Frekwencja

Historia sportu to nierozłączna historia ewolucji społeczeństwa w XX i XXI wieku. Pionierzy tworzyli kluby z myślą o krzewieniu kultury fizycznej oraz zapewnieniu rozrywki swoim pracownikom lub lokalnej społeczności. Centralizacja rozgrywek, rosnące zainteresowanie, rozwój technologii i globalizacja wpłynęły na kształt sportu zawodowego i postrzegania roli klubów sportowych jaką odgrywają w życiu lokalnych społeczności i gospodarce. Co już nie jest żadnym zaskoczeniem, kluby to prawdziwe przedsiębiorstwa „rozrywki”, a w przypadku największych graczy mówimy już o potężnych korporacjach. Sport mimo wszystko nadal rządzi się swoimi prawami i pozycja wyjściowa jest nadal taka sama dla wszystkich. O sile dyscypliny sportu czy o sile konkretnego klubu mówią „trybuny”. Im frekwencja jest większa tym bardziej przekłada się ona na zainteresowanie mediów i możliwość pozyskania dodatkowych sponsorów.

W tym też celu postanowiłem zebrać informacje na temat frekwencji na ligowych spotkaniach PHL. Poza szczątkowymi informacjami, które docierają do nas podczas corocznych podsumowań frekwencji na stronie IIHF, niewiele wiemy na temat kondycji poszczególnych klubów lub niewiele chcemy wiedzieć na ten temat. Frekwencja na spotkaniach PHL od dłuższego czasu bije na alarm i w sportowej drabince stawia nas w tyle za siatkówką, piłką ręczną czy koszykówką. Co gorsze, nic nie zapowiada aby ten trend miał się wkrótce zmienić. Ku mojemu zaskoczeniu, nikt wcześniej nie zainteresował się tym tematem, a jest to świetne narzędzie analityczne, które pozwala badać popularność klubów, ich kondycję i co więcej pozwala oceniać konkurencyjność i atrakcyjność rozgrywek. Nie popadając zbytnio w samouwielbienie czułem się jak podczas dziewiczego rejsu przemierzając niezbadane rejony, analizując i chłonąc dostępne mi informacje.

Pytanie brzmi na ile moją pracę można potraktować wiarygodnie? Podczas tworzenia tego raportu posiłkowałem się danymi ze strony polskahokejliga.pl i myślę, że daje mi to wystarczający mandat do uznania wyników mojej pracy jako te zbliżone do panujących realiów na trybunach ligowych spotkań. Co więcej wyniki raportu są niemal zbieżne z wynikami przedstawionymi na stronie IIHF. Niemniej jednak nie od dziś przecież wiadomo, że w pomeczowych raportach aż mnoży się od błędów, a również same kluby podchodzą do statystyk bojaźliwie. Bo jak inaczej można potraktować informację o liczbie widzów na spotkaniu, gdy w 95% kończą się one na cyfrach 00? Inną kwestią jest jeszcze podejście klubów do respektowania przepisów. W tym miejscu mówię o Polonii Bytom, która nie otrzymała zgody na organizację imprez masowych, a z pośród 26 rozegranych spotkań w bytomskiej „Stodole” liczba 299 osób została przekroczona w dwunastu ligowych pojedynkach.

W takich o to warunkach przyszło mi odbyć mój „dziewiczy rejs”, który w niczym nie przypominał podróży Vasco Da Gama, a bardziej tą z reportaży Józefa Mackiewicza po bagnistych rzekach Polesia.

Założenia ogólne

Raport ten to zestawienie różnych danych – choć pochodzących z tego samego źródła. Wypracowanie podzieliłem na kilka rozdziałów i podrozdziałów. Myślę, że ten styl wypracowania będzie dla wszystkich najbardziej przejrzysty. Ujmując to lakonicznie rozpoczniemy ten raport od wniosków, które widać na pierwszy rzut oka, a w dalszej kolejności, krok po kroku będziemy zagłębiać swoją wiedzę w obszarach, które składają się na ogólne wnioski. Ponadto uznałem za właściwe porównanie frekwencji na ligowych spotkaniach PHL do innych halowych dyscyplin w Polsce jak siatkówka, piłka ręczna i koszykówka. Uznałem, że wyniki będą bardziej miarodajne niż gdybym chciał porównać frekwencję PHL do innych lig hokejowych, gdzie o popularności dyscypliny decydują nieco inne czynniki, jak choćby poziom sportowy rozgrywek, warunki ekonomiczne czy głęboko zakorzeniony lokalny patriotyzm, który w szczególności odznacza się w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Runda zasadnicza

W sezonie 2016/17 na spotkaniach ligowych rundy zasadniczej, na trybunach zasiadło łącznie 146,071 widzów, którzy obejrzeli 192 ligowych spotkań co przekłada się na średnio 761 osób na każdym spotkaniu.


Na pierwszy rzut oka na tle ligowej stawki zdecydowanie wyróżnia się GKS Tychy na spotkania, którego łącznie przybyło 25,900 widzów. Na kolejnych miejscach plasują się dwie najsłabsze drużyny w ligowej stawce, MH Automatyka Gdańsk oraz KS Toruń. W tym miejscu warto również zwrócić uwagę na fakt, że obydwie drużyny rozegrały o dwa spotkania mniej niż rywale z grupy silniejszej. Możemy więc śmiało przypuszczać, że statystyka ta mogła być bardziej okazała, a mniej korzystna dla rywali z miejsc 1-6, gdyby wszystkie zespoły rozegrały taką samą ilość spotkań w rundzie zasadniczej (zespoły w grupie silniejszej rozegrały 40 ligowych spotkań, a drużyny w grupie słabszej rozegrały ich 36). W powyższej tabelce zdecydowanie odstaje Polonia Bytom z powodów już wyżej opisanych i w tym miejscu możemy tylko domniemywać o ile wyniki Bytomian byłyby korzystniejsze, gdyby klub nie był ograniczony zakazem organizowania imprez masowych. Takich problemów nie miała katowicka „Gieksa”, która „osiągnęła” drugi najsłabszy wynik w PHL.

Poniższa tabelka przedstawia średnią frekwencję i jej wyniki są całkowicie zbieżne z wnioskami z powyższego opisu. Nie nastąpiły tutaj żadne zmiany w stosunku do ogólnej frekwencji. Ponadto moje podstawowe wnioski niemal pokrywają się z wynikami odnotowanymi na stronie IIHF, gdzie średnia frekwencji wyniosła 769 widzów na każdym spotkaniu.

Hokej a inne dyscypliny w Polsce

Udało już się nam zauważyć pewne tendencje czy dojść do pewnych wniosków. Generalnie wiemy, że jest źle, ale jaka jest pozycja wyjściowa hokeja na tle innych dyscyplin halowych w Polsce?

*Dane na dzień 10.01.16

Nie chciałbym, aby ktoś zarzucił mi niekonsekwencję i dobieranie dowodów pod moją tezę. Przyczyna, dlaczego zamieściłem statystyki z sezonu 2014/15 oraz 2015/16 jest całkowicie prozaiczna, gdyż po prostu nie byłem w stanie znaleźć informacji na temat bieżącej frekwencji. Na liście zabrakło danych z Basket Ligi Kobiet

Mimo pewnych niedoskonałości, powyższe zestawienie jest świetnym punktem wyjściowym dla oceny pozycji hokeja w Polsce.  Frekwencja na ligowych spotkaniach PHL jest niemal 2.5 krotnie mniejsza niż na meczach PlusLigi, czy dwukrotnie niższa niż na spotkaniach PLK. Mogę, również przypuszczać, że zwiększyła się różnica między PHL a Superligą, która od kilku lat systematycznie się rozwija.

Niewątpliwie na sukces PlusLigi oraz Superligi oraz takich klubów jak Resovia Rzeszów, Skra Bełchatów czy Vive Kielce przełożyły się osiągnięcia Reprezentacji Polski, które już od jakiegoś czasu należą do ścisłej światowej czołówki w swoich dyscyplinach. Na taki „luksus” nie możemy liczyć w przypadku hokeja, gdzie podczas niedawnych mistrzostw brutalnie przekonaliśmy się, że szczytem naszych możliwości jest rozegranie jedynie przyzwoitego turnieju. Z drugiej strony to nie tak mało, bo jak już kilka osób przede mną napisało, reprezentacja wykręca dużo lepszy wynik niż mogłaby to zakładać zastana sytuacji w naszej rodzimej lidze.

Wracając do siatkówki czy piłki ręcznej – sukces reprezentacji był pewnym czynnikiem, który odegrał sporą rolę w popularyzacji tych dyscyplin w Polsce, lecz nie należy dyskredytować osiągnięć i ciężkiej pracy przedstawicieli klubów, którzy stworzyli produkt, który jest pożądany przez kibiców, media, a także sponsorów.

Nowy sezon, nowe dzieje

Kibice z utęsknieniem czekają na długo oczekiwany moment, gdy sędzia zainauguruje sezon. Jak świat długi i szeroki, jest to okres, gdy frekwencja na spotkaniach jest stosunkowa wyższa niż w późniejszej części sezonu. Efekt ten wiążę się z oczekiwaniami na lepszy (lub nadziejami na równie udany jak poprzedni) sezon. A jak długo w PHL trwa „efekt nowego sezonu”?

*Frek – Frekwencja
*% wyp. H. – Procent wypełnienia hali

Informacje, które posiadamy w powyższej tabelce mówią nam, że efekt nowego sezonu w PHL mija bardzo szybko! Tylko w jednym przypadku tendencja jest zwyżkowa i mowa tu o GKS-ie Tychy. Zapewne kluczową rolę w tej sytuacji odgrywa fakt, że w inauguracyjnym spotkaniu Tyszanie spotkali się z SMS-em Sosnowiec. W pozostałych przypadkach w drugich domowych pojedynkach (z wyjątkiem GKS Katowice, gdzie frekwencja utrzymała się na takim samym poziomie) tendencja jest spadkowa. W trzecim spotkaniu na własnym lodowisku, w porównaniu z drugim spotkaniem, tylko w dwóch przypadkach frekwencja się zwiększyła, w jednym utrzymała się na takim samym poziomie. W siedmiu innych przypadkach tendencja jest spadkowa od pierwszego domowego pojedynku!

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na procent wypełnienia hali. W pierwszej kolejce tylko w jednym przypadku mamy nadkomplet widzów na spotkaniu Polonii Bytom z Orlikiem Opole. Drugim najlepszym rezultatem jest wynik GKS Katowice – 53.33%. Podsumowując powyższą tabelkę tylko raz na trybunach pojawił się komplet widzów, cztery razy frekwencja przekroczyła granicę 50% wypełnienia hali. Natomiast na pozostałej reszcie spotkań hale nie zapełniły się nawet w 50%.

Przed podziałem

Wiemy już jak frekwencja przedstawia się w przekroju całej rundy zasadniczej oraz czy miał miejsce „efekt nowego sezonu”. A jak miały się sprawy przed podziałem na grupy? Czy tu nastąpiły pewne zmiany względem pierwszej tabeli?


Na czele tabeli raz jeszcze zameldował się GKS Tychy, ale przewaga „Tyszan” nie jest tak zdecydowana jak to ma miejsce w przekroju całej rundy zasadniczej. Przed podziałem na grupy na meczach „Trójkolorowych” pojawiło się o 1,300 osób więcej niż na spotkaniach MH Automatyki Gdańsk i 1,900 więcej niż trzeciej w tabeli Unii Oświęcim. Być może te informacje zaskakują, gdyż na pierwsze cztery miejsca, aż trzy kluby ukończyły sezon w grupie słabszej.

W tym zestawieniu zaskakuje bardzo słaby wynik Cracovii Kraków. Tej samej Cracovii, na mecze, której w Lidze Mistrzów przybyło 7,124 widzów w spotkaniu ze Spartą Praga i 6,209 widzów na meczu z Farjestad Karlstad. Oczywiście nikt nie zakładał (technicznie jest to również niemożliwe), że na meczach ligowych PHL pojawi się taka sama ilość widzów, aczkolwiek niemal 10-krotny spadek widzów może zaskakiwać i wydaje się to przygnębiające, że marketingowcy Cracovii nie potrafili wykorzystać chwilowej mody na hokej.

Na spotkaniach pozostałej grupy ligowców frekwencja przed podziałem na grupy nie odbiegała od normy całorocznej.


Grupa silniejsza, grupa słabsza

27 listopada nastąpił podział na grupy silniejszą i słabszą. Pomysłodawcy systemu zapewne liczyli, że podział na grupy wpłynie na poziom ligowych spotkań oraz frekwencji, a przynajmniej powinna mieć ona pozytywny skutek dla klubów, które zakwalifikowały się do grupy mocniejszej. Czy tak też się stało?


Rezultaty są katastrofalne! Tylko trzy kluby zanotowały progres względem rundy pierwszej, siedem pozostałych klubów zanotowało regres! O ile w przypadku GKS-u Tychy jest to zmiana symboliczna, o tyle na meczach Cracovii średnia widzów stosunkowo zwiększyła się z 655 widzów do 845. Aby uzmysłowić sobie tą katastrofę zestawiłem wykres z frekwencją uwzględniającą rundę przed podziałem i po podziale. Przede wszystkim na podziale na grupy ucierpiały zespoły, które znalazły się w grupie słabszej, a przed podziałem na grupy należały one do czołówki, jeśli chodzi o frekwencję w lidze. Na spotkaniach Unii Oświęcim frekwencja z przed podziału na grupy spadła z 1,070 widzów do 319 widzów! Jest to niemal trzykrotny spadek.


Podsumowanie rundy zasadniczej

Wnioski podstawowe są raczej przykre dla fanów hokeja w Polsce. Na 192 rozegrane spotkania na trybunach zanotowano 17 kompletów i wszystkie z udziałem spotkań Polonii Bytom, o czym przede wszystkim zdecydował fakt, że na meczach „niebiesko-czerwonych” mogło się jedynie zgromadzić 299 osób. Liczba widzów, która przekroczyła 50% próg wypełnienia hali miała miejsce jedynie 37 meczach (włącznie z meczami Polonii Bytom). Największą frekwencję odnotowano w Gdańsku 30 września w spotkaniu z GKS-em Katowice, gdzie do gdańskiej Olivii przyszło 2,500 widzów. Tylko w 39 ligowych spotkaniach na trybunach zgromadziło się więcej niż 1,000, a tylko (!) w czterech spotkaniach liczba ta przekroczyła 2,000 widzów.

Liczby są brutalne dla polskiego środowiska hokejowego i w tej perspektywie kibice nie mogą mieć żadnych pretensji, że media nie interesują się hokejem w Polsce oraz tym, że liga pozostaje bez tytularnego sponsora. Produkt, który stworzył PZHL wraz z uczestnikami PHL nie spełnia jakichkolwiek podstawowych norm profesjonalnej ligi. Nieprzejrzyste zasady, brak planowania czy brak strategii marketingowej i do tego spora część klubów egzystująca na dotacjach miejskich.

Kolejne zestawienie również pokaże, że kluby nie bardzo mają pomysł jak przyciągnąć kibiców na spotkania rundy zasadniczej.


Wykres ten przedstawia średnią frekwencji ze wszystkich miesięcy, w których, rozegrano spotkania PHL. Na chwilę obecną chciałbym się skupić na sezonie zasadniczym. Jak widać we wrześniu jest widoczny jeszcze krótkotrwały efekt „nowego sezonu” co szczegółowo widać w tabeli numer cztery. Im sezon trwał dalej tym częściej kluby nie miały pomysłu na to jak zapełnić trybuny. Krótkotrwałe, lecz wciąż bardzo mizerne ożywienie widać w listopadzie oraz styczniu względem grudnia. Niemniej jednak obok grudnia jest to najsłabszy wynik. Wpływ na większą frekwencję w listopadzie miał fakt podziału na grupy, gdzie o awans do grupy silniejszej walczyła Unia Oświęcim, Orlik Opole oraz GKS JKH Jastrzębie, co też przełożyło się na wyższą frekwencję od średniej z przekroju całego sezonu zasadniczego.

Tabela przedstawia spotkania, które zostały rozegrane w listopadzie na obiektach wspomnianych już klubów.

Play-Off

Jak już pewnie zauważyliście, frekwencja w lutym prezentuje się okazalej od innych miesięcy i jest to spowodowane tym, że ruszyła najważniejsza faza sezonu – play-off.


Gdyby sezon był złożony i wyłącznie z fazy play-off moglibyśmy powiedzieć, że kondycja hokeja w Polsce jest naprawdę w dobrym stanie. Średnio każdy mecz fazy play-off/out obejrzało 1,689 widzów! Czyli w porównaniu z sezonem zasadniczym frekwencja wzrosła o 122%! 42 spotkania fazy play-off łącznie obejrzało 70,957 widzów! Dla porównania 100 spotkań w I części sezonu obejrzało 80,934 widzów, 92 spotkania w II części sezonu obejrzało 65,137 widzów!

W przypadku Cracovii, GKS-u Tychy oraz Polonii Bytom – to w rundzie play-off pojawiło się najwięcej widzów ze wszystkich faz jakich składa się sezon hokejowy. Mimo, że GKS Tychy oraz Cracovia rozegrały mniej spotkań (łącznie 8 w PO) niż w II rundzie części sezonu (10 spotkań) na ich spotkania przybyło o 49% (GKS Tychy) i 56% (Cracovia) więcej! Polonia Bytom, która rozegrała sześć spotkań w fazie play-off zgromadziła więcej widzów o 34% niż w II części sezonu. Co się również rzuca w oczy to różnica między fazą play-off, a II częścią sezonu w grupie słabszej. Osiem rozegranych spotkań oświęcimskiej Unii w grupie słabszej łącznie (!) obejrzało 2,550 widzów, co jest wynikiem fatalnym, gdy tylko na jeden mecz fazy play-off przyszło 2,400 widzów. W porównaniu z II częścią sezonu, w play-off frekwencja zwiększyła się o 88%, a mówimy tylko o dwóch meczach!

Wnioski ogólne

Poznaliśmy nieco prawdy o rzeczywistości Polskiej Hokej Ligi i na pewno już każdy z was wyciągnął z tej lektury jakieś wnioski. Sytuacja hokeja w Polsce jest niewątpliwie alarmująca – pacjent znajduje się w fatalnym stanie i tylko zdecydowane działania mogą nas uchronić przed zbliżającą się katastrofą. Przede wszystkim przedstawiciele klubów oraz PHL powinny się zastanowić nad reformą ligi i czy podział na grupy naprawdę służy czemukolwiek. Jak już to udokumentowałem wyżej frekwencja zamiast się podnieść, zanotowała spadek. Czy poziom sportowy samych spotkań się podniósł? To też raczej wątpliwe. W tym miejscu mówimy i tak tylko o jednym symptomie, a tych jest znacznie więcej. Reforma rozgrywek czy ich uatrakcyjnienie, niewiele tu zmieni bez kompleksowych zmian. Co już wcześniej udowodniłem średnia frekwencji 809 widzów z przed podziału spadła do 708 widzów po podziale na grupy. Dlatego punktem wyjścia nie może być dążenie do sytuacji z przed podziału, bo i frekwencja w I części sezonu choć była lepsza, nadal jest fatalna. W tych okolicznościach i o czym już wielokrotnie pisałem – kluby hokejowe tracą jakikolwiek mandat do nazywania się wizytówką czy reklamą miasta. Hokej na lodzie to dyscyplina niszowa. Czy tego chcemy, czy nie. Każdy dzień odwlekający potrzebne zmiany, to dzień stracony, gdyż widać jak na dłoni, że kondycja w większości ośrodków hokejowych, których jest tak niewiele w Polsce jest w opłakanym stanie. Dodatkowo szeregi PHL opuści KS Toruń, który jak już wiemy miał trzeci najlepszy wynik w lidze jeśli chodzi o frekwencję w rundzie zasadniczej. Ponadto miejsce „Pierników” zajmie Naprzód Janów i tu już możemy śmiało przypuszczać, że tendencja ogólnej frekwencji będzie nadal spadkowa.

Faza play-off daje nadzieję, że w tej dyscyplinie jest drzemiący potencjał, ale nie może ona też służyć do fałszowania rzeczywistości.

  • Jan Polański

    Ciekawy artykuł. Szkoda, że nie ma w tym zestawieniu Sanoka (z wiadomych względów). Myślę, że byłby liderem tych zestawień. Warto też byłoby się zająć jakością kibicowania na polskich lodowiskach, bo w dużej mierze nijak nie przystaje ona do europejskich standardów, nie mówiąc o Ameryce. Myślę, że zmodernizowane obiekty i właśnie zabawa na trybunach przyciągnęłyby sporo nowych kibiców.

    • wswierkot

      Wypada tutaj zacytować Krzysztofa Stanowskiego, który w dzisiejszym felietonie na łamach weszlo.com doskonale podsumował różnicę pomiędzy dopingiem na Camp Nou a polskimi kibicami: „Nie ma więc fanów lepszych i gorszych – są inni, tak jak inne są
      warunki, w których dorastali i inne mecze, które przychodzi im oglądać.”.