Mitch Marner
Żródło: https://www.youtube.com/watch?v=FLrRrhuCzuw

Nieco w cieniu Pucharu Świata rozgrywanego w Toronto, rozpędu nabierają przygotowania do sezonu klubów z ligi NHL. Co prawda jeszcze nie rozpoczęły się obozy przedsezonowe, ale pierwsze spotkania mają już za sobą prospekci wielu drużyn. Ja ze szczególną uwagą śledzę losy młodych zawodników Toronto Maple Leafs, organizacji od ponad 20 lat najbliższej mojemu sercu.

W miniony weekend młodzi „The Buds” wzięli udział w turnieju rozgrywanym w London, Ontario. Ich rywalami były „młode” ekipy Ottawa Senators, Montreal Canadiens i Pittsburgh Penguins. Choć wyniki nie są tu najważniejsze, trzy wygrane spotkania i pierwsze miejsce bardzo cieszą.

Marner dominuje

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

Nie będe ukrywał, że najwięcej uwagi poświęciłem Mitchowi Marnerowi (na zdjęciu) – byłem ciekaw czy ten zaledwie 19-letni hokeista jest już gotowy na „Big League”? Po tym co zobaczyłem w dwóch spotkaniach jakie rozegrał w London, w mojej skromnej opinii, zdecydowanie tak. Mitch przy pozostałych zawodnikach wyglądał jak senior wśród młodzików, i nie chodzi tu o warunki fizyczne (choć widać że jest masywniejszy niż w ubiegłym sezonie – praca wykonana w przerwie wakacyjnej nie poszła na marne), ale o to jak zachowuje się na lodzie, jak „czyta” grę, jak dyktuje tempo akcji w których bierze udział. Z niecierpliwością będę czekał na pierwsze mecze sparingowe (27 września, Ottawa Senators) aby zobaczyć jak Marner poradzi sobie z seniorami.

Kibice Maple Leafs mają wiele powodów do optymizmu, bowiem nie tylko Marner pokazał się z bardzo dobrej strony. Bardzo podobała mi się postawa Travisa Dermotta, Rinata Waliewa i Andrew Nielsena, którzy w szeregach defensywnych imponowali skutecznością podejmowanych interwencji, dodatkowo dokładając dużo ciekawych zagrań w ofensywie. In plus zaskoczył mnie Keaton Middleton, który jak się okazało, nie jest „drewnianym osiłkiem”, ale bardzo ciekawym zawodnikiem. Jeśli trochę okrzepnie, powinien być bardzo solidnym wsparciem defensywy Marlies/Maple Leafs.

Korosteliew na plus, Gauthier na minus

Na swoim, bardzo wysokim poziomie (oczywiście przykładając odpowiednią miarę – czyli poziom zawodników z pogranicza ligi juniorskiej i AHL) zagrał Jeremy Bracco, fantastycznymi zagraniami popisywał się Dmytro Timashov. Tobias Lindberg i Colin Smith udowadniali, że kilkadziesiąt spotkań na poziomie AHL powoduje sporą różnicę w rozwoju zawodnika. Również w szeregach ofensywnych znalazł się zawodnik który pozytywnie mnie zaskoczył – Nikita Korosteliew pokazał, że miniony niezbyt udany sezon, to nie jest jego „prawdziwa twarz”. Korosteliew był szybki, zdecydowany, doskonale panował nad krążkiem. Rosyjski skrzydłowy najpewniej pozostanie jeszcze przez rok w lidze OHL (Sarnia Sting) i jeśli utrzyma dyspozycję z turnieju w London to ten sezon będzie należeć do niego. Czyżby kolejny zawodnik z ostatniej rundy Draftu, który okaże się przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”? Zobaczymy.

Troszkę martwi postawa Frederika Gauthier – nie zagrał słabo, ale z jego warunkami i już całkiem sporym doświadczeniem powinien być bardziej dominujący. Zobaczymy czy to tylko słabszy turniej czy po prostu Gauthier nie osiągnie poziomu jakiego po nim oczekiwano. Poniżej moich oczekiwań zagrał także Andreas Johnson – po udanych sezonach w szwedzkiej Frolundzie, spodziewałem się że z marszu będzie rozstawiał po kątach prospektów rywali. Nic takiego nie miało miejsca, ale chyba nie ma jeszcze powodów do zmartwień. Johnson zakończył ubiegły sezon ciężkim wstrząsem mózgu (brutalny faul w meczu playoff AHL pomiędzy Toronto Marlies a Albany Devils), trzeba dać mu trochę czasu.

Pozostali zawodnicy przeplatali lepsze momenty ze słabszymi, ale generalnie można być zadowolonym z postawy całej drużyny w tym turnieju.

Maple Leafs imponują szybkością

Asystent Generalnego Menadżera Toronto, Mark Hunter, powiedział po zakończeniu turnieju w London:

I don’t think any team is going to be faster than us. We’ve got good speed and we can get up and down the ice real quick.

Maple Leafs są na początku długiej i ciężkiej drogi do osiągnięcia celu jakim jest włączenie się do walki o Puchar Stanleya. Cieszy entuzjazm, zaangażowanie i przede wszystkim ogromny potencjał jaki jest wśród prospektów Toronto. Ciężka praca w celu odbudowy zaplecza Toronto przynosi efekty. Pozostaje jedynie oczekiwać na kolejne spotkania Maple Leafs! A więc, go Leafs go!