? Zdecydowanie nie.

Grzegorz Michalewski na łamach polsatsport.pl opublikował ciekawy artykuł o kondycji Polskiego hokeja na lodzie, zachęcam Was do przeczytania. Dla mnie zdaniem idealnie podsumowującym stan naszej ukochanej dyscypliny jest:

Od kilkunastu lat poziom polskiego hokeja, zarówno na poziomie ligowym jak i reprezentacyjnym notuje regres. Delikatnie mówiąc, bo wypadałoby napisać że jest to systematyczne niebezpieczne balansowanie nad przepaścią.

Bez radykalnych zmian w zarządzaniu hokejem, wkrótce pozostanie nam jedynie parafrazowanie przemówienia Gomółki – polski hokej stał nad przepaścią a teraz zrobił krok naprzód.

Nie możemy na to pozwolić. Czas się obudzić.