Detroit Red Wings
Dylan Larkin w barwach Detroit Red Wings; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=8iKqNDrXJuM

Parafrazując słowa Benjamina Franklina, jednego z Ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, można by stwierdzić, że w lidze NHL jest tylko jedna pewna rzecz – awans do fazy playoff zespołu Detroit Red Wings. Niestety, stwierdzenie to będzie można już wkrótce włożyć między bajki jako, że fantastyczna seria awansów do tzw. ‘postseason’ zespołu ze stanu Michigan, trwająca nieprzerwanie od sezonu 1990/91, na naszych oczach właśnie dobiega końca.

Świetny skauting Detroit

Takimi słowami można najkrócej opisać receptę na sukces zespołu Detroit Red Wings na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza. Z uwagi na osiągane rezultaty, Czerwone Skrzydła miały zawsze pod górkę jeśli chodzi o draft. Niemal zawsze w tym okresie czasu dysponowali wyłącznie dalekimi numerami w pierwszych rundach, a trzeba też pamiętać o wielu wyborach oddanych w różnego rodzaju wymianach zawodników. Jak zatem Red Wings poradzili sobie z tymi niekorzystnymi okolicznościami w jakich się znajdowali? Odpowiedź jest prosta: Hakan Andersson. Były szwedzki hokeista, a obecnie szef skauting na Europę w klubie, wykazał się na przestrzeni lat niesamowitym wyczuciem przy wyborze nowych zawodników mających zasilić drużynę. W czasie jego pracy dla zespołu z Michigan, klub ten czterokrotnie zdobył Puchar Stanley’a (1997,1998, 2002, 2008), a pośród rekomendowanych przez Szweda zawodników możemy znaleźć, między innymi, następujące nazwiska: Datsyuk, Zetterberg, Holmstrom, Franzen, Kronwall, Ericsson, Nyquist, Filppula, Hudler, Tatar. Warto wspomnieć, że większość z wymienionych graczy została wybrana z dosyć dalekimi lub bardzo dalekimi numerami w drafcie. Prawdziwy majstersztyk.

Mądre zarządzanie

Oprócz niezwykle prężnie działającego skautingu w Europie, ekipa Czerwonych Skrzydeł potrafiła w sposób rozsądny i przemyślany kompletować swój skład. Duża w tym zasługa, rzecz jasna, generalnego menedżera drużyny Kena Hollanda. Potrafił on znaleźć odpowiednie wsparcie dla zawodników tworzących kręgosłup Red Wings, dzięki czemu zespół ten co roku był w stanie konkurować z rywalami. Detroit jest tym miejscem na hokejowej mapie USA, gdzie niezwykle szanuje się zawodników za ich lojalność i oddanie. To podejście sprawiało, że w składzie drużyny nie dochodziło do rewolucji, a osiągane wyniki tylko umacniały klub w swoich przekonaniach. Upływającego czasu nie da się jednak oszukać – swoje piękne kariery w Detroit zakończyli kolejno Nicklas Listrom i Pavel Datsyuk, a pozostali zawodnicy ze ‘starej gwardii’ zaczęli powoli zwalniać. Jedynie obecny kapitan, Henrik Zetterberg, dalej utrzymuje dosyć wysoki poziom sportowy. Brakuje mu jednak odpowiedniego wsparcia. Od jakiegoś czasu Czerwone Skrzydła nie wyłowiły żadnej hokejowej perełki w dalszej rundzie draftu, a i zawodnicy wybierani w pierwszych rundach draftu nie odcisnęli w ostatnich latach swojego piętna na grze zespołu w takim stopniu, jak wcześniejsza generacja zawodników.

Wróżenie z fusów

Z pewnością kończy się pewna epoka, ale, miejmy nadzieję, nie skończy się dobry hokej w Detroit. Trzy poprzednie sezony, grane przez Red Wings już w Konferencji Wschodniej, lekko zamazały prawdziwe oblicze drużyny, jedynie odkładając w czasie to, co już dziś wydaje się nieuchronne. Od sezonu 2017/2018 powinno nastąpić wietrzenie szatni w stanie Michigan oraz prawdziwa przebudowa drużyny. Może Hakan Andersson do spółki z Ken’em Hollandem jeszcze raz zaprezentują swoje czarodziejskie niemal sztuczki i postawią Czerwone Skrzydła z powrotem na nogi? Tego właśnie wyżej wymienionym Panom, jak również organizacji z Detroit życzę. Przydomek ‘Hockeytown’ nie wziął się przecież z sufitu – ta organizacja i to miasto po prostu nie zasługują na tułanie się po dnie ligowej tabeli. Czy Red Wings czekają teraz ‘wieki ciemne’? Mam szczerą nadzieję, że kondycja w jakiej znajduje się samo miasto Detroit nie wpłynie znacząco na kondycję klubu. Widmo sportowego bankructwa wisi bowiem nad organizacją ze stanu Michigan.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMoney money money…
Następny artykułReaktywacja STS Sanok. Czy zwycięży droga na skróty?
Wojciech Muszyński
Pierwszy kontakt z tym pięknym sportem to rok 2000 i znana seria gier NHL od EA Sports. Od roku 2008 z pasją śledzę światowy hokej. Fan New York Rangers oraz hokeja reprezentacyjnego (szczególnie trzymam kciuki za Polskę i Słowację), fascynuje mnie również historia ligi NHL.