Finlandia Laine

Wyczekując początku nowego sezonu, z uśmiechem na ustach przywołuję wspomnienia z ubiegłego, tak udanego dla mojej ulubionej hokejowej nacji i jestem spokojny, że to nie koniec wspaniałych zwycięstw i udanych turniejów…

Historyczny sezon

Długo myśleliśmy o Finlandii jako o ojczyźnie walecznych, dobrze realizujących taktykę napastników, średnich, dopełniających skład obrońców i wreszcie najwyższej próby fachowców od bronienia bramki. Na arenie międzynarodowej trzeba było na nich uważać, bo jak nikt inny potrafili korzystać z łatki ekipy niedocenianej, atakującej z drugiego szeregu. Zespołowość, odpowiedzialność z tyłu, regularność bramkarzy pozwalały regularnie wyrywać skromne, często jednobramkowe zwycięstwa. Na naszych oczach dokonuje się wyraźna zmiana, oto Finlandia zaczyna regularnie wypuszczać w świat hokejowe talenty najwyższej próby, stając się rosnącą siłą, z którą każdy musi się liczyć. Najbardziej wymowny jest ostatni draft do NHL – trzech młodych Finów wybranych w pierwszej piątce naboru, do tamtego dnia raptem pięciu innych było wybieranych w topowej piątce…w całej historii tej imprezy.

Reprezentacji „Suomi” kibicuję do wielu lat i czuję się z nią bardzo mocno związany. Widziałem spektakularne zwycięstwa i wstydliwe porażki zarówno pierwszej reprezentacji jak i ekip juniorskich, ale szczerze mówiąc, takiego sezonu jak ten miniony sobie nie przypominam. Wyniki – jeden mecz od historycznego trypletu złotych medali MŚ trzech różnych kategorii wiekowych, to jedno, ale styl w jakim wszystkie te trzy ekipy wygrywały, maszerując przez swoje imprezy mistrzowskie, to było coś wyjątkowego. Wszystko zaczęło się w okolicach nowego kalendarzowego roku, domowe mistrzostwa świata juniorów upłynęły pod znakiem dominacji fińskich nastolatków, którzy zawojowali je szturmem, pokazując wysokie umiejętności, pewność siebie i osobowość, które zachwyciły wszystkich obserwatorów, z tymi wybrednymi zza oceanu na czele. Nadal kręcę głową z niedowierzania, gdy przypominam sobie te wszystkie akcje tercetu Laine-Aho-Puljujarvi, ale symbolem prawdziwej dobrej zmiany w fińskim hokeju jest dla mnie złota bramka z finału autorstwa Kasperi Kapanena, zdobyta po solowej akcji, kiedy wydawało się, że nie ma żadnego zagrożenia pod rosyjską bramką. Najmłodszy przedstawiciel klanu Kapanenów z jednej strony miał łatwo, bo przecież praktycznie wychował się na lodowisku, z drugiej zawsze ciążyła na nim większa presja, spotęgowana jeszcze fatalnym występem na juniorskim czempionacie rok wcześniej. Wydawało się wtedy, że lubiący indywidualną grę Kasperi zupełnie nie pasuje do tej reprezentacji, kibice ciskali w niego gromy i pewnie nawet nie zmartwiliby się gdyby na mistrzostwa w Helsinkach się nie stawił. On przyjechał, przełamał się i został bohaterem, na swoich warunkach i w swoim stylu. Ta bramka, nawiasem mówiąc, przypomina mi tę złotą z dogrywki finału sprzed dwóch lat, wtedy na solową akcję w tercji obronnej Szwedów zdecydował się Rasmus Ristolainen.

Te nowe pokolenie fińskich graczy nie ma zamiaru czekać aż drzwi do sławy się otworzą, są gotowi sami je sobie wyważyć i to z hukiem. Zastanawiacie się pewnie skąd się wziął w Finlandii taki Kasperi Kapanen, taki Patrik Laine (na zdjęciu), czy Aleksi Saarela, który w tym minionym sezonie jako 18-latek do spółki ze swoim rówieśnikiem Sebastianem Aho był najlepszym fińskim strzelcem w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju. Posłuchajcie…

Postawili na młodzież

Począwszy od 2009 roku Finlandia zdobywała medale na mistrzostwach świata do lat 18 we wszystkich edycjach za wyjątkiem dwóch, sięgając po najcenniejsze trofeum na wiosnę tego roku. Przełożyło się to na dwa tytuły mistrza świata do lat 20 (2014 i 2016), tamte drużyny w dużym stopniu tworzyli gracze opromienieni sukcesami w młodszej kategorii wiekowej. W tym roku był finał wśród seniorów, wszystko składa się w logiczną całość. Fińskie sukcesy na niemal każdym reprezentacyjnym polu w ostatnim sezonie nie dziwią, gdy przyjrzy się bliżej tamtejszemu planowi rozwoju młodych graczy, który po kilku latach zaczął wydawać owoce. Wcześniej mieliśmy swego rodzaju „wieki ciemne”. Wyobraźcie sobie, że w latach 2007-2009 ani jeden Fin nie został wybrany w pierwszej rundzie draftu do NHL, a zdecydowana większość tych draftowanych, to wybory z końcowych rund. To właśnie na 2009 rok przypada pospolite ruszenie zwołane przez tamtejszy związek. Trenerzy, klubowi działacze, skauci, agenci przeprowadzili burzę mózgów, mającą za zadanie zrewidować pomysł na szkolenie młodych graczy w kraju tysiąca jezior. Jedną z wiodących postaci wśród zebranych był Erkka Westerlund, do niedawna trener Jokeritu Helsinki, dwukrotnie prowadzący z sukcesami reprezentację kraju. To on radził, by skupić się na rozwijaniu indywidualnych umiejętności danego gracza, którego wspierać w tym mieli jego trenerzy. Chodziło też o wskazanie właściwego sposobu treningu, odżywiana się, tego całego procesu profesjonalnego prowadzenia się, tak ważnego dla młodego sportowca, chcącego zostać podziwianym na całym świecie zawodowcem. Od tamtego momentu w reprezentacjach narodowych na wszystkich juniorskich szczeblach pojawili się pełnoetatowi trenerzy, którzy w przerwach między zgrupowaniami kadry jeździli po klubach, by z tamtejszymi opiekunami i ich podopiecznymi ustalać na czym warto się skoncentrować podczas treningu i w warunkach meczowych. To był pierwszy krok we właściwym kierunku, ale oczywiście do osiągnięcia ambitnego celu potrzebne były niemałe nakłady finansowe. Te pojawiły się wraz z organizacją MŚ elity w 2012 roku. Pamiętam, że fińscy kibice mieli sporo uwag do ich organizacji, ale faktem jest, że tamtejszy związek zarobił na nich ponad 8 mln euro na czysto i sumę tą niemal w całości zainwestował w rozwój tamtejszego hokeja. Pojawiły się stypendia dla czołowych klubów w kraju, dzięki którym zatrudniono trenerów, mających skupić się na szlifowaniu hokejowych umiejętności najmłodszych z grup wiekowych 10-14.

Na pełne owoce tych działań trzeba będzie jeszcze poczekać, ale pojawienie się takich hokeistów jak wspomniani prospekci ostatniej klasy draftowej do NHL to nie przypadek. Skupienie się na detalach w treningach najmłodszych to niejako skopiowanie tego, co od dawna dzieje się w fińskich klubach jeśli chodzi o bramkarzy. Kandydaci na tę kluczową pozycję od najmłodszych lat mają do czynienia z fachowcami (najczęściej byłymi bramkarzami), którzy nie robią nic innego jak szkolą kandydatów na swoich następców. Bardzo często ekwipunek bramkarski, który tani nie jest, w fińskich klubach jest udostępniany dzieciakom za darmo, co daje im szansę, by przynajmniej spróbować swoich sił na tej pozycji i złapać bakcyla.

Biedniej ale stabilnie

Ogromne znaczenie dla rozwoju młodych fińskich graczy w ostatnich latach ma sytuacja finansowa w tamtejszych klubach. Jest ona stabilna, ale wobec konkurencji ze strony bogatszych ekip szwedzkich, szwajcarskich i przede wszystkim tych z rosyjskiej KHL do Liigi trafia mniej dobrze opłacanych zagranicznych gwiazd, a wyróżniający się dojrzali rodzimi ligowcy też korzystają z szansy lepszego zarobku np w rosyjskim średniaku. Te wolne miejsce w zespołach zapewniają wychowankowie, często bardzo młodzi gracze, którzy w najwyższej klasie rozgrywkowej coraz częściej debiutują jako siedemnasto, osiemnastolatkowie. W Liidze nie ma już mającego większy budżet i znacznie większe ambicje Jokeritu, ale Liiga bez swojej najbardziej rozpoznawalnej organizacji wcale nie straciła na atrakcyjności. Jest szalenie interesująca, wyrównana i rozrasta się o kolejne kluby. W zeszłym sezonie jej piętnastym członkiem została ekipa KooKoo, w kolejnym miała się powiększyć o koleiny, szesnasty zespół, ale Jukurit ostatecznie wejdzie na miejsce mającego problemy finansowe Espoo Blues. Te nowe drużyny przechodzące na wyższy rozgrywkowy poziom będą potrzebować nowych hokeistów i może to być szansa dla młodszych graczy np. tych, którzy nie mieszczą się w mocniejszych kadrowo zespołach. Fińscy trenerzy nie boją się stawiać na młodzież, ale potrafią wyczuć odpowiedni moment, by przenieść zdolnego juniora z ekipy U-20 do pierwszego zespołu. Ważne jest, by taki zawodnik przede wszystkim grał, a nie tylko obserwował z boku swoich kolegów. I do tego grał w takiej roli do, której jest predestynowany, jeśli np. Patrik Laine zapowiadał się na rasowego snajpera, to od początku dostawał czas w liczebnej przewadze i kreatywnych partnerów, a nie kilkuminutowe ogony w czwartej formacji. Wyniki reaktywowanej Ligi Mistrzów, nawet jeśli nie wszyscy biorą jeszcze te rozgrywki poważnie, pokazują, że mimo mniej zasobnych budżetów fińskie kluby wypadają na tle ekip z innych krajów bardzo korzystnie, a przecież ich kadry w większości są złożone z rodzimych, często jeszcze mało doświadczonych graczy. Rosnąca skala talentu tamtejszych zawodników jest niezaprzeczalna. Codzienna gra na najwyższym poziomie w kraju jest wielką siłą reprezentacji U-20. W ostatnich latach Finowie wysyłali na juniorski czempionat pokaźną grupę graczy regularnie grających w Liidze, jeszcze kilka lat wcześniej były to tylko pojedyncze przypadki. Młodzi fińscy gracze są obecnie przygotowani do dorosłej, zawodowej gry znacznie wcześniej niż kiedyś. Niewątpliwie wpływa to na zmianę ich mentalności, oni doskonale wiedzą, że są równie dobrzy jak ich rówieśnicy z Rosji czy z Kanady i że mogą ich pokonać. Wystarczy przypomnieć sobie odważne deklaracje Laine i Puljujarviego w trakcie domowego czempionatu juniorów, czy choćby pamiętny łóżkowy wywiad tego pierwszego przy okazji loterii draftowej za oceanem. Luz, pewność siebie, nawet jeśli angielski nie jest jeszcze na poziomie studenta Oksfordu. Czyny przemawiają zresztą dosadniej niż jakiekolwiek słowa, a Laine na każdym poziomie strzelał tak luźno, jakby znowu był gdzieś przed własnym domem i wraz z ojcem celował do butelek po coca-coli. Trzeba też oddać to co należne tamtejszym trenerom, pojawiło się sporo nowych ciekawych nazwisk takich jak choćby Karri Kivi czy Lauri Marjamaki. Ludzi, którzy potrafią znaleźć wspólny język z młodymi zawodnikami. To banał, ale zwykłe powiedzenie – wyjdź na lód, graj swój hokej i baw się dobrze – tworzy atmosferę, w której taki gracz postrzega popełniony błąd jako okazję do nauki, a nie śmiertelny grzech. Rosnąca pewność siebie w połączeniu z przyjazną aurą pozwala pokazać młodym Finom, to co mają najlepszego w swoim coraz bogatszym hokejowym arsenale. Ta nowa generacja fińskich graczy została doskonale przygotowana do odnoszenia sukcesów na każdym poziomie. Solidny fundament został położony, a przecież sukces buduje kolejny sukces.

Jaka przyszłość czeka Fiński hokej?

Finowie podjęli śmiałą decyzję, inwestując w długoterminowy hokejowy projekt niemałe pieniądze i zaczynają już zbierać pierwsze, bardzo konkretne owoce. To pozwala sądzić, że teraz łatwo będzie im zainwestować kolejne, a i więcej klubów i osób będzie chciało być częścią owego projektu.Trenerzy rozwijający konkretne umiejętności u początkujących sprawiają, że nikt z jakąkolwiek smykałką do tej gry nie powinien pozostać niezauważony. Pierwsze efekty już są, jak daleko uda się zajść w dalszej przyszłości? Czy Finowie będą tylko stałym uczestnikiem wielkiej hokejowej piątki, czy przestaną być mniejszym i uboższym sąsiadem Szwedów i Rosjan? Jeszcze kilka takich roczników jak ten ostatni i kto wie. Dla mnie przyszłość jest jasna, przyszłość jest biało-niebieska i ma w godle złotego lwa.