hokej, I liga, PZHL

Już za półtora miesiąca z okładem rozpocznie się w Polsce sezon ligowy. Póki co, drużyny PHL, każda na miarę swoich możliwości, przygotowują się do sezonu. Tym, którzy myślą już o zbliżających się zmaganiach, na razie towarzyskich, chciałbym zwrócić uwagę na dwie ważne kwestie, które urastają do rangi kluczowych w kontekście rozwoju całego polskiego hokeja.

Wydaje się, że spojrzenie na hokej ma dziś w naszym kraju dwa oblicza. Pierwsze jest optymistyczne, i mówi nam że z sukcesem gramy na zapleczu Elity, liga lada dzień będzie miała sponsora (ile razy już to słyszeliśmy?), Polski klub zagra w CHL (chociaż w żadnym stopniu uczestnictwo w tych rozgrywkach nie zostało osiągnięte ani w sportowej rywalizacji, ani w efekcie wzrostu poziomu polskiej ligi hokejowej, bo po prostu zaproszono tam, nie wiedzieć dlaczego, mistrza Polski), a budżet PZHL uległ zwielokrotnieniu. Generalnie w tej perspektywie idzie ku lepszemu. Drugi punkt widzenia jest pesymistyczny i zwraca uwagę na słabość sportową i finansową polskich klubów, niewystarczające szkolenie młodzieży, brak I ligi, niewielkie zainteresowanie kibiców i mediów hokejem, dramatycznie niski i pogarszający się poziom sędziowania, niestabilność przepisów dotyczących rozgrywek, brak logicznej i spójnej wizji rozwoju całej dyscypliny. Prawda leży zapewne gdzieś po środku, wydaje się jednak, że aby móc skutecznie poprawić sytuację hokeja w Polsce warto skupić się na jego niedomaganiach, po to, aby świadomość słabości pozwoliła na skuteczne ich eliminowanie, a dyskusja nad nimi służyła wypracowywaniu skutecznych programów naprawczych. Nie oznacza to jednocześnie lekceważenia wykuwanych w mozole drobnych sukcesów. Artykuł ten stara się zwrócić uwagę na dwie kwestie, to jest, brak drugiego poziomu rozgrywek oraz niekorzystne rozwiązania regulaminowe dotyczące obcokrajowców. Te dwie sprawy, wydają się być kluczowe dla rozwoju hokeja w Polsce, pierwsza w długiej, druga w krótkiej perspektywie czasowej.

Po co nam I liga?

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

Kwestia pierwsza to, jak powiedziałem, brak bezpośredniego zaplecza sportowego w postaci I ligi dla najwyższej klasy rozgrywkowej. Postawienie tego problemu na pierwszym miejscu ma charakter celowy, ponieważ, jak sądzę, jest to, obok szkolenia młodzieży, najpilniejszy do rozwiązania problem polskiego hokeja. Jest tak z kilku względów. Po pierwsze, I liga stanowić powinna bezpośredni rezerwuar zawodników rekrutowanych do grona graczy PHL. To tutaj właśnie powinni oni sygnalizować swoją wysoką formą gotowość do gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Po drugie, I liga powinna być miejscem dochodzenia do formy tych zawodników, którzy nie kontynuowali gry z powodu kontuzji. Zwraca to uwagę, na konieczność istnienia współpracy pomiędzy drużynami I ligi i ekstraklasy. Po trzecie, Polska jest chyba jedynym krajem, może się mylę, w którym istnieje II liga hokejowa i ekstraklasa, a jednocześnie jest ogromna przepaść spowodowana brakiem pośredniego poziomu rozgrywek w postaci I ligi. Sam ten fakt, pokazuje poziom absurdu jaki jest tolerowany przez rodzime władze hokejowe. Po czwarte, co najważniejsze, I liga powinna stanowić właściwe miejsce dla gry dla młodych zawodników, którzy ukończyli wiek juniora i nie osiągnęli jeszcze takiego poziomu rozwoju sportowego, który upoważniałby ich do gry w PHL. Dziś sporo się mówi o tym, słusznie zresztą, że powinniśmy stawiać na hokejową młodzież i stwarzać jej jak najwięcej szans na grę w dorosłym hokeju. Zwykle jednak zwraca się na to uwagę w kontekście PHL, co jednak jest błędem. Oczywiście, najzdolniejsi gracze jeszcze w wieku juniora mogą grywać w gronie najmocniejszych drużyn, a po ukończeniu wieku juniora z powodzeniem radzą sobie w seniorskim hokeju, bywają nawet wyróżniającymi się postaciami swoich drużyn. Musimy mieć jednak świadomość, że takich graczy nie mamy zbyt wielu i właściwie z trudem wypełniają oni limit „młodzieżowców” o odpowiedniej jakości sportowej w poszczególnych drużynach naszej ekstraklasy. Zdecydowanie większe grono tych młodych chłopców po ukończeniu wieku juniora ma dwie perspektywy: pierwsza, to gra w słabych drużynach PHL, co nie jest takie złe, w porównaniu z grą w amatorskiej II lidze. Zważywszy poziom sportowy i jakość organizacyjną tych rozwiązań, można powiedzieć, że nie sprzyjają one zbytnio rozwojowi sportowemu, zwłaszcza gra w II lidze. Druga, to zakończenie kariery, co w wielu przypadkach oznacza uszczuplenie rezerwuaru potencjalnych rzemieślników mogących grać w przyszłości w ekstraklasie.

Sytuacja ta pokazuje, że problem silnej organizacyjnie, a także finansowo, I ligi powinien być obecnie jednym z priorytetów dla władz polskiego hokeja. Stworzyłoby to szansę na dalszy rozwój sporej grupy młodzieży i wyzwoliło ją z dotychczasowego przykrego dylematu uprawiania, bądź nie, gry w hokeja. Jednocześnie dałoby im szansę na dalszy rozwój i perspektywę dołączenia do najlepszych drużyn, a jednocześnie poszerzyłoby skromną bazę kadrową całej dyscypliny i nadało sens wysiłkowi, jaki ponieśli ci chłopcy od początku swojej zawodniczej kariery. Dziwi w tym kontekście postawa władz polskiego hokeja, które pozwoliły na to, aby zlikwidować I ligę. Można powiedzieć, że obok skromnego szkolenia młodzieży i zapaści finansowej całej dyscypliny, jest to jeden z głównych wskaźników jej upadku w Polsce. Traktowanie I ligi jako piątego koła u wozu jest błędem, który powinien być jak najszybciej naprawiony.

Jest jednak pewien dylemat w tej kwestii, o którym trzeba wspomnieć, pokazujący dobitnie słabość organizacyjną i finansową hokeja w Polsce. Otóż niewiele drużyn chce grać w I lidze, bo trudno im znaleźć sponsora na tym poziomie rozgrywkowym, co skutkuje „rozdmuchaną” ponad stan ekstraklasą. Dziś słyszymy o możliwości gry na najwyższym poziomie rozgrywek nawet czternastu drużyn, co będzie kolejnym z wielu absurdów hokejowej rzeczywistości w Polsce. Jakie to może przynieść skutki wszyscy kibice hokeja wiedzą. Taka sytuacja wydaje się być szansą w grze o sportowe życie dla wielu klubów, to znaczy, albo gramy w ekstraklasie i mamy sponsorów, pomimo że nie posiadamy odpowiedniego poziomu sportowego, albo zmuszeni jesteśmy ogłosić upadłość. Naprzeciw tym dramatycznym decyzjom klubów stara się wychodzić PZHL przyjmując je do grona najlepszych, przymykając jednocześnie oko na ich niedociągnięcia organizacyjne, a zwłaszcza finansowe. Jak sądzę, taka polityka jest błędna. W mojej opinii na dzień dzisiejszy, choć cały polski hokej potrzebuje wsparcia finansowego, to w pierwszej kolejności potrzebuje go I liga, wzmocniona patronatem PZHL. Gra w I lidze nie powinna być wstydem, a miejscem pracy dla zawodników i klubów, w którym doskonalą swój poziom, aby dołączyć do najlepszych. Zrozumieć to powinien nie tylko PZHL, ale również potencjalni sponsorzy i przede wszystkim kibice.

Dziwne regulacje w PHL

Drugim problemem, będącym świadectwem słabości organizacyjnej całej dyscypliny, jest niestabilność przepisów ligowych i ich destrukcyjny charakter. Mam tu na myśli przede wszystkim dwie regulacje. Pierwsza dotyczy obowiązkowej gry polskiego bramkarza w 50% meczów sezonu zasadniczego. Przepis ten, choć sensowny tam gdzie konkurencja pomiędzy krajowymi bramkarzami jest duża, w Polsce zupełnie się nie sprawdził. Obecność 3-4 bramkarzy Polaków reprezentujących przyzwoity poziom ligowy spowodował, że pozostałe drużyny, aby sprostać tym zasadom, musiały niejako łapać się prawą ręką za lewe ucho stojąc w dodatku na jednej nodze. Mówiąc wprost, przepis ten wypaczał uczciwą rywalizację, w której wszystkie drużyny dysponują równymi szansami. Oczywiście, ktoś powie, że nikt nikomu nie zabrania zatrudniać polskich bramkarzy, co jest prawdą, ale prawdą jest też to, że brak podaży na rynku krajowym zastępuje się importem, tak aby klient miał swobodny dostęp do danego dobra. Reglamentacja nic tu nie pomoże, wręcz przeciwnie, zrodzi kolejne patologie. Wyjściem z sytuacji, w długiej perspektywie, jest podaż własnych zawodników, których trzeba wyszkolić, a na to niestety potrzeba sporo czasu. Sytuację pogarsza fakt szczupłość bramkarskiej kadry trenerskiej. Zwolennicy obecnych przepisów powiedzą z kolei, że przymusowa gra polskich bramkarzy w PHL pozwoli im rozwijać swoje umiejętności. Ja z kolei odpowiem, że PHL nie jest miejscem na ogrywanie się zawodników, temu służą niższe poziomy rozgrywkowe, jak chociażby wspomniana I liga. Który sponsor pozwoli sobie na wstawienie do składu młodego nieopierzonego bramkarza, od którego pracy ma zależeć sukces sportowy? Żaden, który myśli racjonalnie, i którego się nie zmusi do tego wadliwymi przepisami. Obecna sytuacja jest w pewnym sensie przymusowym przeniesieniem ryzyka sportowego i finansowego na kluby i ich sponsorów. W kontekście szczupłości finansowej tych pierwszych i deficytu tych drugich, takie działanie należ traktować w kategoriach sabotażu.

Drugi przepis o destrukcyjnej funkcji, to limit obcokrajowców. Podobnie, jak regulacja dotycząca bramkarzy, psuje on równość i sprawiedliwość rywalizacji. Drużyny, które skupiły w swoich zasobach najlepszych polskich zawodników, mają przewagę już na starcie rywalizacji. W tym miejscu zwolennicy tego przepisu mówią, a kto im zabroni? Ja odpowiem, nikt, oczywiście mogą to zrobić, i nawet chwała im za to, że stwarzają dobre warunki rozwoju dla polskich zawodników, tylko warto postawić pytanie, dlaczego przy dużym deficycie podaży wartościowych zawodników o polskiej narodowości, mają być osłabiane sportowo i finansowo (za nadmiar obcokrajowców trzeba płacić haracz do PZHL) te drużyny, dla których tego luksusowego dobra nie wystarczyło? Jak ma się do tego przepisu wyrównany poziom ligi, o który powinniśmy zabiegać? Jak ma się do tego przepisu rola sponsorów, którzy chcą wnieść do hokeja własne pieniądze, a nie są zainteresowani grą o nic? Przyznam, że przepis ten należy traktować jako zniechęcający i odstraszający potencjalnych darczyńców od finansowania klubów hokejowych. Jest on również barierą dla rozwoju całej dyscypliny w Polsce, utrudnia budowanie dobrego produktu, którym byliby zainteresowani kibice i media. Bałamutny wydaje się w tym kontekście argument, że przepis ten chroni polskich graczy, przed konkurencją. Zajmijmy się najpierw szkoleniem młodzieży, spowodujmy tym samym dużą podaż rodzimych graczy i wówczas zastanawiajmy się nad wprowadzaniem limitów. W obecnej sytuacji funkcjonujemy w ramach błędnego koła, które uniemożliwia rozwój. Podnoszenie poziomu ligi jest możliwe jeśli będą w niej grali zawodnicy na odpowiednim poziomie sportowym, a to daje szansę na przyciągnięcie mediów, a za nimi sponsorów, jak również młodych adeptów hokeja. Jak na razie przywołany tu przepis chroni wąską grupę krajowych graczy, którzy dyktują korzystne warunki kontraktów, nie gwarantując odpowiedniego poziomu sportowego. Tylko zdrowa konkurencja może ten stan rzeczy zmienić. Oczekiwanie, że rodzimi zawodnicy zagwarantują wysoki poziom sportowy ligi już teraz lub w najbliższej przyszłości jest niedorzeczne. Taka perspektywa może stać się realna za kilkanaście lat, po warunkiem, że już dziś na poważnie zajmiemy się szkoleniem młodzieży. Skoro nasi zawodnicy w tak skromnej liczbie wyjeżdżają za granicę, niech zagranica przyjedzie do nich. Będzie to korzystne dla ich formy sportowej i stworzy szansę na podnoszenie umiejętności. Jeśli tego nie zrobimy to poziom sportowy ligi, który w obecnej postaci osiągnął już swój pułap rozwoju, nie ruszy z miejsca.

Chcę podkreślić, że takie rozwiązanie, w którym jakość nadają polscy zawodnicy powinno być naszym celem. Na dzień dzisiejszy perspektywa ta wydaje się jednak być bardzo odległa. W związku z tym obecnie pierwszoplanowym zadaniem musi być tworzenie dobrego produktu w postaci silnych i stabilnych finansowo drużyn hokejowych i wyrównanej ligi złożonej z co najwyżej 8 drużyn. To zaprocentuje wzmożonym zainteresowaniem kibiców, a w konsekwencji mediów i potencjalnych sponsorów. Zatem zanim PZHL określi przepisy na kolejny sezon warto wziąć pod uwagę to, czy naszym zadaniem jest realizacja bliżej nieokreślonych interesów wybranych klubów, czy dążenie do wydźwignięcia polskiego hokeja z zapaści. Czas bowiem dojrzeć do tego, że mistrzostwo Polski w lidze, gdzie poziom ekstraligowy reprezentują 3-4 drużyny nie jest nic warte, nawet jeśli w prezencie dostaje się udział w hokejowej Lidze Mistrzów, do której awans sportowy nie jest potrzebny.

Co zrobi PZHL?

Rozwiązanie zarysowanych tu dwóch, spośród wielu bolączek polskiego hokeja, leży w największym stopniu po stronie PZHL. To on ma najwięcej mocy sprawczej w sensie organizacyjnym i regulaminowym. Czy pod obecnymi rządami możemy spodziewać się odważnych działań, wychodzących naprzeciw przedstawionym tu problemom? Nie sądzę. Mówienie o radykalnym zwiększeniu budżetu związku, o grze polskiego klubu w CHL, o dobrej postawie Polaków w Pucharze Kontynentalnym, podwójnej organizacji MŚ w Polsce oraz awansach polskich drużyn na wyższy szczebel rozgrywkowy (hokeistki, U18) ma przyćmić rzeczywiste problemy hokeja w Polsce. Nie znaczy to, że z tych sukcesów nie należy się cieszyć, lub je minimalizować. Wręcz przeciwnie, ale nie można przy ich pomocy robić najpierw programu wyborczego, a teraz nieustającej propagandy sukcesu. Tego rodzaju argumenty będą, jak sądzę, przede wszystkim sposobem do budowania wizerunku nawet nie tyle PZHL, co jego poszczególnych działaczy, a nie próbą pozytywnej odpowiedzi na zasadnicze problemy, którymi targany jest polski hokej. Dlatego po niedawnych wyborach, w których wygrała właściwie rządząca do tej pory ekipa, należy się spodziewać kolejnej degradacji tej dyscypliny w naszym kraju. Jedyna nadzieja w radykalnej wymianie obecnych włodarzy związku. Tak jak można było się spodziewać, na zjeździe wyborczym usłyszeliśmy z ust obecnej władzy jedynie o sukcesach, a nie o realnych krótko- i długookresowych planach rozwojowych. Nie było mowy o słabościach i problemach, które od lat trapią hokej w Polsce. Świadczy to o tym, że w takim składzie osobowym PZHL przed nami kolejne stracone lata.

Jan Polański

  • Marek Dudek

    Ciekawy,madry artykul.Gratuluje autorowi wyluskania tematu.Bez nazw klubow,bez nazwisk.
    Ogolnie bardzo delikatnie.
    Dodalbym do tego problem z mlodymi polskimi trenerami,ktorym nie daje sie szans a 1 liga bylaby do tego okazja.Dobra i mocna liga mlodziezowa rowniez.I jeszcze infrastruktura czyli lodowiska i zaplecze.Trudny temat poniewaz nie wystarcza checi,zawodnicy i sponsor do gry.A to jednak na barkach samorzadow pozostaje partycypacja w kosztach budowy i utrzymanie drogich badz co badz obiektow do gry w hokeja.Dlatego 100% zgadzam sie z autorem ze najpierw musi powstac jakosciowy produkt zeby bylo zainteresowanie i sponsorzy (w tym rowniez samorzady).