Sanok, hokejforum, STS

Na początek chcę wyrazić swoje zadowolenie, że wokół reaktywacji klubu hokejowego STS Sanok toczy się dyskusja na łamach HokejForum.pl. Przypomnę, że w zeszłym tygodniu opublikowałem tekst polemiczny (Tradycje i ambicje. Czyli STS Sanok w Ekstralidze!) w stosunku do artykułu autorstwa Kolegi Jakuba Szerszena (Reaktywacja STS Sanok. Czy zwycięży droga na skróty?) Podobnie jak w przypadku wspomnianego Autora również mój artykuł doczekał się riposty, co mnie bardzo cieszy i za tę odpowiedź dziękuję. Rezerwując sobie prawo do odpowiedzi (jednej) chciałbym się ustosunkować do uwag sformułowanych przez mojego adwersarza w stosunku do tekstu, którego jestem autorem. Dla uczynienia wywodu bardziej przejrzystym w kluczowych miejscach będę się posługiwał wypowiedziami mojego dyskutanta.

Jak nie powiedzieć tego, co się powiedziało

Autor tekstu niesłusznie stara się czytelnikom wmówić słowa, których nie napisałem, a jego interpretacja wybiega daleko poza założenia tego tekstu. Mój adwersarz sporą część swojego komentarza poświęcił wyobrażeniu funkcjonowania klubu czy ogólnie systemu funkcjonowania produktu „polski hokej”. Czyli części, której w mojej pracy nie poświęciłem zbyt wiele miejsce, a w istocie ograniczyłem do bardzo krótkiego komentarza na temat idei „Klubu 1958”.

Na początek uwaga natury ogólniejszej. Otóż Kolega Jakub Szerszen stwierdził jakobym w sposób nieuprawniony, w odniesieniu do jego artykułu, podejmował problematykę dotyczącą sposobu organizacji hokeja w Polsce, czy sportu zawodowego w ogóle, gdyż nie była ona przez niego poruszana. To prawda nie była ona rozważana przez Kolegę wprost, nie zajmował się wizją rozwoju hokeja jako taką, niemniej jednak zaproponował wyraźnie określony punkt widzenia na rozwój i funkcjonowanie konkretnego klubu hokejowego. Jest to w gruncie rzeczy jedna z propozycji rozwoju hokeja w Polsce, zresztą dość żywo dyskutowaną przez rzesze kibiców, a także niektórych dziennikarzy. Ta wizja zakłada rozwój wyłącznie w oparciu o własne zasoby ludzkie jakimi dysponuje dany klub. Ja tego sposobu myślenia nie podzielam, stąd pozwoliłem sobie zwrócić uwagę na głębszy wydźwięk tekstu Kolegi, czyniąc ogólniejsze refleksje na temat funkcjonowania wspomnianej dyscypliny sportowej w Polsce. Nadal uważam, że zasadniczy tok myślenia w nim zawarty (artykule Kolegi – J.P.) jest przejawem głębokiego niezrozumienia idei sportu zawodowego. Z racji zacofania sportowego i organizacyjnego niestety takie myślenie w sposób szczególny towarzyszy hokejowi w Polsce. Nie było i nie jest zatem moją intencją wmawianie czytelnikom, jak twierdzi Kolega, czegoś czego on nie powiedział, ale uzmysłowienie im tego, co było aż nadto widoczne w zaproponowanym tekście. Czy Autor tego chce czy nie w jego wypowiedzi widoczne jest lansowanie określonej wizji funkcjonowania klubu hokejowego i nie ma się co tego wstydzić.

Co mieli na myśli włodarze klubu z Sanoka?

Tym bardziej dziwię się, że Jan Polański zdecydował się „zaatakować” mnie za anachroniczne(!) rozumienie sportu zawodowego, by w dalszej części swojego komentarza wyrazić votum zaufania dla zarządu, który to właściwie chce budować klub w oparciu o model, który został tak przez niego skrytykowany, a niesłusznie mi zarzucony.

Kolega Jakub Szerszen czyni również zarzut pod moim adresem mówiący, że zaatakowałem go stwierdzeniem mówiącym o anachronicznym rozumieniu przez niego sportu zawodowego, a jednocześnie wyraziłem votum zaufania względem obecnego kierownictwa klubu z Sanoka, które chce budować klub w oparciu o model, który jest przedmiotem mojej krytyki. Świadczyłoby to o mojej niekonsekwencji, a tak nie jest. Otóż deklaracje włodarzy STS-u rozumiem nieco inaczej niż mój adwersarz. Stwierdzenie, że klub z Sanoka zamierza budować drużynę w oparciu o wychowanków nie oznacza dla mnie rezygnacji z gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Twierdzę wręcz, że gra na tym poziomie, o ile oczywiście finanse na to pozwolą, będzie ważnym czynnikiem sprzyjającym wychowaniu własnych zawodników. W praktyce oznacza to, że na dzień dzisiejszy gramy zawodnikami jakich mamy i uzupełniamy ich graczami z zewnątrz, a w dłuższej perspektywie szkolimy młodzież i nią właśnie zastępujemy obcych zawodników. Oczywiście o ile ta młodzież będzie reprezentowała odpowiedni poziom sportowy. Takie działanie oczywiście i tak nie wyklucza korzystania na przykład z dobrych pod względem sportowym obcokrajowców, choćby takich których nasza liga jeszcze nie widziała. To jest sposób na realizowanie swoich ambicji przez klub. Wybiegam tu w daleką przyszłość zakładając jednocześnie, że poziom sportowy, finansowy i organizacyjny ligi będzie rósł. Taki model jawi mi się przed oczami, kiedy słyszę wypowiedzi włodarzy sanockiego klubu, a nie programowa wizja gry w I lidze w oparciu o własne zasoby zawodnicze, jak widzi to Kolega Szerszen. Taka postawa skazuje nas na podążanie drogą klubu hokejowego z Dębicy, któremu nic nie chcę ujmować, zwłaszcza tego że prowadzi wartą uwagi pracę z młodzieżą. Reasumując, nie widzę kolizji pomiędzy moją propozycją i zachętą do starań o grę w ekstralidze, a tym co mówią sternicy sanockiego hokeja.  Podstawą tak rozumianego rozwoju są środki finansowe, jeśli ich nie będzie, to nie będzie klubu w ogóle, albo będzie grał jedynie w I lidze. Ale nie może to być z góry zaplanowana strategia. Żaden klub ekstraligowy w Polsce nie idzie tą drogą. Nawet jeśli dysponuje własnymi zawodnikami, to bez względu na ich umiejętności, przy braku właściwych finansów, będą oni z klubu odchodzić, co spowoduje nieuchronne fiasko proponowanej przez Kolegę strategii.

I liga nie dla Sanoka

Być może autor wyszedł z założenia, że struktura polskiego hokeja uniemożliwi nam, a przynajmniej nie daje nam gwarancji, że powolny start się opłaci, lecz chciałbym się zapytać co zmieniło się w postawie mego kontrpartnera, gdyż jeszcze nie tak dawno temu, bo w lipcu ubiegłego roku uważał, że I liga też jest ważna ?

Jeszcze większym niezrozumieniem jest łączenie tego co napisałem o klubie z Sanoka i szerzej o sposobie funkcjonowania klubów hokejowych w Polsce, z tym co napisałem (całkiem dawno temu) w artykule na temat niezwykle pożytecznej roli I ligi w całym systemie rozgrywek hokejowych. I liga jest potrzebna, silna, dobrze zorganizowana i posiadająca sponsora tytularnego oraz wsparcie PZHL. Nie będę tu powtarzał wyłuszczonych wcześniej argumentów, wszystkie je podtrzymuję. Nie bardzo jednak widzę związek między nimi a obecną sytuacją sanockiego klubu. To, że I liga jest potrzebna nie oznacza, że ma w niej grać drużyna z Sanoka, tym bardziej zesłana tam w sposób planowy i z rozmysłem, to jej nie będzie służyć. Ponadto grozi utratą tego co jest niezmiernie ważne, a czego nie da się tak łatwo zmierzyć, czyli tej pozytywnej atmosfery wokół hokeja w Sanoku, zainteresowania i poświęcenia kibiców. Zapewne nie wszystkich, ale skala tego zjawiska nieuchronnie radykalnie się skurczy. Trudniej będzie w takich warunkach o postęp. Niech zatem klub z Sanoka rozwija się będąc w ekstralidze, a nie szczebel niżej. Będzie to łatwiejsze i szybciej przyniesie pożądane skutki.

Kwestie ważne i najważniejsze

Każdy dowódca nim przystąpi do działań wojennych zapoznaje się z raportem wewnętrznym, który skupia się na możliwościach wojennych swojej armii i zewnętrznym dotyczącym terenu działań operacyjnych oraz przeciwnika.

Kolejna kwestia to zaproponowana przez mojego dyskutanta analiza warunków zewnętrznych i wewnętrznych, które powinny być wzięte pod uwagę przez tych, którzy organizują klub i drużynę. Jest tam kilka pytań i kilka aspektów, które należy zapewne wziąć pod uwagę, ale jest jeszcze więcej niewiadomych, zawłaszcza w wymiarze zewnętrznym (np. warunki gry w PHL,  regulamin rozgrywek – wszak co roku są nowe pomysły, możliwości finansowe klubów, limit obcokrajowców). Powiem tylko tyle, grając w I lidze sanocki klub nie zwiększy swojego budżetu, nie przyciągnie sponsorów, nie zwiększy możliwości pozyskania kolejnych darczyńców, nie zwiększy liczby zawodników – wręcz przeciwnie, nie powiększy liczby szkolonej młodzieży – bo jej perspektywa przyszłości będzie zawężona do I ligi, a też wzorców do naśladowania nie będzie zbyt wielu). Póki co obecny kształt budżetu nie jest znany (przynajmniej mnie) i trzeba zakładać, że się zwiększy, bo tylko budżet na właściwym poziomie może uprawniać do gry w PHL. Niesłusznie Kolega daje do zrozumienia, że oczekuję gry Sanoka w najwyższej klasie rozgrywkowej na siłę, to nieprawda, ale również nie widzę powodów, aby na siłę grać w I lidze.

Reasumując ten wątek powiem, że nie bardzo widzę aktualnie powody dla których należałoby brać pod uwagę przy decyzji o grze na takim czy innym poziomie rozgrywkowym, czynniki zewnętrzne czy wewnętrzne na które zwraca uwagę Kolega Jakub Szerszen. Poza jednym, czyli budżetem. Tym kierują się wszystkie kluby sportowe, te hokejowe też. Rzecz w tym, aby stworzyć budżet na odpowiednim poziomie i w jego ramach się poruszać nie popełniając błędów z przeszłości. Pieniądze decydują tu o wszystkim. Dlatego nieprawdą jest mówienie, nawet pozornie szczerze, [że-J.P.] te czynniki nie pozwolą nam zbudować konkurencyjnej drużyny, która byłaby w stanie nawiązać równorzędną walkę z rywalami. One są tu nieważne, ważne są pieniądze. Być może wiedza Kolegi na temat sytuacji w klubie z Sanoka jest większa od mojej i wie już, że budżet nie uprawnia do gry w PHL, ale jeśli jest inaczej to pozostałe czynniki nie mają tu i teraz znaczenia, w dłuższej perspektywie zapewne tak. Gdyby kluby brały je pod uwagę podejmując decyzję o starcie w lidze, to na dzień dzisiejszy liga liczyłaby 2 zespoły, może 3. Dodam tylko, odnosząc się do następujących słów Autora (uwielbiamy kreślić wielkie pomysły i idee, a cały czas zapominamy, że aby móc się wzbić na wielkość trzeba pracy, pracy i jeszcze raz pracy), że choć praca jest podstawą, to aby miała sens potrzebny jest cel. Innymi słowy wracamy do ambicji, o których mówiłem w poprzednim artykule. Nie trzeba się ich wyzbywać. Do tego są jeszcze konieczne pieniądze, bo bez nich, ani praca, ani ambicje nie przyniosą pożądanych efektów. Dlatego jeśli budżet na to pozwoli klub z Sanoka powinien grać w ekstralidze. Przemawia za tym racjonalna kalkulacja, a nie  cechy narodowe, kwestie historyczne, czy coś jeszcze innego. Sprawa jest tu bardzo prosta, masz pieniądze grasz i masz większe szanse na rozwój, nie masz pieniędzy nie grasz. Tak działa każdy hokejowy klub w Polsce i nie tylko. Oczywiście rzecz w tym, aby posiadane środki wydatkować i inwestować z rozmysłem. Wydaje mi się, że wątpliwości Kolegi dotyczą przede wszystkim tej ostatniej kwestii. Proponuję jednak w tej sytuacji po prostu zaufać zarządowi sanockiego klubu.

Szanujmy młodzież

Jestem jak najbardziej za wprowadzeniem zmian w polskim hokeju, bo wiąże się to niewątpliwie z profesjonalizacją hokeja w Polsce, ale doskonale też wiemy, że organizacje, które są nastawione na generowanie przychodów wprowadzają w życie rozwiązania, które pozwolą im ugasić pożar nim zajmie on cały dom. W przypadku klubów sportowych taką polisą na ubezpieczenie jest szkolenie młodzieży. Dobrym tego przykładem jest JKH GKS Jastrzębie, który przez ostatnich kilka lat niewątpliwie należał do krajowej czołówki, ale w tym samym czasie nie zaniedbywał szkolenia i w momencie, gdy możliwości finansowe klubu zostały ograniczone, nie byliśmy świadkami takiej katastrofy jak w Sanoku. Plan B zapewnił Jastrzębiu przetrwanie i czas. I to całkiem z niezłym skutkiem.

Na zakończenie dwie uwagi, pierwsza dotyczy sportu zawodowego, druga roli młodzieży w klubie zawodowym, a wszystko to w kontekście tego co mówi Autor dwóch artykułów do których mam przyjemność się ustosunkować. W pierwszej kwestii powiem tak, całkowicie podzielam pogląd, że wszelkie kluby sportowe z najwyższego szczebla rozgrywkowego, w tym hokejowe, powinny się cechować pełnym zawodowstwem (im niżej sięga zawodowstwo tym lepiej). Wzorcem mogą tu być inne ligi, których celowo nie wymieniam, niech każdy wskaże sobie taką jaką uważa za wzór. Jestem świadom tego, że PHL porównania do nich nie wytrzymuje, a nawet stawianie jej w ich kontekście może budzić uśmiech politowania. Zakładam jednak, że wcześniej lub później, jakiś sensowny wzorzec organizacyjny będzie się z tego dzisiejszego chaosu wyłaniał, a środowisko hokejowe się ucywilizuje. Dlatego uważam, że propozycje organizacji i funkcjonowania hokeja w Polsce powinny się już dziś pojawiać, i być dyskutowane, choćby nie wiem jak naiwnie brzmiały. Mają dzięki temu szansę zakiełkować na tej naszej jałowej hokejowej ziemi. Takie są powody tego, że pisząc o hokeju staram się również sygnalizować bardziej ogólne, systemowe rozwiązania i takich też poszukuje w wypowiedziach innych piszących, stąd moje uwagi ogólniejszej natury w stosunku do tekstu Kolegi Szerszena, ponieważ on również takie ogólniejsze przesłanie, świadomie czy nie, zawarł w swoim pierwszym artykule.

Ważniejsza jest jednak dla mnie następujące zdanie zaczerpnięte z ostatniego artykułu Kolegi, które otwiera tę część mojej wypowiedzi (przypomnę Autorowi, że Sanok miał zawodników, tylko klub nie przystąpił do rozgrywek, i nieważne ilu byłoby wychowanków pod ręką, i tak nie graliby oni w Sanoku, tak więc kwestia szkolenia nie miała w tym przypadku żadnego znaczenia, źródła katastrofy leżą gdzie indziej). Cytowane wyżej zdanie doskonale wpisuje się w sposób rozumowania Autora. Szkolenie młodzieży jest polisą na złe czasy chciałoby się powiedzieć. Cóż w tym złego? Niby nic, ale ten medal ma dwie strony. Otóż dostrzegam tu instrumentalne traktowanie młodych zawodników, którzy powinni być związani jakąś niewyartykułowaną lojalnością wobec klubu, który ich wyszkolił. Jednocześnie jest to życzenie dla wielu z nich nieudanej kariery sportowej, lub przynajmniej ograniczanie jej rozwoju. Otóż ja szkolenie młodzieży postrzegam inaczej. Klub szkolący młodzież powinien stwarzać im jak najlepsze warunki rozwoju, a oni sami swoją karierę powinni planować indywidualnie i grać tam gdzie upoważnia ich do tego poziom sportowy i gdzie oczywiście lepiej płacą za pracę. Bycie wychowankiem danego klubu niczego w tej sprawie nie powinno zmieniać. Jesteś dobrym zawodnikiem pniesz się po szczeblach kariery, a klub który cię wyszkolił może być z tego dumny. Jeśli go stać na ciebie to będziesz w nim grał. Jesteś słabszy grasz w niższych ligach, nie jesteś kołem ratunkowym lub zapchajdziurą we własnym klubie. Chciałoby się powiedzieć każdemu według umiejętności. Wprowadzanie do drużyny seniorskiej 10-12 młodych (często wręcz młodocianych) zawodników jednocześnie, a niekiedy więcej, jest tak samo oznaką patologii, jak planowe ich odsuwanie na rzecz podstarzałych obcokrajowców o wątpliwych umiejętnościach.

Gdyby dzisiaj każdy klub szkolił wystarczającą liczbę młodych graczy, i robiły to także organizacje oraz stowarzyszenia niezwiązane z klubami PHL, przy jednoczesnej obecności silnej I ligi, i sprawnie funkcjonującej II lidze, mielibyśmy dopływ świeżej krwi na wszystkie te poziomy rozgrywkowe. Inaczej rzecz ujmując rynek hokejowy mógłby funkcjonować na zdrowych zasadach, a nie w myśl reguły, że jak nie ma kto grać to wychowanek pomoże. Miejsce każdego klubu nie powinno być pochodną liczby wyszkolonych zawodników, ale wielkości budżetu. To czy gra w nim wychowanek czy nie to rzecz drugorzędna, istotne natomiast jest żeby w ogóle grał i się rozwijał. Ważne na dzień dzisiejszy jest to, aby wszystkie kluby profesjonalne, skoro nie robi tego nikt inny (np. stowarzyszenia, kluby młodzieżowe w wystarczającym stopniu), w równej mierze zasilały rynek hokejową młodzieżą, która swoją pozycję i miejsce w drużynach zawdzięcza umiejętnościom, a nie pochodzeniu, czy lojalności wobec klubu.

Na tym chciałbym zakończyć swoją wypowiedź. Mam nadzieję, że ta, moim zdaniem, pożyteczna wymiana poglądów z Kolegą Szerszenem, choć zapewne niedoskonała, pomijająca wiele ważnych elementów, miejscami powierzchowna, stała się pretekstem do głębszego zastanowienia dla sympatyków sanockiego hokeja i nie tylko, a może i włodarzy klubu z Sanoka. Życzę im wszystkim pozytywnych emocji związanych z hokejem w nowym sezonie.

Korzystając z okazji składam wszystkim czytelnikom i sympatykom hokeja w Polsce zdrowych, radosnych i rodzinnych Świat Wielkiej Nocy

Jan Polański