McIntyre System, Puchar Polski
fot. Tomasz Sowa

Jeden zwykły dzień może zmienić życie, jeden zwykły dzień może zmienić świat … – rymował Diox. W tym przypadku świata i życia raczej nie zmieni, ale jeden zwykły dzień w sposób zupełnie przypadkowy stał się inspiracją do napisania tego tekstu.

Zwyczajne piątkowe popołudnie to raczej miejsce i czas na finalizowanie planów na weekend, gdy moją uwagę przykuł żółty pasek na Sky Sports News, informujący że w rozgrywkach The Aviva Premiership (Rugby union) salary cap pozostanie na ustalonym pułapie 7 milionów funtów przez kolejne trzy sezony. Moja wiedza o rugby union czy rugby league ogranicza się do znajomości podstawowych przepisów gry, a salary cap bardziej kojarzy się z amerykańskim rynkiem sportowym niż europejskim. W poszukiwaniu informacji okazało się, że salary cap przyjął się dobrze zarówno w rugby union oraz rugby league.

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

Z pewnością myślicie, że dalsza część tego tekstu będzie o salary cap i możliwej adaptacji tego systemu w warunkach polskich, ale muszę Was przeprosić za ten mylący wstęp. O ile jestem fanem aranżacji tego systemu, to w warunkach organizacyjnych PHL jest to niemożliwe do spełnienia. Aczkolwiek czas, który poświęciłem salary cap nie przepadł bezowocnie. Tym razem moją uwagę przykuł system organizacji rozgrywek w australijskiej National Rugby League.

NRL uchodzi za najlepszą ligę na świecie w rugby league. W skład ligi wchodzi 16 drużyn, które rozegrają 24 mecze w rundzie zasadniczej. Jak można się domyślić do fazy play-off kwalifikuje się osiem najlepszych drużyn i tu dochodzimy do momentu, który jest gwoździem tego programu, a nazywa się McIntyre System.

Kim był Ken McIntyre? Australijskim prawnikiem i historykiem. Jego zainteresowanie matematyką poprowadziło go do stworzenia algorytmu, który wyłaniał finalistów w australijskiej lidze VFL od 1931 roku, a w NRL od 1994 do 2011 roku. System przybierał różne kształty jak McIntyre Final Five System, McIntyre Final Six System czy McIntyre Final Eight System, który będzie służyć nam za wzór na potrzeby tego tekstu.

Nie, nie mam zamiaru udoskonalać systemu play-off w PHL, aczkolwiek uważam, że McIntyre Final Eight System mógłby posłużyć nam za system wyłaniania finalistów Pucharu Polski. Oczywiście system można i musimy dopasować do warunków polskich i nazwiemy go roboczo „McIntyre Final Ten System”. Nie wiem jak wy, ale dla mnie jest nie do przyjęcia fakt, że o składzie finałowej czwórki decyduje układ tabeli ligowej. W końcu są to zupełnie osobne rozgrywki. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w przeszłości próbowano urozmaicić rozgrywki PP w różny sposób, ale na przeszkodzie zazwyczaj stawała znikoma popularność rozgrywek wśród kibiców, niski poziom rozgrywek lub notoryczne wycofywanie się z rozgrywek. Można powiedzieć, że wybrano mniejsze zło, ale jeśli Puchar Polski ma się cieszyć jakimkolwiek prestiżem te zasady muszą ulec gruntownym zmianom.

W tym momencie załóżmy, że PZHL przyjął „McIntyre Final Ten System” za system, który wyłoni finalistów Pucharu Polski 2016. Jak to będzie wyglądać w praktyce? Już tłumaczę. System promowałby zespoły grające hokej na „tak”. Najlepszy bilans bramkowy gwarantuje rozstawienie, a drużyny z najgorszym bilansem bramkowym odpadają z rozgrywek. Zasada dość prosta i nieskomplikowana, choć na tym etapie tego tekstu może się wydawać trochę niejasna, co postaram się lepiej wytłumaczyć w formie grafiki. Dlaczego nazwa „Final Ten System”? Gdyż niemal oczywiste wydaje się, że po raz drugi z rzędu nie wystartuje I liga. Aczkolwiek nazewnictwo w tym momencie nie ma najmniejszego znaczenia, a celem jest przedstawienie alternatywy dla wyłaniania finalistów Pucharu Polski.

Faza I

Wydaje mi się oczywiste, że o parach w I rundzie powinno zdecydować losowanie. W tym momencie ktoś mógłby powiedzieć, że takie rozwiązanie nie służy promocji tych rozgrywek, gdyż istnieje ryzyko, że w pierwszej rundzie zmierzą się ze sobą ligowi potentaci, a po drugiej stronie dwa najsłabsze ligowe zespoły. Jak już wspominałem „McIntyre System” promowałby zespoły grające hokej na „tak”, a minimalna porażka nie przesądzałaby o odpadnięciu z rozgrywek. Załóżmy, że jesteśmy już po losowaniu i znamy wyniki wszystkich par:

Team A 1:0 Team B
Team C 1:3 Team D
Team E 4:1 Team F
Team G 4:2 Team H
Team I 2:6 Team J

Na podstawie tych wyników tworzymy tabelę. Dwie drużyny z najgorszym bilansem bramkowym odpadają z rozgrywek.

# Klub Gole zdobyte Gole stracone Bilans
1. Team J 6 2 +4
2. Team E 4 1 +3
3. Team G 4 2 +2
4. Team D 3 1 +2
5. Team A 1 0 +1
6. Team B 0 1 -1
7. Team H 2 4 -2
8. Team C 1 3 -2
9. Team F 1 4 -3
10. Team I 2 6 -4

Oczywiście istnieje możliwość, że spotkania mogłyby się zakończyć o takich samych wynikach. Co w tym wypadku? Ponieważ system nie przewidywałby rewanżowych spotkań, a gospodarze mieliby przewagę własnego lodowiska, należałoby użyć zasadę przewagi bramek zdobytych w meczach wyjazdowych z dobrze nam znanej piłki nożnej. Jeśli Team A pokonała drużynę B 3:2, a Team C przegrała u siebie z drużyną D to w klasyfikacji wyższe miejsce zajmie Team D.

Faza II i dogrywka

Na podstawie klasyfikacji ustawiamy pary.mcintyre

Zasady awansu są niemal takie same jak w I rundzie. Do „Final Four” bezpośrednio awansują dwie drużyny z najlepszym bilansem bramkowym, a dwie drużyny z najgorszym bilansem odpadną z rozgrywek. Na placu boju pozostaną cztery drużyny, które zagrają dogrywkę o „Final Four”. Na przykładzie powyższej grafiki zwycięzcy w dwóch pozostałych parach, czyli Team B oraz Team A otrzymają przewagę własnego lodowiska, gdzie zmierzą się z przegranymi Team’em D oraz Team’em G. O a awansie do wielkiego finału zdecyduje już i wyłącznie wynik ostatniego spotkania. W przypadku identycznego bilansu bramkowego o rozstawieniu decydowałaby klasyfikacja z I rundy.

Wnioski

W pewnym sensie McIntyre System byłby powiewem świeżości na polskich lodowiskach. Oczywiście kwestią otwartą pozostaje jak kluby potraktowałyby nową formułę Pucharu Polski. Doświadczenie z przeszłości pokazuje, że bywało z tym różnie (zazwyczaj słabo). W tym wypadku McIntyre System zachęcałby zespoły do gry ofensywnej. Jak już wspominałem drużyny z najlepszym bilansem bramkowym miałyby krótszą drogę do wielkiego finału. Kolejnym smaczkiem w rywalizacji o wielki finał byłoby „drugie życie” dla dwóch przegranych drużyn w II rundzie. O ile poziom w dwóch pierwszych rundach mógłby pozostawiać wiele do życzenia (musimy wziąć pod uwagę realia PHL) to jestem zdania, że tzw. „dogrywka” byłaby dobrym widowiskiem. Rozegranie dwóch lub trzech dodatkowych spotkań w sezonie nie powinno naruszyć w znacznym stopniu klubowych budżetów, a w niektórych wypadkach jeśli nie zarobić to chociaż wyjść na zero.

Czekam na wasze opinie!

  • Jan Polański

    Bardzo ciekawa propozycja. Jednak musimy mieć na uwadze, że prawdopodobnie przerasta ona możliwości percepcyjne polskich działaczy i kłóci się z ich osobliwym poczuciem sprawiedliwości (co widać w wyłanianiu choćby finalistów SP w dwóch ostatnich latach). Zapewne dla tych którzy chcą rozwijać hokej w Polsce mógłby być to sposób wyłaniania uczestników PP. Niestety my mamy problem z prostymi regulacjami regulaminowymi dotyczącymi ligi. Głos w dyskusji o sposobie zorganizowania rozgrywek PP i w ogóle ligi hokejowej jak najbardziej potrzebny, obawiam się jednak, że padnie na jałowy grunt polskiego środowiska hokejowego.