SKA St. Petersburg
Zdjęcie dzięki uprzejmości: SKA Ice Hockey Club / ska.ru

U progu nowych rozgrywek faworyt jest jeden, piłkarska Bundesliga ma Bayern Monachium, Ligue 1 Paris Saint-Germain, a hokejowa KHL SKA Sankt-Petersburg.

Karzełki jestem olbrzymem

Żarty się skończyły, w zeszłym sezonie obrońcy Pucharu Gagarina nie zachwycali formą, w finale konferencji ulegli do zera stołecznemu CSKA, a więcej niż o tym co na lodzie mówiło się o zamieszaniu wokół odsuwanego od zespołu sowicie opłacanego gwiazdora i kapitana, Ilji Kowalczuka. KHL choć ma ambicje porównywać się z najlepszą na świecie NHL, jest ligą wielkich kontrastów. Z jednej strony wciąż się rozrasta i co i już słyszymy o kolejnych bardziej lub mniej fantazyjnych kierunkach ekspansji, z drugiej regularnie dochodzą nas słuchy o problemach finansowych wielu jej członków. Część klubów co roku ledwie wiążę koniec z końcem, a zaległości finansowe wobec graczy przytrafiają się i średniakom z ambicjami z Moskwy i okolic. SKA na tym tle wypada niczym wspominani potentaci z futbolowego podwórka, w zasadzie nieograniczony budżet i cała masa sposobów na obejście istniejącego w teorii salary cap daje szerokie pole do popisu. Gigant z Petersburga od lat umiejętnie rozgrywa choćby sprawę tamtejszego draftu, którego sens istnienia wielu kwestionuje. Logiczne wydaje się, że jako czołowa ekipa powinna wybierać przy końcu poszczególnych rund, tymczasem wcale tak nie jest. Słabsze zespoły dostawały od SKA doraźną pomoc w postaci niepotrzebnych potentatowi graczy, a petersburżanie rozciągali sieć swoich wpływów na młodych, ciekawych na przyszłość hokeistów. Umiejętne rządzenie się prawami do zawodników, to zresztą bardzo ważny element budowania zespołu w tejże lidze. Rekompensata pieniężna, będąca wciąż ważnym środkiem płatniczym pomiędzy zespołami KHL, bardzo pomaga w tym zakresie. Nawet jeśli dany gracz nie jest nam teraz potrzebny lub nie jest dla nas dostępny, może się przydać później. Nam albo komuś innemu, kto będzie nam musiał oddać coś co nas interesuje bardziej. Na tej zasadzie Jokerit musiał przekazać SKA prawa do uczestnika ostatniego meczu gwiazd, Brandona Kozuna, po to by móc podpisać Sakari Salminena, do którego petersburżanie mieli prawa, choć nigdy dla nich nie grał. Błyskotliwy Kozun wcale nie był jednak w planach włodarzy Wojskowych, błyskawicznie oddano go do Jarosławia, bowiem SKA ma ambicje…

Dominować siłą rodzimych graczy

Gigant z Sankt-Petersburga ma być przede wszystkim przystanią gromadzącą najlepszych dostępnych rosyjskich zawodników. Tym miejscem, do którego wracać będą rodzimi hokeiści, którzy NHL nie zawojowali – tego lata są to świetny dwa lata temu w barwach Jarosławia Siergiej Płotnikow czy była gwiazda klubu znad Newy Wiktor Tichonow. Nie zapominajmy też o młodym Aleksandrze Chochłaczewie, na którego talencie najwyraźniej się w Bostonie nie poznali. Swoi gnębieni za oceanem mają wszakże podwójną wartość, skazany za przemoc domową Sława Wojnow w zeszłym sezonie został przyjęty iście po królewsku. Klub z Petersburga zawczasu rezerwuje sobie prawa do rodzimych gwiazd, które kiedyś mogą się przydać, choć na razie są dla nas niedostępne. Przykładem jest choćby Siergiej Bobrowski. Nowokuźnieck dostał rekompensatę pieniężną za swojego wychowanka, a bramkarz Columbus grał dla SKA gdy w NHL trwał lokaut. Jakby co miejsce między słupkami na pewno na niego czeka. Biorąc to wszytko pod uwagę, nie może dziwić, że chcący zakończyć sportową karierę w Rosji czarodziej Paweł Dacjuk trafił do Petersburga, a nie do rodzimego, mocno średniego pod każdym względem, klubu z Jekaterinburga, czy nawet stołecznego CSKA, którym zarządza jego przyjaciel z lodowiska Siergiej Fiodorow i gdzie występował w czasie ostatniego lokautu. Jeśli tylko młody rosyjski hokeista wyróżnia się w jakimś mniejszym klubie KHL, to jest niemal pewne, że prędzej czy później, na krócej lub na dłużej, trafi nad Newę. Wystarczy wspomnieć choćby Władimira Tarasienkę, Pawła Buczniewicza czy Nikitę Gusiewa, w przeciwną stronę wędrowała zazwyczaj rekompensata pieniężna. Na starcie nowej kampanii SKA ma w składzie tylko trzech obcokrajowców i tak naprawdę tylko jeden z nich jest postacią absolutnie kluczową. To rzecz jasna Mikko Koskinen, fiński gigant między słupkami. Człowiek, który w poprzednich rozgrywkach potrafił nie tracić gola przez długie minuty i który wreszcie spełnił się też w jakimś stopniu na poziomie reprezentacyjnym podczas ostatnich MŚ elity w Rosji. Jego rodak Jarno Koskiranta to pożyteczny, inteligentny środkowy, który może pełnić wiele pomocniczych ról. W tym galowym towarzystwie póki co nie potrafi odnaleźć się były król strzelców tych rozgrywek Steve Moses, ale wszyscy liczą, że wreszcie odpali i zacznie porywać kibiców tak jak robił to w barwach Jokeritu. Dwa wolne wakaty dla „stranierich” mogą oczywiście w każdej chwili zostać wykorzystane. W miarę potrzeby dobrzy kandydaci na pewno się znajdą, a pamiętajmy, że kilku rosyjskich liderów i członków sztabu szkoleniowego opuści ekipę na kilka tygodni, jako że KHL nie przerwie swoich rozgrywek na czas rozgrywanego za oceanem Pucharu Świata. Długa ławka pełna gwiazd, na które stać SKA, będzie wtedy bardzo potrzebna. Kto wie, czy największym sukcesem giganta z Petersburga w walce o rodaków z zamorską NHL nie było jednak przekonanie do pozostania nad Newą i wypełnienia kontraktu gwiazdy ostatnich MŚ i nowo mianowanego po przepychankach z Kowalczukiem kapitana drużyny, Wadima Szipaczjowa. Odzyskiwanie swoich zza oceanu to jedno, równie cenne w budowaniu dominującej pozycji jest sprawdzone przez potentatów piłkarskich…

Wykrwawienie konkurencji

SKA nie musi się obawiać reakcji innych na offer sheety składane graczom innych klubów, tutaj realia są zupełnie inne niż w NHL. Mam nawet wrażenie, że stanowią one dla nich swego rodzaju przetestowanie możliwości konkurencji. Tego lata petersburżanie zaproponowali kontrakty dwóm rosyjskim gwiazdom innych kandydatów do końcowego sukcesu w tych rozgrywkach. CSKA obroniło mającego świetną końcówkę sezonu, okraszonego grą w reprezentacji na domowych MŚ, 24-letniego Iwana Telegina, wyrównując ofertę SKA, ale już wciąż przecież bardzo stabilny finansowo Saławat Jułajew Ufa stwierdził, że nie ma co szarżować i odpuścił rok młodszego Nikołaja Prochorkina, strzelca 19 bramek w sezonie zasadniczym. Ten został więc kolejną ofensywną bronią w arsenale Wojskowych znad Newy. Koniecznie trzeba powiedzieć, że tym doborowym wojskiem dowodzić będzie…

Sprawdzony wódz

Oleg Znarok, który póki co będzie łączył pracę w klubie z pracą z reprezentacją, którą ma powieść do sukcesu w zbliżającym się Pucharze Świata. Nie wiem czy mu się uda, ale jego pozycję w KHL trudno kwestionować, przecież wygrywał ją dwa razy z rzędu ze stołecznym Dynamem i to bez wielkich gwiazd i pieniędzy. Za jego plecami także w klubie będzie zaufany asystent Harijs Vitolins, zwolniony z tegoż Dynama. W przeszłości włodarze SKA mieli kilka wpadek, jeśli chodzi o obsadzanie funkcji szkoleniowca, kończący poprzedni sezon w tej roli nie byle jaki hokeista Siergiej Zubow nie potrafił znaleźć wspólnego języka z Kowalczukiem, wcześniej pracował zresztą tylko jako asystent. Znarok to inna półka, a skoro SKA ma być jedną z głównych baz, z której rekrutować się będą reprezentanci kraju, jego zatrudnienie nikogo dziwić nie może.

Kto się postawi?

Nie chciałbym, żebyście odnieśli wrażenie, że zniechęcam was do oglądania nowego sezonu KHL. Wręcz przeciwnie, sport jest tak piękny, bo zawsze nosi w sobie zalążek jakiejś niespodzianki, a ekipa z Petersburga mimo swoich funduszy ligę KHL wygrała jak dotąd tylko raz. To prawda, że drużyna SKA przygotowała się do zdominowania tegorocznego sezonu znakomicie, to prawda, że ma jeszcze pole manewru, ale na dystansie całego sezonu wiele może się zmienić, Kto by przypuszczał rok temu, że Kowalczuk będzie w Petersburgu problemem i nie zagra w najważniejszych meczach sezonu? Właśnie, nie napisałem jeszcze, że Kowalczuk ostatecznie pozostał w drużynie, zdając sobie sprawę, że nigdzie w KHL podobnego kontraktu nie dostanie. Ciekawe co wyniknie z tego małżeństwa z rozsądku. Jestem pewny, że w pojedynczych spotkaniach wszelkie rozstrzygnięcia są możliwe, ale pytanie brzmi kto może wygrać z SKA ważną serię do czterech zwycięstw, już w fazie playoff? Ciekawą drużynę ma Łokomotiw Jarosław, ambicje ma odmieniony Jokerit, prowadzony przez byłego trenera petersburżan Jukkę Jalonena. Na zachodzie najpoważniejszym rywalem ciągle będzie jednak raczej CSKA, choć boleśnie odczuje brak Aleksandra Radułowa, który odszedł do NHL. Co by o nim nie mówić, kto oglądał KHL ten wie jak wartościowy, bezkompromisowy był to w tej lidze gracz. Pozyskani Kanadyjczycy Bud Holloway i Greg Scott mogą tej luki nie wypełnić, choć bramki moskwiczan nadal strzec będzie rewelacyjny Ilja Sorokin. Może więc któraś z czołowych ekip wschodu? Choć podkradnięcie Prochorkina Ufie i transferowe lato pokazuje, że rozchwiana pozycja rubla znacznie mocniej odbiła się na rywalach niż na samym SKA, które zdaje się mieć tak dobrze jak zwykle. Petersburg kontra reszta, tak zapowiada się ten sezon, zobaczymy co z tego wyniknie…

Transferowe lato 2016:

Przybyli: Jewgenij Iwannikow (Spartak), Nikołaj Prochorkin (Saławat), Siergiej Płotnikow (Arizona Coyotes), Aleksander Chochłaczew (Providence Bruins), Paweł Dacjuk (Arizona Coyotes), Wiktor Tichonow (Arizona Coyotes).

Odeszli: Ilja Jeżow (Łada), Aleksiej Ponikarowski (?), Andriej Kutiejkin (Avangard), Paweł Buczniewicz (New York Rangers), Dmitrij Kalinin (Spartak), Władimir Tkaczjow (Avangard), Jonas Enlund (CSKA), Aleksander Kadejkin (Łokomotiw).