Puchar Polski, GKS Tychy
źródło: PZHLT.tv, https://www.youtube.com/watch?v=U1HeVCUqOX8

Polska niewątpliwie posiada piękne hokejowe tradycje, lecz przez chichot historii, nieco zapomniane, trochę przykurzone. W wyniku zaniedbanej historiografii posiadamy tylko cząstkowe informacje o dziedzictwie polskiego hokeja. Między innymi niewiele wiemy na temat pierwszej edycji Pucharu Polski, który został rozegrany w sezonie 1968/69, ani nie wiemy z jakich powodów zrezygnowano z tej szczytnej idei po rozegraniu zaledwie dwóch edycji?

Puchar Polski – reaktywacja

Z okazji 75-urodzin związku hokejowego w 2000 roku, restaurowano Puchar Polski, który cieszył się mniejszym lub większym prestiżem wśród kibiców i ligowców. Jako 10-letnie dziecko, reaktywację PP odebrałem jako ciekawostkę niewiele mi mówiącą. Po zaangażowaniu zawodników i frekwencji na trybunach, śmiem twierdzić, że odebrano ją podobnie. Wystarczy prześledzić historię ligowych rozgrywek by móc dojść do banalnego wniosku, że jedyną konsekwentnością PZHL i ligowców jest brak konsekwentności, a kształt i regulamin ligi zmieniał się równie często jak obuwie u kobiety. Tak też odebranego reaktywację Pucharu Polski – jako zachciankę, która szybko się znudzi. Na szczęście, mimo trudności, ciągłych zmian regulaminu i wielu niedoskonałości, idea Pucharu Polski trwała, a prestiż i znaczenie imprezy rosły z roku na rok, czego apogeum był turniej rozegrany w krakowskiej Tauron Arenie w 2014 roku.

„Do NHL nam jeszcze daleko, ale już nie tak daleko”

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

21 listopada 2014 roku poinformowano, że finał turnieju o Puchar Polski zostanie rozegrany w nowoczesnej hali w Krakowie! Dla kibiców przyzwyczajonych do ligowej rzeczywistości był to szok jak dla kierowcy przesiadającego się z Fiata 126 do Mercedesa. Bilety sprzedawały się jak ciepłe bułeczki, hokej zagościł w mediach głównego nurtu, aż w końcu przyszedł dzień prawdy. Arena wypełniła się po brzegi, a kibice choć przez chwilę mogli się poczuć jak na meczach czołowych europejskich ekip. Komfortowe warunki, otoczka i zaangażowanie hokeistów uderzyły do głowy jak wypite procenty na dobrej zabawie. „Do NHL nam daleko, ale już nie tak daleko” powtarzał prezes Dawid Chwałka. To o czym wielu śniło przez lata, nagle się ziściło – hokej na lodzie w Polsce niewątpliwie miał swoje pięć minut. Wystarczy prześledzić poniższe cytaty:

– Takie mecze śnią się po nocach – przyznaje Roman Steblecki przed turniejem finałowym Pucharu Polski w Kraków Arenie. – sport.pl

– Prowadzona od kilku dni sprzedaż biletów na finałowy turniej hokejowego Pucharu Polski w Kraków Arenie zaskoczyła nawet największych optymistów. W rankingu Top10 sprzedaży biletów w dedykowanej platformie handlowej Puchar Polski plasuje się obecnie na drugim miejscu, wyżej między innymi od koncertu brytyjskiego piosenkarza Robbiego Williamsa. – PZHL.tv

– Czasami zamykam oczy i życzę sobie, by naszą dyscypliną media interesowały się nieustannie, bo to klucz do popularności, taki wytrych do sukcesu. Gdy otwieram oczy, odpowiadam sobie: powoli do celu. Bo to, że hokej wyjdzie z cienia to już tylko kwestia czasu. – Dawid Chwałka dla PZHL.tv w dniu 24 listopada 2014 roku.

Podobnych reakcji było wiele. W sposób dość przypadkowy, na który rzutowała wojna ukraińsko-rosyjska, ukazał się drzemiący potencjał hokeja w Polsce. Sukces przez duże „S” przed zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w kwietniu. Kraków miał się stać „Wembley” polskiego hokeja.

Nie ukrywam, że rozważam Kraków jako „dom” polskiego reprezentacyjnego hokeja. Tak jak piłkarska kadra wszystkie najważniejsze mecze od czasu Euro rozgrywa w Warszawie na Stadionie Narodowym, tak idealnym miejscem dla biało-czerwonych hokeistów może okazać się lodowisko na Czyżynach. Za takim pomysłem przemawia nie tylko najnowocześniejsza w Polsce hala, ale i lokalizacja wokół hokejowych ośrodków i lotniska. – Dawid Chwałka dla PZHL.tv 

Zmarnowany potencjał

Sielankowy obraz hokeja w Polsce zniknął równie szybko jak się pojawił. Rzeczywistość zdeptała marzenia, a raczej brutalnie sprowadziła rozmarzonych kibiców o zbliżającej się normalności na ziemię. Kraków nie stał się „Wembley” polskiego hokeja, a kolejna edycja finałowego turnieju Pucharu Polski została rozegrana w Nowym Targu, podobnie jak i MŚ, których nie rozegrano w Krakowie lecz w Katowicach. W którym miejscu to wszystko się zepsuło?

Być może użyłem niewłaściwego słowa. Bo jak mogło się coś zepsuć, gdy tak naprawdę nigdy nie funkcjonowało? Na dziś wydaje się bardziej prawdopodobne, że skala sukcesu przerosła PZHL i zamiast pójść za kolejnym ciosem, cofnęliśmy się o dwa kroki, bo tylko tak można odczytać zmianę nowoczesnego obiektu na przestarzałe i znacznie mniejsze lodowisko w Nowym Targu.

Czy to musiało tak się skończyć? Nie, ale do tego potrzebne były zdecydowane kroki, wyprzedzające czas w którym utkwił hokej w Polsce. Nie sposób będzie przejść do podsumowania ostatniej edycji Pucharu Polski bez zrozumienia klucza, którym posługiwano się od lat przy wyborze gospodarza turnieju. W tym też celu należy naświetlić skąd się wzięła idea turnieju?

Idea organizacji turnieju o Puchar Polski pojawiła się w 2005 roku i wtedy też po raz pierwszy ogłoszono konkurs na jego organizację. Najlepszą propozycję złożył wówczas Wojas Podhale Nowy Targ i to oni zorganizowali pierwszą edycję. Kolejne cztery edycje turnieju finałowego odbyły się u triumfatora rozgrywek edycji poprzedniej.

Zmiana zasad przyznawania zaszczytu organizacji turnieju finałowego nastąpiła w 2010 roku i od tego momentu, podobnie jak w przypadku edycji z 2005 roku, decyduje konkurs. Czy było to złe rozwiązanie? W żadnym wypadku. Rozwiązanie to niewątpliwie pozwoliło zwiększyć prestiż tych rozgrywek wśród ligowców, kibiców i mediów, a w przypadku przynajmniej jednego spotkania zawsze można było się spodziewać przyzwoitej frekwencji. Był to produkt dobrze skrojony na potrzeby ligowej rzeczywistości. Lokalni krezusi mogli zaspokoić swoje ego, a organizatorzy rozejść do domów w poczuciu dobrze wykonanej roboty.

Nie byłbym sobą, gdybym nie zwrócił uwagi na pewne niedociągnięcia. Przedłużanie „licytacji” oraz sposób wyłaniania finalistów od 2013 roku było wyraźnym pójściem na skróty przez PZHL, ale jak się domyślam za przyzwoleniem klubów, gdyż nie słyszałem żadnych głosów sprzeciwu. Doprowadziło to do sytuacji, że impreza mogła być kierowana jedynie do finałowej czwórki, a termin decyzji pozwalał skierować akcję marketingową tylko w stronę lokalnej społeczności. By móc to lepiej zrozumieć, przyjrzymy się poniższej tabelce.

Gospodarz Moment przyznania turnieju
Oświęcim 14.12.2010
Sanok 07.12.2011
Sanok 19.11.2012
Sanok 05.12.2013
Kraków 21.11.2014
Nowy Targ 10.12.2015
Nowy Targ 13.12.2016

 

Jak na dłoni widać, że w większości przypadków organizator turnieju był znany zaledwie dwa lub trzy tygodnie przed startem turnieju, a tylko w dwóch przypadkach organizatorzy turnieju byli znani na pięć tygodni przed wyznaczonym terminem finałów Pucharu Polski. Czy w tak krótkim czasie można zorganizować akcję marketingową produktu uchodzącego za jedna ze sztandarowych wizytówek polskiego hokeja?Oczywiście, naoczni świadkowie tych wydarzeń mogą mieć inne zdanie na ten temat. Jeśli mierzyć to standardami PHL to były to jak najbardziej udane imprezy.

Przyjrzyjmy się raz jeszcze powyższej tabelce – możemy zauważyć, że tylko podczas dwóch edycji zabrakło przedstawiciela gospodarza w finale (nie uwzględniam Krakowa), co przez długi czas, dawało fałszywe poczucie, że Puchar Polski zbudował swój prestiż. Niewątpliwie z perspektywy telewizji tak można było sądzić. Pełne i żywiołowo reagujące trybuny, to mogło się podobać. Aż nagle podczas ostatniej edycji przekonaliśmy się brutalnie, że nie prestiż, a plemienny instynkt nakazywał zapełniać trybuny. Gdy okazało się, że na lodzie zabraknie plemienia organizującego imprezę, znów mogliśmy ujrzeć ciemną i ponurą stronę hokeja w Polsce.

Czy to oznacza, że nie dorośliśmy do organizowania takich turniejów? Takie jest moje wrażenie. Dopóki udziału w finale nie będzie mieć gospodarz, dopóty takie sytuacje będą się powtarzać częściej. W momencie, w którym Podhale Nowy Targ odpadło z turnieju, skończył się Puchar Polski. Na całkiem niezłym finale pojawiła się garstka ludzi, co nie przeszkodziło organizatorom przyznać, że Nowy Targ zdał egzamin. Nie sposób wyobrazić sobie podobną sytuacji na przykład podczas Spengler Cup, gdzie bez znaczenia jest to kto występuje, trybuny wypełniają się do ostatniego miejsca. Być może zarzucicie mi, że porównuje dwa kalosze zupełnie różnych rozmiarów. Owszem, lecz chcę tylko wskazać to o czym już wielokrotnie pisałem. Nie ma zbyt wiele symboli, które nas łączą. Nie traktujemy Pucharu Polski jak hokejowej uczty. Różnią nas barwy, sympatie, różni nas niemal wszystko, a pozostaje wciąż ten sam niezmieniony egoizm. To tylko koronny dowód na to, że w hokejowych gettach nie wzniesiemy wspólnych symboli.

Turyści w Tatrach

W 2015 roku zdecydowano rozegrać się turniej w Nowym Targu, gdyż rzekomo priorytetem było zorganizowanie Mistrzostw Świata w Katowicach, ale już w 2016 roku …

– Jestem spokojny, że w grudniu 2016 roku uda się przeprowadzić turniej Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Stosowne dokumenty być może uda się podpisać jeszcze przed wakacjami – zapewniał Chwałka.

Plany były piękne, ale wyszło jak zawsze, to znaczy zdecydowano się raz jeszcze zorganizować turniej w Nowym Targu. PZHL, próbował bronić tej decyzji względami marketingowymi. W końcu, w Tatrach pojawia się wielu turystów i bez dwóch zdań po całodniowym pobycie na stoku wpadną do „przyjaznej i ciepłej” nowotarskiej hali obejrzeć Puchar Polski. Jak już wyżej wspominałem, pięć tygodni to niewiele by móc zorganizować topową imprezę, a co dopiero w dwa tygodnie? W wyniku tak powolnego działania została pozbawiona medialnego wsparcia.

Tak prezentował się plakat (wyciąłem część, gdyż uważam ją za zbyteczną w tym wątku) zachęcający do przyjścia na Puchar Polski. Co się rzuca w oczy? Patronami imprezy zostali … organizator turnieju, miasto Nowy Targ, obchodzący 670-lecie (!), PZHL (!) oraz PHL (!). Ponadto rozgrywki międzyklubowe symbolizuje Krzysztof Zapała w stroju Reprezentacji Polski. Takie są efekty działania na ostatnią chwilę, ale czy PZHL zrobił coś jeszcze by przyciągnąć turystów na nowotarską halę?

Przy pomocy Brand24.pl (narzędzia monitorującego internet i social media w Polsce i nie tylko) starałem się znaleźć informacje na temat Pucharu Polski. Poszukiwałem informacji od dnia 13.12 do 30.12, czyli od momentu, gdy przyznano organizacje turniej Nowemu Targowi, aż do momentu finału.

Strona Zasięg Artykuły o PP
Onet.pl 51 milionów 4
Wp.pl 45 milionów 3
Interia.pl 16 milionów 4
Sport.pl 5 milionów 2
Przegladsportowy.pl 24 milionów 2
Rmf24.pl 4 miliony 1
Dziennikzachodni.pl 1 milion 1
Gazetakrakowska.pl 1 milion 1
Dziennikpolski24.pl 711 tysięcy 2

Oczywiście są to tylko suche statystyki, które nie oddają pełnego obrazu. Większość artykułów które znalazłem głównie informowała tylko o wynikach PP. Natomiast informacje o przedsprzedaży biletów znalazły się na sportowefakty.wp.pl, interia.pl oraz dziennikpolski24.pl. W tym miejscu należy sobie zadać pytanie, ile (jeśli w ogóle!) tych artykułów było widocznych na stronie głównej, gdzie potencjalny turysta mógł się dowiedzieć o turnieju?

To tylko jedna z metod dotarcia do potencjalnych kibiców, pozostają jeszcze media społecznościowe, ale i tu konta profilowe PZHL, klubów hokejowych czy mediów piszących o hokeju, z całym szacunkiem, są niszowe i nie mają takiej pozycji ani mocy by móc przedostać się do szerszej opinii. Oczywiście nie jest to argument, że marketing w mediach społecznościowych należało odpuścić – ale to wymaga więcej czasu i poświęcenia, by móc zorganizować skoordynowaną akcję marketingową. Turyści, którzy przyjechali wypoczywać pod Tatry, mogli nawet nie przypuszczać, że taka impreza ma w ogóle miejsce.

W Polsce nadal najpopularniejszym transportem pozostaje samochód osobowy, a korki na „Zakopiance” są równie długie i częste jak te na londyńskiej obwodnicy M25. Czy ktokolwiek z organizatorów pomyślał o reklamie w rozgłośniach radiowych jak RMF FM, Trójka lub Zet, które należą do najpopularniejszych w Małopolsce? Jeśli kilometr „zakopianki” pokonuje się w trzy godziny, gdzie często w samochodzie jedyną alternatywą dla rozładowania nerwów pozostaje radio, to taka reklama mogłaby dotrzeć do turystów. Czy taka akcja nastąpiła? Nie wiem. Podobnie jak trudno było znaleźć informację na stronie głównego sponsora Podhala Nowy Targ, firmy „Tatryski”, która w końcu bazuje na turystach.

Last but not least. Czy ktoś przy wyborze oferty zastanowił się, jak nowotarski obiekt może zostać odebrany przez turystów? Zaznaczę wyraźnie, że nie prowadzę tu żadnej krucjaty przeciwko Podhalu ani zarządowi tego klubu, lecz mówię jedynie o faktach. Osobom zaangażowanym, czyli kibicom, nie trzeba wiele do szczęścia. Dla nich liczy się to, że gra ich drużyna i to, że mogą ich dopingować. Jednak to czego chce kibic, a to czego oczekuje potencjalny turysta, to dwie różne rzeczy. Turysta będzie chciał obejrzeć mecz w ciepłej i przyjaznej hali, gdzie będą dostępne stoiska z jedzeniem i napojami, a toalety będą spełniać pewne normy. To trochę jak zaprosić znajomych na kolację w zimny styczniowy wieczór i zapomnieć o ogrzewaniu. Mimo że się starasz a na stole nie brakuje smacznych przekąsek, to choćbyś bardzo chciał i tak nie pozostawisz najlepszego wrażenia. Zwłaszcza gdy weźmiesz pod uwagę, że ostatni generalny remont twojego domu miał miejsce w 2001 roku.

Już we wrześniu pisząc tekst „McIntyre System pomysłem na Puchar Polski?” , wyraziłem swoją opinię, że obecny system wyłaniania finalistów, tak naprawdę zabija ideę Pucharu Polski. Osobiście, jako sympatyk np. Orlika Opole, nie wiem czy chciałbym przyjechać na imprezę, z którą nie mam emocjonalnych więzi. Czy miałbym taką, gdyby i tak moja drużyna odpadła na wcześniejszym etapie rozgrywek? Pewnie większą niż teraz, bo wiedziałbym, że był mecz który decydował o awansie lub nie.

Ideą Pucharu jest to, że powinni mieć szansę stanąć do niego wszyscy, to że słabsi mogą sprawić psikusa tym dużym. Do rywalizacji o Puchar Polski w sezonie 1968/69 stanęło 120 drużyn, zawodowych, półamatorskich i amatorskich. W wyniku reformy PZHL tak naprawdę mamy namiastkę tego co czeka nas w lutym, takie „mini play-off”.

Przyznam że z łatwością punktuje się PZHL, lecz nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Dlaczego? Bo to tylko pokazuje w jak beznadziejnym miejscu znajduje się hokej w Polsce.

 

  • gucio

    Chyba nigdy w życiu ani ja ani moja córka i żona nie zmarzliśmy tak jak na Nowotarskim lodowisku.W czasie meczu finałowego na trybunach temperatura powietrza wynosiła minus 6 stopni Celsiusza, na zewnątrz po zakończeniu finałowego meczu było -12. Poza tym jak można na takich imprezach sprzedawać piwo i żądać zapłaty za toaletę (zresztą niezbyt czystą). Ogólnie moja ocena organizacji tego finału jest bardzo niska a PZHL powinien się wstydzić ze na takim obiekcie organizuje imprezę która powinna przynosić dochód i popularyzować tak niszową i niedowartościowaną dyscyplinę jaką jest hokej.