Ottawa Senators, Boston Bruins

Do ostatnich meczy sezonu zasadniczego nie było wiadomo, jak wyglądać będą wszystkie pary play-off w Konferencji Wschodniej. Porażka Toronto Maple Leafs w meczu z Columbus Blue Jackets sprawiła, że Ottawa Senators zagrają w pierwszej rundzie play-off z Boston Bruins. Co ciekawe, w najnowszej historii Senators nigdy na tym poziomie rozgrywek nie spotkali się z Bruins, a do jedynej potyczki między obiema drużynami doszło w latach 30 XX wieku. Wtedy górą byli Kanadyjczycy, którzy finalnie okazali się zwycięzcą Pucharu Stanleya. Kibice dzisiejszych Sens biorą to za dobrą monetę.

Dlaczego wygrają Senators?

Jeżeli Ottawa ma zagrać w kolejnej rundzie play-off – a uważam, że będzie to zadanie bardzo trudne – to cała odpowiedzialność spadnie na dwie osoby. Jedną z nich, i chyba tą ważniejszą, jest Craig Anderson. Jeżeli Andy po raz kolejny stanie na głowie i zagra na poziomie bliskim 95% obronionych strzałów, to nie będą konieczne cuda ze strony drugiej kluczowej postaci – Erika Karlssona. Szwed jest instytucją. Między bajki należy włożyć jego braki w defensywie – czas na lodzie w osłabieniu oraz ilość zablokowanych strzałów dowodzą, że zarzuty z pierwszych sezonów jego gry w NHL już nie są aktualne. W Ottawie wszystko zaczyna się od Karlssona i często na nim się kończy. Strzela, asystuje, szybkimi kontrami wprowadza krążek do tercji rywala, równie szybko wraca do defensywy, gdzie jego hokejowa inteligencja pozwala czytać grę. Po raz pierwszy od lat w zespole dopisuje zdrowie. Co prawda sam Karlsson wraca po urazie, ale do gry powinni być gotowi wszyscy zawodnicy. Klub nigdy też nie miał tak mocnej bottom six, jak w obecnych rozgrywkach.  Alexandre Burrows (wszyscy czekają na jego pojedynki z Bradem Marchandem), Victor Stalberg, Tommy Wingels, Zack Smith, Tom Pyatt to solidna porcja zawodników przeciwko, którym gra się ciężko.

Dlaczego wygrają Boston Bruins?

Ekipa z Bostonu nie ma słabych punktów. Jest grupa utalentowanych napastników na czele z Marchandem i Davidem Pastrnakiem wspierana przez doświadczonych weteranów – Patrice Bergerona, Davida Krejci’ego czy Davida Backesa. Szczególnie Bergeron, niezawodny na buliku i równie bezkompromisowy Backes powinni być kluczem do zneutralizowania szybkich graczy z Ottawy. Nie można narzekać również na grupę defensorów, za których plecami stoi Tuukka Rask, zazwyczaj solidny Fin, z przebłyskami geniuszu, kiedy wchodzi na poziom niedostępny dla wielu bramkarzy. Siłą Bostończyków jest ich gra bez krążka – nie dopuszczają rywali do klarownych sytuacji strzeleckich – świetnie też spisują się gdy są w posiadaniu krążka. We wszystkich statystykach CORSI ekipa Bruce’a Cassidy jest bezkonkurencyjna w całej lidzie. Za Niedźwiadkami przemawia jeszcze jeden fakt – szczególnie istotny podczas rozgrywek play-off. Mowa o „special teams”, czyli skuteczności podczas gry w przewadze i osłabieniu. Sezon zasadniczy Bruins zakończyli jako najlepiej broniący się zespół w osłabieniu – 85,7%. Zestawiając to z homeopatyczną grą w przewadze Senators (17% skuteczności)  nie trudno wskazać przewagę ekipy z Massachusetts. A wspomnę tylko, że w PP Bruins trafili w sezonie zasadniczym dość regularnie – 21,7%.

Jakkolwiek ciężko przechodzi mi to przez gardło, bo jako zagorzały kibic Senators chciałbym ich widzieć w drugiej rundzie, to spodziewam się ostrej serii zakończonej wygraną Bruins 4:2.

Mój typ: Boston Bruins 4-2