Calgary Flames, Anaheim Ducks
źródło: YouTube

Za faworyta serii muszą uchodzić Anaheim Ducks, którzy właśnie wygrali Pacific Division piąty raz z rzędu. Wyczyn to nie lada, zwłaszcza, że przez długie tygodnie tegorocznej kampanii nic na to nie wskazywało. Przez wiele wieczorów oglądanie ekipy trenera Randy’ego Carlyle’a, który wrócił przed sezonem na ławkę Ducks, nie należało do zajęć szczególnie przyjemnych. Doświadczony zespół pod wodzą doświadczonego szkoleniowca wie jednak świetnie o co gra i po znakomitym finiszu zapewnił sobie przewagę własnego lodu w dwóch pierwszych rundach fazy play-off.

Dlaczego wygrają Anaheim Ducks?

To właśnie własny lód jest tym, co wymieniłbym w pierwszej kolejności, mówiąc o przewagach Anaheim Ducks w serii przeciwko Flames. W starciu z tym rywalem ma to znaczenie niebagatelne. Niemoc zespołu z Calgary w Honda Center uchodzi już niemal za legendarną i jest przedmiotem wielu docinek i drwin. 19 stycznia 2004 rok, czy pamiętasz wtedy co robiłeś? W każdym razie to wtedy Flames wygrali ostatni raz w Anaheim. Potem było dwadzieścia pięć kolejnych porażek w sezonie zasadniczym, co jest najdłuższą taką, wciąż trwającą, serią w historii NHL. I choć trener kanadyjskiej drużyny Glen Gulutzan zdaje się nie przejmować upiorami przeszłości, przewaga własnego lodu ma dla Ducks nie tylko symboliczne znaczenie. Randy Carlyle to trener starszego pokolenia, przywiązujący dużą wagę do tzw. matchups. Prawo do ostatniej zmiany w meczach w roli gospodarza pozwoli mu kontrolować zestawienie osobowe na lodzie i dobierać swoje ataki pod konkretne ataki rywali. W praktyce oznacza to, że formacja Johny’ego Gaudreau nie uwolni się raczej od obecności tercetu Ryana Keslera, a Mikael Backlund będzie się ścierał z kapitanem Ducks Ryanem Getzlafem. Anaheim Ducks u siebie to w ogóle zupełnie inna drużyna. W zakończonym sezonie zasadniczym zanotowali najlepszy bilans w domu w całej zachodniej części stawki i trzeci najlepszy w całej NHL. Calgary Flames czeka wielkie zadanie, by przełamać te niekorzystne dla siebie wskaźniki.

Co jeszcze przemawia za Ducks? Równowaga formacji ofensywnych, którą udało się złapać po dodaniu do składu Patricka Eavesa, którego śmiało można już nazwać najlepszym wzmocnieniem w lidze w okresie poprzedzającym trade deadline i jednym z najlepszych obok Steve’a Thomasa z 2003 roku w całej historii ekipy z Anaheim. Amerykański skrzydłowy gra sezon życia, z miejsca złapał nić porozumienia z kapitanem Ducks Ryanem Getzlafem i wypełnił lukę na skrzydle, którą wypominano menedżerowi Bobowi Murray’owi od samego początku sezonu. Eaves kończył sezon 9 trafieniami w 11 spotkaniach, a łącznie po przeprowadzce do Kalifornii zdobył 11 goli i miał 14 punktów w 20 ligowych występach. Obecność jego i najlepszego strzelca ekipy Rickarda Rakella w topowej linii umożliwia wystawianie niżej Corey’a Perry’ego, który ostatnio się przebudził i powinien być w stanie to wykorzystać. Carlyle’owi udało się też zbudować wartościową czwartą linię wokół wracającego po długiej kontuzji Nate’a Thompsona. Jedynym zgrzytem jeśli chodzi o personalia jest kontuzja topowego obrońcy Cama Fowlera, która przytrafiła mu się zresztą w ostatnim starciu sezonu zasadniczego pomiędzy ekipami Ducks i Flames.

Dlaczego wygrają Flames?

Calgary Flames zameldowali się w fazie posezonowej po raz drugi w ostatnich trzech latach, ale ten sezon był dla kibiców tej drużyny prawdziwą huśtawką nastrojów. Nowy trener, nowy system, na to wszystko potrzebny był czas, do tego pamiętać należy o wyczekiwaniu na nowy kontrakt Johny’ego Gaudreau czy podpisaniu za pięć dwunasta Krisa Versteega, który do sezonu przygotowywał się na kontrakcie próbnym u największego rywala, Edmonton Oilers. Jeszcze w drugiej połowie stycznia Flames byli ledwie drużyną na 50% punktowego sukcesu i daleko im było do fazy play-off. Po wysokiej porażce z Montreal Canadiens sam trener Glen Gulutzan określił występ swojej drużyny mianem żałosnego i nie szczędził słów krytyki. Ryzykowne, ale jak się okazało, opłacalne. Od tego momentu Flames znacząco podnieśli poziom swojej gry, zaczęli regularnie punktować i pewnie wjechali do czołowej ósemki zachodu. Co dalej? Wydaje się, że drużyna z Calgary może przystąpić do tej rywalizacji bez wielkiej presji. Zebrała się tam fajna grupa graczy, która dopiero powinna rosnąć w siłę, ale już teraz jest w stanie namieszać. Calgary Flames Gulutzana to zespół, który lubi udowadniać krytykom, że nie mieli racji, a wyeliminowanie Ducks, tak bezlitosnych dla Flames w meczach na swoim lodzie, to doprawdy wielkie wyzwanie. Bez zwycięstwa w Honda Center Calgary Flames na pewno nie zwojują wiele w tej serii, rzucenie wszystkich sił na pierwsze dwa mecze wydaje się być dobrym pomysłem.

Nie odkryjemy Ameryki, jeśli powiemy, że posezonowa część rozgrywek, to jest właśnie ten moment, kiedy najlepsi zawodnicy drużyny muszą być najlepszymi zawodnikami drużyny i mam wrażenie, że w sposób szczególny dotyczy to Anaheim Ducks, jeżeli ci mają zajść w tym roku daleko. I tak kluczowym graczem serii z Calgary Flames powinien być przede wszystkim Ryan Kesler, zdecydowanie najskuteczniejszy napastnik ekipy z Orange County w pięciu tegorocznych starciach z rywalem z Alberty (4G+5A). Ponadto cała prowadzona przez niego linia będzie odgrywać wielką rolę w defensywnych planach sztabu szkoleniowego Ducks. Przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach, że Anaheim Ducks, to Ryan Getzlaf i Corey Perry. W tym sezonie zwłaszcza ten drugi długo nie mógł się odnaleźć, ale zakończył sezon w dobrym stylu i w najważniejszych momentach sezonu wymagać się będzie od niego wiele. Podobnie jak od kapitana Getzlafa, który ma wreszcie poprowadzić zespół do sukcesu w fazie play-off.

Ofensywa zespołu Ducks w końcówce sezonu wyraźnie się przebudziła, łącznie ze skutecznością rozgrywania przewag, a zatem kluczową pozycją dla ew. sukcesu Flames wydaje się być bramka. Ogromne wyzwanie czeka Briana Elliotta, który został sprowadzany do Calgary, by jednak tym numerem jeden być. Nie sposób nie wspomnieć, że Ducks to nie jest wymarzony przeciwnik dla tego właśnie goalkeepera. Elliott wygrał tylko jeden ze swoich dotychczasowych dwunastu startów na poziomie NHL przeciwko ekipie z Orange County. Skuteczność obron poniżej 88,5% to zdecydowanie za mało. Jeśli Flames mają awansować dalej musi być dużo lepiej.

Drugim graczem Flames, o którym w tej serii powinno być głośno, jest kapitan Mark Giordano. Jego wejście kolanem w kolano czołowego obrońcy Ducks Cama Fowlera przerodziło ostatni mecz między tymi zespołami w sezonie zasadniczym w wielką awanturę (łącznie 106 karnych minut w ostatniej tercji). Media kanadyjskie jednogłośnie stanęły w obronie Giordano, którego nie spotkała żadna kara, ale oliwy do ognia dolał menedżer Ducks Bob Murray, który stwierdził, że nie ma szacunku dla graczy, którzy atakują kolana. Warto dodać, że kilka lat temu Giordano w podobny sposób zaatakował kolano Bobby’ego Ryana, wtedy też gracza Ducks. Niezależnie od stopnia winy, jaką przypiszemy Giordano, cała ta sprawa zapowiada bardzo gorąco, obfitującą w ostre starcia serię, a kapitan Flames znajdzie się w samym centrum tej walki. Jak to wpłynie na postawę tego ważnego, grającego wiele minut obrońcę i całą tą serię? Kto w większym stopniu straci głowę może sobie bardziej zaszkodzić. A nie zapominajmy, że spotkają się dwie najczęściej karane drużyny w całej ligowej stawce.