NHL Draft 2017

Czas pędzi jak szalony, jesteśmy już w drugiej części sezonu. Jeśli chodzi o draft, to ostatnio miał miejsce tradycyjny mecz największych talentów z lig CHL, który pozwala skautom z NHL spojrzeć na wiele czołowych nazwisk, zgromadzonych w jednym miejscu. W Europie ważnym wydarzeniem był turniej pięciu narodów U-18 w Szwecji. Wygląda jednak na to, że znaków zapytania zamiast coraz mniej jest coraz więcej…

Jeśli interesuje was ten temat, to na pewno zapoznaliście się już dokładnie z nową edycją rankingu tworzonego przez Boba McKenzie’go. Guru TSN-u przepytuje grupę dziesięciu ligowych skautów i na tej podstawie szereguje dostępne w każdym roku hokejowe talenty. Jak sam napisał w tym roku nawet ze stworzeniem spójnej pierwszej dziesiątki jest ogromny problem. Jedni skauci widzą kogoś w top 5, u innych próżno go nawet znaleźć w topowej 15 i tak jest z większością czołowych nazwisk. Jak już pisałem w poprzednich tekstach sprawy nie ułatwiają kontuzje, przymusowe absencje od gry mają już za sobą Nolan Patrick, Timothy Liljegren czy Gabriel Vilardi, a od niedawna wiemy, że z powodu operacji ramienia w tym sezonie na lodzie nie zobaczymy już największego rosyjskiego nazwiska, Klima Kostina. Ale może po kolei…

Jeśli co do czegoś możemy mieć pewność, to do dwóch pierwszych nazwisk i ich kolejności. Nolan Patrick pozostaje na czele z przewagą nad Nico Hischierem. Obydwaj we wspomnianym meczu w Quebec City nie zawiedli. Patrick miał dwie asysty dla zwycięzców, a Hischier popisał się ładnym golem i dwoma otwierającymi drogę do siatki podaniami, zostając zawodnikiem spotkania po stronie Teamu Orra. Patrick, środkowy z późnego rocznika 98, wrócił po kontuzji w dobrym stylu, po za tym skauci napatrzyli się już na niego wystarczająco w poprzednim wybornym sezonie i nic nie wskazuje, by stracili do niego zaufanie. Warto jednak w tym miejscu docenić postawę Szwajcara. Hischier prezentuje się pierwszorzędnie i to właśnie na tych największych scenach, na jakie jest rzucany. Ten bodaj najbardziej dynamiczny i kreatywny gracz tegorocznej klasy nie zostaje daleko w tyle, a to że zdołał stworzyć przynajmniej dyskusje na temat numeru jeden jest jego wielkim osiągnięciem. Jak pamiętacie mój pierwszy ranking, to nie było go nigdzie w czołówce, zresztą chyba nie tylko ja początkowo widziałem w nim zawodnika z tego bezpośredniego drugiego szeregu tegorocznej grupy talentów. Nie zdziwię się jak w drugiej części sezonu zobaczymy go i w MŚ do lat 18 i wśród elity, co nie tak dawno było udziałem jego rodaka Kevina Fiali. To ostatecznie pomoże mu zapisać się w historii draftu do NHL jako najwyżej wybranemu Szwajcarowi. On i Patrick mają w tej chwili wyraźną przewagę nad resztą stawki jako odpowiednio numer jeden i numer dwa.

Dalej sprawa jest bardzo otwarta, ale moim nowym numerem trzy jest Owen Tippett, którego uważam za najciekawszego prospekta w tym roku w lidze OHL. Tutaj też trwa debata – on czy może jednak Gabriel Vilardi z Windsor Spitfires? Ja stawiam na Tippetta, bo on ma coś, czego nie da się nauczyć. Tak poszukiwany w dzisiejszych czasach instynkt snajpera, no i strzał. Moim zdaniem najlepszy w całej klasie, już teraz z poziomu NHL. Chłopak może pokonywać bramkarzy na wiele sposobów, ale ci często są po prostu bezradni wobec jego uderzeń. To trochę jak z Patrikiem Laine, nawet jeśli będzie popełniał błędy już w przyszłym sezonie stać go na strzelanie goli w najlepszej lidze świata. Jest też znacznie bardziej dynamicznym zawodnikiem niż Vilardi, który z kolei wydaje się takim dosyć bezpiecznym wyborem. Łatwo założyć, że pewnego dnia zagra on w najlepszej lidze świata, jest wszechstronny i mówi się, że jeśli przepracuje mocno lato, on też może być już gotowy do gry w NHL, a przecież stracił sporo czasu z powodu problemów zdrowotnych. Na pewno będzie tam użytecznym graczem, ale czas pokaże jak dużo jest w nim potencjału ofensywnego. Czy rozwinie się np. tak jak Sean Monahan? Cały czas powtarzam, że ma jeszcze czas, by przekonać niedowiarków, bo czeka go długi sezon zwieńczony finałowym turniejem o Memorial Cup.

Nowa postać w top 5 mojego rankingu to Casey Mittlestadt. Nie pisałem o nim dotąd za wiele, ale jak przejrzycie kolejne notowania zobaczycie, że czołówki trzymał się cały czas. To ten zawodnik, który w trakcie sezonu opuścił USHL na rzecz powrotu do rodzimego Eden Prairie, by pomóc w zdobyciu mistrzostwa na poziomie high-school. Niby chłopak robi krok w tył, patrząc na poziom sportowy, ale myślę, że niektórym może przypaść do gustu taka lojalność, poza tym Mittlestadt, to jeszcze jeden z graczy tej klasy, który bardzo dużo dla swojego rankingu zrobił postawą w ubiegły roku. On też jest z późnego rocznika 98 i w zeszłym sezonie brylował w reprezentacji na poziomie U-18. To jeszcze jeden gracz, którego w tegorocznym topie można określić graczem błyskotliwym, bardzo kreatywnym. Do tego świetnie przygotowanym fizycznie z dobrymi gabarytami. Gra na poziomie USHS, który zdecydowanie przerasta wiąże się z ciekawym wyzwaniem, o którym ostatnio czytałem. W każdym meczu uwaga wszystkich rywali koncentruje się na powstrzymaniu właśnie jego. To trochę jak na podwórku, gdy najlepszego na boisku starano się zatrzymać w każdy możliwy sposób. Ciekawe doświadczenie, nieprawdaż? Poza Mittlestadtem nie będzie to jednak raczej dobry draft dla młodych Amerykanów, w przeciwieństwie do ostatnich edycji. Bardzo możliwe, że żaden hokeista z narodowego programu nie znajdzie się w pierwszej rundzie. Nadal kandydują do niej m.in. Grant Mismash, Scott Reedy czy Josh Norris, który był najlepszym ich graczem na wspomnianym turnieju w Szwecji, który Amerykanie ostatecznie wygrali, pokonując w karnych gospodarzy imprezy, ale przed nimi daleka droga. Nadal dobrze stoją szansę graczy już grających na poziomie NCAA, a więc Ryana Poehlinga i bramkarza Jake’a Oettingera, ale to mało, po bardzo obfitych poprzednich latach. Na mojej liście brak Kailera Yamamoto, który strzela mnóstwo goli w WHL, ale kieruje się tu logiką lat poprzednich. Jeśli Alex DeBrincat nie został wybrany w pierwszej rundzie, to pewnie i Yamamoto nie zostanie. Doświadczenie podpowiada, że zdolnym graczom ofensywnym poniżej 175 cm wzrostu daje się szansę gdzieś na początku drugiej rundy i teraz też tak może być.

Z mojego top 5 wypada Timothy Liljegren, choć na razie nie jest to spadek na łeb na szyję. Młody Szwed nie wykorzystał jednak szansy, jaką niósł turniej 5 narodów przed własną widownią, potwierdzając że raczej będzie wielką niewiadomą niż pewniakiem do bardzo wysokiego miejsca. Nadal wszystko jest możliwe, z przesłuchań Boba McKenzie’go wynika, że niektórzy skauci nadal widzą w nim numer trzy, a inni…nie wybraliby go nawet w pierwszej rundzie. Ponoć było mnóstwo zastrzeżeń do jego gry defensywnej, a niestety nie ma w tym sezonie statystyk ofensywnych, które by go broniły. Dwa ostatnie mecze wspomnianej imprezy były w jego wykonaniu lepsze, ale generalnie specjaliści wymagają od niego więcej. Na jego szczęście przed nim jeszcze sporo grania z MŚ U-18 na czele. Z pewnością można powiedzieć, że jego duet z Erikiem Brannstromem przy liczebnych przewagach jest na tym poziomie doprawdy zabójczy. Brannstrom to bodaj największy wygrany tej imprezy. Skauci zdają się o nim zapominać, ale z taką grą to pewniak do pierwszej rundy. Cztery punkty w czterech meczach to dorobek pozwalający uznać go za najlepszego obrońcę zawodów. Okazje z przodu kreował niemal w każdej tercji, może i nie za duży, ale bardzo zdolny i inteligentny puck-moving D. Skoro jesteśmy przy Szwedach nadal jestem wielkim fanem talentu Eliasa Petterssona. Dla mnie jeden z najbardziej rozwojowych projektów całej klasy, bodaj jedyny europejski prospekt, który regularnie punktuje w poważnych europejskich rozgrywkach, z mnóstwem miejsca na rozwój.

Od dawna mówi się, że to nie jest powalający rok, jeśli chodzi o dostępnych obrońców. Poza Liljegrenem w czołówce na tej pozycji są Finowie Juuso Valimaki i Miro Heiskanen oraz Nick Hague i Cale Makar. Nowym liderem mojego rankingu w obrębie tej grupy zostaje Valimaki, który bez wielkiego szumu gra rewelacyjny sezon w WHL, imponując przede wszystkim równą, wysoką formą. To gracz, który świetnie zaaklimatyzował się do wymagań hokeja za oceanem i powinien być porządnych defensorem na poziomie NHL. Warto też docenić Heiskanena, który daje radę dzień po dniu na poziomie fińskiej Liigi. Największa zagadką pozostaje Makar z juniorskiej ligi Alberty, bardzo trudno przewidzieć kto i kiedy po niego sięgnie, ale niektórzy widza go nawet w pierwszej dziesiątce.

Graczy, którzy pokazali się z dobrej strony podczas meczu topowych prospetów CHL było więcej. Na mojej liście znajdziecie m.in. potężnego Isaaca Ratcliffe’a z Guelph Storm, jednak poza czołowymi nazwiskami najwięcej mówiło się o świetnej grze formacji złożonej z tercetu hokeistów WHL. Michael Rasmussen pozostaje pewniakiem do top 10, Kole Lind debiutuje w moim zestawieniu, a Cody Glass stopniowo pnie się do góry. Bardzo ciekawy zawodnik, który gra rewelacyjny sezon w Portland Winterhawks, gdzie strzela i punktuje jak na zawołanie. Jak sam przyznaje wykreślenie w ostatniej chwili ze składu na sierpniowy Memoriał Hlinki i brak uwagi skautów posłużyły mu za wielką motywację, by pokazać wszystkim, że się mylili. Chłopak z Winnipeg jest na dobrej drodze do osiągnięcia celu. Musi się wzmocnić fizycznie, ale centymetrów i hokejowych umiejętności mu nie brakuje. To może być jeden z „czarnych koni” tego naboru, gdzie wiele może się wydarzyć. Kto wie czy to właśnie nie on zostanie wywołany znacznie wcześniej niż będzie się tego powszechnie oczekiwać. tak jak kilka lat temu Mark Scheifele, którego Jets bardzo dokładnie obserwowali i naprawdę chcieli. No i czas pokazał, że wiedzieli co robią. Tegoroczna klasa z WHL wygląda naprawdę ciekawie, bo wartych uwagi nazwisk jest więcej i wszystko wskazuje na to, że numer jeden też będzie się wywodził właśnie z niej.

Nadal podtrzymuje zdanie, że jest to bardzo ciekawa klasa draftowa jeśli chodzi o bramkarzy. Większość z tych czołowych usłyszy swoje nazwiska w drugiej, trzeciej rundzie, ale widzę duże szanse, że co najmniej jeden będzie wybrany w tej najbardziej prestiżowej pierwszej. Moim numerem jeden jest Amerykanin Jake Oettinger z Boston University, ale wartych uwagi nazwisk jest więcej, rozsianych zresztą po wielu ligach. Jeden, w którego konsekwentnie wierzę i któremu warto kibicować, to Michael DiPietro z Windsor Spitfires. W dzisiejszych czasach, gdy preferowani są potężni bramkarzy, raczej blokujący niż wyłapujący w ekwilibrystyczny sposób krążki, uznawany za „małego” DiPietro (183 cm, 87 kg) ciągle musi udowadniać wszystkim, że są w błędzie. W tym sezonie udaje mu się to znakomicie, nadal jest w ścisłej czołówce wszystkich najważniejszych statystyk bramkarskich w OHL i ma najwięcej meczów bez starty gola. Bez niego gospodarze tegorocznego Memorial Cup nie byliby tam, gdzie są. Przed nim długi sezon, więc sądzę, że z czasem więcej obserwatorów się do niego przekona. DiPietro ma papiery na bycie numerem jeden na poziomie NHL.

Tegoroczny draft już dawno został okrzyknięty mianem słabego. Tak, wszystko wskazuje na to, że nie w nim wielu postaci, o których możemy z dużą pewnością powiedzieć, że będą pierwszoplanowymi postaciami swoich ekip i gwiazdami ligi przez wiele następnych lat. Z pewnością jest w tej klasie wielu zawodników, którzy mogą mieć udane kariery w NHL i zdaniem skautów będzie wyłowienie tych najlepszych. Ostatnie edycje z McDavidem i Matthewsem i z Eichelem i Laine w rolach nagród pocieszenia chyba wszystkich nas trochę zepsuły i bardzo zaostrzyły apetyty, ale nie co roku tak będzie. W perspektywie zbliżającego się trade deadline powiedziałbym, że jeśli ktoś uważa się za contendera i znajdzie właściwego człowieka, być może brakujące ogniwo do walki o Puchar, to śmiało z pierwszej rundy w tym roku powinien zrezygnować. Tegoroczny nabór wydaje się mieć za to bardzo ciekawą głębię, w samej OHL jest wiele ciekawych nazwisk łączonych raczej z drugą, trzecią rundą i właśnie te wybory mogą mieć w tym roku sporą wartość. Sensowną strategią już w czasie samej ceremonii może być w tym roku zejście w dół w zamian za jakiś dodatkowy wybór, ale na emocje tego rodzaju przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać…

Nikt nie przypomniał mi, że przecież od najbliższej edycji pierwsza runda liczyć będzie 31 nazwisk, więc oto powiększony o jednego gracza najnowszy lutowy ranking:

  1. (1) Nolan Patrick (Kanada, Brandon Wheat Kings, WHL)
  2. (2) Nico Hischier (Szwajcaria, Halifax Mooseheads, QMJHL)
  3. (4) Owen Tippett (Kanada, Mississauga Steelheads, OHL)
  4. (5) Gariel Vilardi (Kanada, Windsor Spitfires, OHL)
  5. (9) Casey Mittlestadt (USA, Eden Prairie High, USHS)
  6. (3) Timothy Liljegren (Szwecja, Rogle BK, SEL)
  7. (6) Michael Rasmussen (Kanada, Tri-City Americans, WHL)
  8. (7) Elias Pettersson (Szwecja, Timra IK, Allsvenskan)
  9. (8) Eeli Tolvanen (Finlandia, Sioux City Musketeers, USHL)
  10. (11) Klim Kostin (Rosja, Dynamo Moskwa, KHL)
  11. (14) Juuso Valimaki (Finlandia, Tri-City Americans, WHL)
  12. (10) Nicolas Hague (Kanada, Mississauga Steelheads, OHL)
  13. (18) Miro Heiskanen (Finlandia, HIFK, Liiga)
  14. (15) Martin Necas (Czechy, HC Kometa Brno, Extraliga)
  15. (26) Cody Glass (Kanada, Portland Winterhawks, WHL)
  16. (19) Cale Makar (Kanada, Brooks Bandits, AJHL)
  17. (16) Lias Andersson (Szwecja, HV71, SEL)
  18. (12) Maxime Comtois (Kanada, Victoriaville Tigers, QMJHL)
  19. (13) Kristian Vesalainen (Finlandia, Frolunda HC, SEL)
  20. (21) Ryan Poehling (USA, St. Cloud State Univ., NCAA)
  21. (17) Nikita A. Popugajew (Rosja, Moose Jaw Warriors, WHL)
  22. (20) Erik Brannstrom (Szwecja, HV71, SEL)
  23. (25) Nick Suzuki (Kanada, Owen Sound Attack, OHL)
  24. (22) Callan Foote (Kanada, Kelowna Rockets, WHL)
  25. (23) Matthew Strome (Kanada, Hamilton Bulldogs, OHL)
  26. (24) Shane Bowers (Kanada, Waterloo Black Hawks, USHL)
  27. (29) Jake Oettinger (USA, Boston University, NCAA)
  28. (-) Kole Lind (Kanada, Kelowna Rockets, WHL)
  29. (27) Michael DiPietro (Kanada, Windsor Spitfires, OHL)
  30. (-) Isaac Ratcliffe (Kanada, Guelph Storm, OHL)
  31. (30) Stelio Mattheos (Kanada, Brandon Wheat Kings, WHL)