Gwiazdy NHL na igrzyskach
Źródło: https://www.flickr.com/photos/atosorigin

Niemcy, Norwegia i Słowenia uzupełniły stawkę uczestników turnieju olimpijskiego 2018, a same turnieje kwalifikacyjne były dla mnie jednoznacznym potwierdzeniem tego, jak bardzo gwiazdy światowego hokeja chcą mieć szanse gry o olimpijskie trofea w barwach swojego kraju.

Nie odpuścili

Ok, ktoś mógłby powiedzieć, że walka o ostatnie olimpijskie przepustki to i tak nic więcej jak wyłanianie tych, którzy już na samej imprezie będą mieli przyjemność dostać lanie od potęg tej dyscypliny, ale nie powie tak nikt kto widział zaangażowanie wielkich gwiazd z mniejszych krajów podczas tych kwalifikacji. Dla nich i ich kolegów to było coś naprawdę ważnego. 35-letni niemiecki weteran Dennis Seidenberg walczył na całego, blokował strzały, a przecież sporo ryzykował, bo do tej pory nie ma jeszcze podpisanego kontraktu na nowy sezon. Białoruscy bracia Andriej i Siergiej Kosticynowie harowali na lodzie aż miło, a przecież całą swoją karierę sumiennie pracowali na miano graczy nie nazbyt pracowitych. Wreszcie Mats Zuccarello, którego na turnieju w Oslo wszędzie było pełno. Podczas gry w przewagach można go było zobaczyć na wszystkich pozycjach – pod linią niebieską i przed samą bramką rywali, on pierwszy wyrywał się do gry w liczebnych osłabieniach. Robił wszystko, by on i jego koledzy znów pojechali na igrzyska olimpijskie, a najdziwniejsze jest to, że nawet teraz, gdy cel został osiągnięty, nie jest wcale pewne czy dane mu będzie zagrać w tej imprezie, wszak wciąż nie ma ostatecznej decyzji czy NHL przerwie swoje rozgrywki i zezwoli swoim gwiazdom na udział, tak jak to miało miejsce w pięciu poprzednich edycjach.

Norweska mobilizacja

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

Nikt nie powinien być pozbawiony szans na spełnienie swoich olimpijskich marzeń, ani wielkie gwiazdy reprezentujące hokejowe potęgi, ani reprezentanci tych mniejszych krajów, którym nie pisany jest tam sukces. Przecież dzięki bytności na zawodach w Soczi w 2014 tak wiele mówiło się w całym światku o maleńkiej Słowenii i jej hokeju. Anze Kopitar i spółka znów to zrobili, zakwalifikowali się i pokazali, że to nie był przypadek. Wcześniej nigdy bym nie pomyślał, że jednym z tego, co zapamiętam z fazy grupowej turnieju olimpijskiego z Vancouver, nim do poważnej gry weszli Crosby i spółka, będzie postawa norweskiego weterana Tore Vikingstada, który strzelił wtedy 4 gole w 4 spotkaniach. U jego boku na wielkie hokejowe wody wypływał Mats Zuccarello, który niedługo potem był już hokeistą New York Rangers. Kto wie czy po turnieju olimpijskim 2018 tak samo nie potoczą się losy np. młodego norweskiego obrońcy Mattiasa Norstebo. Ten 20-latek strzelił decydującego o olimpijskim awansie gola w meczu przeciwko Francji, a póki co zamienia klub w obrębie szwedzkiej ligi, przechodząc do słynnej ekipy HC Frolunda.

Skoro już jestem przy ekipie norweskiej to ich awans bardzo mnie cieszy. W tamtejszym hokeju nie ma tylu talentów co np. w ekipie duńskiej, ale po raz kolejny to Norwegowie są lepiej przygotowani, skupieni na celu i zdeterminowani. Trener Roy Johansen odkąd w 2005 roku wprowadził tą ekipę do światowej elity trzykrotnie wystąpił z nią w ćwierćfinałach mistrzostw świata. Obejmując po nim schedę Petter Thoresen musiał czuć presję, ale doświadczeni gracze, wśród których jest m.in, jego syn Patrick znów stanęli na wysokości zadania. Możemy się spodziewać, że za dwa lata znów stawią się w komplecie na igrzyskach w Korei i powalczą na ile będą w stanie, niektórzy pewnie po raz ostatni w narodowych barwach. Lubię oglądać w akcji niemal identycznie poruszających się po lodzie braci Olimbów, mam też wielki podziw dla Jonasa Holosa, obrońcy który od dwunastu lat nie opuszcza żadnych ważnych reprezentacyjnych występów, a przecież wie, że wymagać będą od niego +25 minut w praktycznie każdym kolejnym meczu.

Tak, norweska mobilizacja raz jeszcze okazała się lepsza od duńskiego talentu, który zawalił na całej linii w Mińsku. Czyżby Duńczycy naprawdę uwierzyli, że to się samo wygra? Czy presja spowodowana szansą na historyczne igrzyska była aż tak silna? Wszak to nie ich pierwsza pre olimpijska wpadka, cztery lata wcześniej nie awansowali na własnym lodzie, a jeszcze wcześniej zaszczytu udział w imprezie w Vancouver pozbawiła ich…Norwegia Roya Johansena.

Jako kibica Jokeritu martwi mnie fatalna dyspozycja na początku sezonu Petera Regina i Jespera B Jensena, ale to temat na inną opowieść. Siłę zespołowości pokazali też Słoweńcy, którzy w bezpośredniej walce pozbawili olimpijskich marzeń Duńczyków. Walka o paszporty na igrzyska, to nie miejsce na żarty i eksperymenty. O różnicy między grą w tych zawodach, a MŚ zaplecza elity w starciu z ekipą „Rysiów” przekonała się nasza reprezentacja. Na koniec słówko należy się Niemcom, którzy zapewnili sobie miejsce na igrzyskach na bardzo trudnym terenie na Łotwie. Cieszę, że ekipy Marco Sturma nie zabraknie w Korei, bowiem jest tam wielu zawodników o bardzo wysokim potencjale i to takich, którzy albo są, albo dopiero wkroczą w najlepszy wiek do poważnego grania. To nie będzie ekipa, którą na kolejnych wielkich imprezach będzie można traktować lekko.

Gwiazdy NHL chcą jechać na Igrzyska

Jedno jest pewne, gwiazdy NHL bardzo chcą zagrać na zbliżających się igrzyskach, te które uczestniczyły w ostatnich dniach w turniejach kwalifikacyjnych pokazały to na lodzie, a coraz chętniej w bardzo pozytywnym tonie wypowiadają się o tym czołowe postaci ligi z USA i Kanady. Niedawno mignął mi przed oczami wywiad z Johnem Tavaresem, który jednoznacznie stwierdził, że wszyscy najlepsi kochają reprezentować swój kraj i on bardzo chętnie pojechałby do Korei. On, który na poprzednich igrzyskach doznał kontuzji, która wyłączyła go z decydującej części sezonu w NHL, a jego ekipę, New York Islanders, pozbawiła szansy na dobry wynik w tamtej kampanii. Tak się jakoś złożyło, że te imponujące występy Zuccarello i innych, które zaspokoiły mój apetyt kibica hokeja międzynarodowego, zbiegły się w czasie z falą zmian w składach na zbliżający się wielkimi krokami turniej o Puchar Świata. Nie chcę już dyskredytować tej imprezy, ale jasne jest, że dla samych zawodników i dla nas kibiców nigdy nie będzie ona pełnoprawnym zastępstwem za zawody olimpijskie. Nie chcę mi się wierzyć, że czeski napastnik Jiri Hudler nie odebrałby nawet telefonu od menedżera swojej reprezentacji gdyby chodziło o igrzyska. Miejscem zwolnionym przez kontuzjowanego kolegę na Puchar Świata wzgardził od razu, zapewne bocząc się jeszcze za pominięcie go w składzie na Soczi 2014.

Nadal mam spore wątpliwości czy Gary Bettman i spółka chcą wziąć udział w imprezie pod tytułem Pjongchang 2018. Rozumiem ich punkt widzenia, mam jednak nadzieję, że koniec końców ugną się przed wolą zawodników. W końcu bycie na igrzyskach też ma swoja wartość. Największe światowe korporacje nie żałują grosza, by być związanymi z imprezą pod egidą MKOL. Oby władze NHL także zechciały spojrzeć na to pod kątem korzyści z tego płynących. Hokeiści w ostatnich dniach zrobili swoje.