STS Sanok
fot. Tomasz Sowa

Coraz częstsze doniesienia medialne wskazują, że sanocki hokej stoi u progu kluczowej decyzji dla swojej przyszłości. Najpóźniej 22 kwietnia okaże się, która koncepcja budowy drużyny zwycięży. Czy będzie to mozolna droga budowy solidnych fundamentów STS-u czy też klub kolejny raz zdecyduje się na skok na głęboką wodę?

Po raz ostatni zespół seniorów wyjechał na taflę lodową więcej niż 365 dni temu. Nieudana kampania sezonu 2015/16 winna zmusić wszystkie osoby związane ze środowiskiem sanockiego hokeja do pewnej refleksji. Gdzie popełniliśmy błędy i co powinniśmy zrobić, aby skorygować kierunek w którym zmierzał okręt o nazwie STS Sanok? Tylko zdecydowane i śmiałe ruchy mogły uchronić od najczarniejszego scenariusza. Tak się jednak nie stało, a w starciu z górą lodową okręt, który jeszcze niedawno wydawał się solidny jak Titanic, zatonął równie niespodziewanie, ku rozczarowaniu wielu sanoczan oraz kibiców hokeja w Polsce ogólnie.

Zaczynamy od nowa

W obliczu tych wydarzeń logika nakazuje wyciągnięcie wniosków i takie też można było odnieść wrażenie, gdy z końcem poprzedniego roku do życia został powołany nowy zarząd. W swoim pierwszym wywiadzie dla esanok.pl, prezes Jerzy Burtan powiedział:

„…To że jesteśmy tutaj jest wynikiem innego historycznego momentu, gdy wycofano drużynę seniorów z rozgrywek i moim zdaniem podjęto odważną i mądrą decyzję, gdyż ktoś policzył, że nie da się prowadzić drużyny w taki sposób, a skoro nie da się w taki sposób, to trzeba inaczej…”

W międzyczasie stworzono kapitalną ideę „Klubu 1958” mającą na celu budowę platformy między klubem a lokalnymi biznesami. Nie ukrywam, że ten pomysł wpisuje się w moje wyobrażenie o działalności klubu, który ma łączyć lokalną społeczność, firmy i instytucje. Klub, który jest dobrem wszystkich i przede wszystkim działa na zdrowych i normalnych zasadach.

Wyobrażenie a rzeczywistość, jak to już bywa, to dwie niezależne od siebie rzeczy. Po wypowiedziach członków zarządu oraz doradcy zarządu wyraźnie widać, że w klubie ścierają się różne koncepcje budowy drużyny. W normalnych okolicznościach należałoby wypracować porozumienie, które zagwarantuje długotrwałą i stabilną przyszłość sanockiemu hokejowi, lecz w wyniku (moim zdaniem) kilku zewnętrznych czynników i osobistych ambicji jesteśmy świadkami gry, w której może ucierpieć klub.

W wywiadzie dla Tygodnika Sanockiego, Jerzy Burtan powiedział:

Ja jednak uważam, że należy mierzyć w poziom właściwy dla klubu z naszymi tradycjami, czyli ekstraligę. A na to potrzeba przynajmniej 2 milionów zł.

W podobnym tonie w jednym z pierwszych wywiadów dla esanok.pl wypowiadał się Hubert Paszkiewicz

„…naszym marzeniem, planem jest gra w ekstraklasie od przyszłego sezonu.”

Wszystkie buńczuczne zapowiedzi o tym, gdzie jest nasze miejsce traktuję jak niepotrzebną bufonadę. Jeśli chcemy uchodzić za szanujący się klub z tradycjami, to powinniśmy przyjąć z pokorą to gdzie jest nasze miejsce, a jest ono obecnie w I lidze. Nie koncentrując już się tylko na kwestiach moralnych, posłużmy się podstawowym rachunkiem ekonomicznym.

Rozmowy z zawodnikami?

–  Z częścią zawodników jesteśmy już po pierwszych rozmowach. Niemal wszyscy wykazali wstępne zainteresowanie tematem. Warto podkreślić, że Robert Kostecki powiedział wprost, że wróci nawet, gdybyśmy mieli grać w pierwszej lidze. Ale nadal nie ma konkretów co do kształtu rozgrywek w następnym sezonie. A paradoksalnie łatwiej ściągać hokeistów do drużyn ekstraligowych niż I-ligowej. Bo wiadomo, że zawodnicy o pewnej renomie gotowi są występować tylko na najwyższym poziomie rozgrywkowym – mówi prezes STSu Sanok.

To już kolejny falstart nowego zarządu. Wiem, że respektowanie kontraktów w PHL to rzecz dość abstrakcyjna, aczkolwiek czy ktoś pomyślał w jakim świetle stawia to byłych zawodników STS-u, którzy mają ważne umowy w innych klubach? Takie zapowiedzi nie padły po zakończeniu sezonu, lecz na etapie, gdy zawodnicy przygotowywali się do najważniejszej części sezonu. Chyba że taki manewr miał obniżyć wiarygodność sanoczan w oczach swoich pracodawców. Jeśli tak ma wyglądać nowa jakość sanockiego hokeja to biada nam wszystkim.

Oczywiście, sami zawodnicy w artykule „rozmowy kontrolowane” , który pojawił się na hokej.net zdementowali jakiekolwiek informacje na temat negocjacji. Sprostowanie wiceprezesa klubu, Huberta Paszkiewicza jest co najmniej niepoważne, gdyż bez większego wysiłku znajdę dwie lub trzy wypowiedzi, gdzie padły słowa, że takie rozmowy są/były prowadzone.

Mierzyć siły na zamiary

Zarząd miota się między tym co by chciał, a tym co jest w realnym zasięgu klubu. Być może moje wymagania (mierząc to standardami PHL) są zbyt wygórowane, ale jak do tej pory klub nie przedstawił wizji rozwoju i kierunku, w którym ma zmierzać reaktywowany STS. W chwili obecnej działania zarządu przypominają próby zatamowania przecieku, aby okręt tylko zacumował w porcie „Ekstraliga”.  Wystartować. Nie ważne jakim kosztem, nie ważne czy to ma ręce i nogi, liczy się tylko start.

Zastanawiam się czy w tym wyścigu zbrojeń ktoś się zastanowił co będzie, jeśli większość lub część wychowanków nie wyrazi zainteresowania powrotem do macierzy? Czy wtedy wszystkie plany o budowaniu drużyny w oparciu o sanoczan diabli wezmą? Czy jednak klub powołując się na ekwiwalent za wyszkolenie zdecyduje się postawić zaporowe warunki, które uniemożliwią grę części wychowanków w innych klubach?

Idźmy dalej, czy ktoś się zastanowił ilu tak naprawdę wychowanków jest w czynnej grze?

Bramkarze: B.Hućko (UKH Dębica). Obrońcy: T.Skokan (Kalkaska Rhinos), Kamenev (Zvolen U20), Bednarz (SMS), Rąpała (GKS K.), Olearczyk (GKS K.) Demkowicz (UKH Dębica). Napastnicy: Strzyżowski (GKS K.), Sawicki (GKS K.), Bielec (GKS K.), Ćwikła (Toruń), Naparło (Toruń), Kostecki (Opole).

Słownie, jeden bramkarz, sześciu obrońców i sześciu napastników. I jak już wspominałem, nie ma pewności czy którykolwiek z tych zawodników wyrazi chęć powrotu do klubu w którym rozpoczynali swoją przygodę z hokejem. Co najważniejsze, suche liczby pokazują że nie mamy wystarczającej liczby zawodników aby projekt „Ekstraliga” kontynuować pod szyldem „stawiamy na swoich”. W ten sposób zarząd staje się zakładnikiem własnych słów, gdyż jak na dłoni widać, że nie zbudujemy drużyny w oparciu o wychowanków. Bądźmy szczerzy, nie jesteśmy w stanie oprzeć zespołu na samych wychowankach nawet w I lidze.

Dlatego oczekuję od zarządu podwójnego wysiłku, aby STS stał się atrakcyjną przystanią nie tylko dla swoich, ale również i innych zawodników z Polski, że jest to miejsce, gdzie będą się mogli rozwijać i nie martwić się czy 10-tego wynagrodzenie wpłynie na konto. Tymczasem obecne działania nie zwiastują przełomu, lecz wkomponowują się w szarą rzeczywistość PHL.

Jeszcze raz muszę wrócić do zdania, które napisałem wyżej –  nie stańmy się zakładnikiem własnych słów. Zarząd chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że taki przekaz może się okazać niebezpieczny dla długofalowej wizji rozwoju klubu. W Sanoku wychowankowie często byli piątym kołem u wozu, ale moim zdaniem nie ma nic gorszego niż obiecanie komuś czegoś za darmo. Byłoby dla mnie ogromnym rozczarowaniem oglądać drużynę, w której ktoś gra wyłącznie dlatego, że jest z Grodu Grzegorza. Nie przechodźmy ze skrajności w skrajność.

Tym bardziej niezrozumiałe jest dla mnie parcie na Ekstraligę w przededniu planowanej reformy polegającej na zmniejszeniu rozmiarów Ekstraligi do ośmiu zespołów. Obecny sezon pokazał (pomijam już poziom samych rozgrywek), że liga była dość wyrównana, a wszystkie zespoły w lidze niewątpliwie dysponują lepszą kadrą niż ta wymieniona wyżej.

Hokej jako element polityki

Czy naprawdę warto ponosić ogromne koszty dla krótkotrwałej przygody? Niestety wydaje mi się, że klub jest szargany osobistymi ambicjami jednostek, które koniecznie chcą zostać zapamiętane jako te, które przywrócił miastu hokej.

Nie jestem pewien czy do końca zarząd zdaje sobie sprawę, że fala entuzjazmu może szybko minąć, a droga, która wydawała się usłana różami do glorii i chwały może stać się polem minowym na które posyłają burmistrz Tadeusz Pióro i prezes PZHL, Dawid Chwałka.

Małe miasta, a takim jest Sanok, mają swoją pewną specyfikę. Na przebieg reaktywacji ogromny wpływ mają różne lokalne koterie i każda z nich ma do ugrania swój interes kosztem klubu. Nie jest tajemnicą, że różne grupy w Sanoku przygotowują się do wyborów samorządowych w 2018 roku. Dla obecnego burmistrza, odrestaurowana drużyna seniorów przy sporym udziale miasta byłaby potężnym orężem w walce o urząd miasta, dlatego im bardziej spektakularny powrót, tym lepiej. I liga i powolna odbudowa nie wpisałaby się w narrację („lud” tego nie kupi). Z drugiej strony, jeśli reaktywacja nie będzie przebiegać zgodnie z planem, argument ten zostanie wykorzystany przez obóz związany z Wojciechem Blecharczykiem, który jest utożsamiany z największymi sukcesami w historii sanockiego hokeja.

PZHL chce pomagać. Na pewno?

W odbudowę klubu zaangażował się również prezes PZHL Dawid Chwałka, który 24 marca br. spotkał się z władzami miasta i przedstawicielami klubu. Jednakże mam wątpliwości co do prawdziwych intencji sternika PZHL. Zacznijmy od samej formuły spotkania, które rozpoczęło się od konferencji prasowej. Przywykłem sądzić, że najpierw są prowadzone zakulisowe rozmowy, a dopiero później idzie w świat medialny przekaz tego co zostało ustalone.

Dlaczego zdecydowano się na taką kolejność? Czy nie po to, aby wywrzeć dodatkową presję na klubie? Prezes przekazał jasny sygnał, że czasu zostało mało, ale jeśli klub zdąży zebrać potrzebne fundusze na start w Ekstraklasie, to komisja licencyjna zawsze rozpatrzy wniosek sanoczan. Na tej samej konferencji, Dawid Chwałka wypowiedział dość niebezpieczne słowa, a przynajmniej w moim odczuciu podważające sens istnienia licencji. Tadeusz Pióro przyznał, że roczny koszt wynajęcia lodowiska pierwszej drużynie to 500 000 zł. Na te słowa zareagował prezes PZHL, twierdząc że te koszty zostaną zaliczone do budżetu klubu! Czyli zamiast wymaganych dwóch milionów, klub musi pozyskać 1,5mln zł, aby móc wystartować w Ekstralidze w sezonie 2017/18. Co stoi teraz na przeszkodzie, aby podpisać fikcyjną umowę o wynajem lodowiska za cenę miliona złotych czy więcej?

W przededniu planowanej reformy, zastanawiam się jaki cel miała ta wypowiedź. Jeśli prezes PZHL jest zatroskany losem swojej trzódki jego celem powinna być budowa solidnych fundamentów sanockiego klubu oraz I ligi, a nie stawianie kolejnego domku z kart  który z łatwością zostanie zdmuchnięty przez silniejszy podmuch wiatru. Nakręcanie nastrojów na tu i teraz nie służy niczemu dobremu, a już na pewno nie pomoże w odbudowie hokeja na lodzie w Polsce.

Hokej w Sanoku może się odrodzić, ale pod warunkiem, że uda mu się wytworzyć zdywersyfikowane źródła przychodów a także nie ulegnie zbędnej mitologizacji przeszłości. Na chwilę obecną z przykrością muszę stwierdzić, że zarząd wziął się za robotę, ale jak chłopcy w krótkich spodenkach.