Jacek Płachta, HC GKS Katowice
fot. Sebastian Frej

Mam w zwyczaju powtarzać, że nie warto tracić czasu i energii na rzeczy, których zmienić nie można. Do jednej z tych rzeczy pretenduje PHL, gdyż każde napisane na jej temat słowo i tak uleci w próżnię, a klubowi decydenci są zawsze gotowi do podjęcia kolejnych nieracjonalnych decyzji. Mimo wszystko, niczym Don Kichot, wyruszam na batalię z wiatrakami.

Myślą przewodnią dzisiejszego wywodu będzie polityka kadrowa owładniętego tytułowym „sanockim wirusem” GKS Katowice. Osoby odpowiedzialne za reaktywację „GieKSy”, zapewne nie tak wyobrażały sobie powrót na salony. Miało być bez fajerwerków ale za to solidnie gdyż budowa drużyny, nawet jak na warunki PHL, została rozpoczęta bardzo późno (o ile nie za późno).

Na co stać ten zespół?

PP: Chcemy być na koniec sezonu w górnej części tabeli. Dotychczasowe przygotowania i nastawienie zawodników pozwala nam sądzić, że drużyna nie zawiedzie oczekiwań kibiców.

– za pośrednictwem sport.pl [08.09.16]

Niestety obecny bilans katowickiego klubu to 8 punktów po 12 spotkaniach i ujemny bilans bramkowy -19. To nieznacznie lepiej od gdańskiego Stoczniowca i Nesty Toruń, które przygotowywały się do sezonu bez żadnych fanfar. Strata GKS Katowice do 7 miejsca to 11 punktów, a do 6 miejsca już 12 punktów. Biorąc pod uwagę, że do podziału na grupę mocniejszą i słabszą zostało do rozegrania jedynie 9 spotkań, tylko jakaś katastrofa zespołów znajdujących się nad GKS-em i niespodziewana forma tych drugich mogłaby pozwolić na zburzenie obecnego układu w tabeli.

W tym miejscu należy zastanowić się co zawiodło? Trener GKS Katowice, Jacek Płachta, już zdaje się wiedzieć. Zawiedli obcokrajowcy! I faktycznie z drużyną już się pożegnali Lukacević, Braid, Malinouski, Jakovlevs i Toulmin.

A jak Pan scharakteryzuje waszych obcokrajowców?

KP: To mają być nasze konie pociągowe. Zwrócę uwagę na dwa nazwiska. Ned Lukacević, i Grant Toulmin. Potrzebowaliśmy snajperów. Zawodników, którzy co mecz wrzucą do siatki dwa, trzy krążki. Wydaje nam się, że właśnie takich zawodników znaleźliśmy.

– za pośrednictwem sport.pl [08.09.16]

Pierwszy z nich właśnie rozstał się z GKS-em będąc najlepszym zawodnikiem drużyny, zdobywając 10 punktów w 11 spotkaniach. Drugi z nich został „odstrzelony” już po trzech spotkaniach.

Różnicę między nami a większością pozostałych ligowców stanowią obcokrajowcy. Oni są wszędzie kołem zamachowym, tylko nie u nas. Wymagam od nich zdecydowanie więcej, ale do tej pory nie odgrywali kluczowych ról. – Jacek Płachta dla „Sportu”

Mimo najlepszych chęci nie każdy transfer będzie udany, pomyłki trafiają się nawet w najlepszych klubach. Niestety z wizerunku, który starał się wykreować prezes Przemysław Plisz: stabilnego, wypłacalnego i dobrze zorganizowanego klubu, według mnie niewiele zostało.

Z drużyną GKS-u trenuje Władisław Troszyn, który tyle co rozstał się z Polonią Bytom, gdyż nie spełniał pokładanych nadziei. W tym miejscu trudno mi nadążyć za logiką katowickiego klubu. Jacek Płachta denerwuje się, że zawodzili go obcokrajowcy, a więc bolączką na problemy jego drużyny ma być były zawodnik ligowego rywala, który również zawiódł pokładane w nim nadzieje? Chyba nie tędy droga.

Niestety, to co nazywam sanockim wirusem obserwuję zarówno w Katowicach jak i w Opolu. Opisując genezę upadku sanockiego klubu zwróciłem uwagę na zwycięską kampanię sezonu 2013/14. Drużyna, podobnie jak GKS Katowice, była budowana na ostatnią chwilę. Klub z Sanoka startował do rozgrywek z zupełnie innymi celami, a kończył go ze złotymi medalami na szyjach. Nie obyło się to bez zmian kadrowych w trakcie sezonu. Dokładnie było ich 15. Skoro udało się raz to uda się kolejny – pomyśleli działacze PBS Ciarko Bank KH Sanok. W sezonie 2014/15 nastąpiło 11 zmian, a w poprzednim sezonie aż 17. W obydwu przypadkach drużyna rozczarowała i w wyniku zadłużenia oraz innych wypadków, zespół seniorów już nie istnieje. Pokusa pójścia na skróty wydaje się zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż powolne budowanie solidnych fundamentów pod drużynę. Życzyłbym sobie, aby działacze GKS-u i Orlika mieli na uwadze przykład sanockiego hokeja.

Doskonale zdaje sobie sprawę z położenia polskiego hokeja, gdzie trudno o podstawowe rzeczy, a co dopiero marzyć o profesjonalnym scoutingu. Każdy sprowadzony obcokrajowiec to tak naprawdę przysłowiowy „zakup kota w worku”. Należy się więc zastanowić, czy kluby oraz PZHL nie powinny wypracować porozumienia, które pozwoliłoby zatrudniać zawodników na okres próbny (np. trzech spotkań) bez konieczności ponoszenia kosztownej procedury zgłoszenia zawodnika do rozgrywek? Z drugiej strony takiego zawodnika oczywiście należałoby ubezpieczyć na w/w „okres próbny”, gdyż zawsze istnieje prawdopodobieństwo odniesienia kontuzji. Uważam takie rozwiązanie za sprawiedliwy system i korzystny dla obydwu stron. Klub nie poniósłby dodatkowych kosztów związanych z rejestracją, a i sam zawodnik miałby okazję się przekonać czy zastałe warunki w klubie i lidze polskiej odpowiadają jego ambicji.

Nie znaczy to, że ryzyko pomyłki już się nie pojawi, ale z pewnością zostanie one ograniczone. Z korzyścią dla klubowych finansów.

  • Gryfny

    Sporo racji, szkoda tylko, że w cytowanych wypowiedziach pojawia się tylko jedno nazwisko – trenera Jacka Płachty. Pojęcie hokejowych realiów pana PP jest delikatnie mówiąc bardzo słabe, co udowodnił swoimi, nawet bardzo rzadkimi wypowiedziami ale nie może być inaczej skoro bliżej mu na stadion przy ul. Okrzei w Gliwicach… Większą, moim zdaniem winę za zaistniałą sytuację ponosi „dyrektor sportowy”, hokejowy, zdawałoby się fachowiec, cytowany w felietonie KP, który to sprawuje „misję” w Katowicach. To on bezpośrednio ponosi odpowiedzialność za sprowadzanie i kontraktowanie zawodników, niestety żaden, podkreślam żaden z obcokrajowców grających w Katowicach nie reprezentuje poziomu oczekiwanego od zawodnika z obcym paszportem, choć wysokość kontraktu sugerowałaby zupełnie coś innego… Nie trzeba być ekspertem, w dobie internetu wystarczy sprawdzić zawodnika w na eliteprospect.com gdzie, ile grał i jak punktował… Przypadki Braida czy Malinowskiego pokazują, że chyba tego nie zrobiono.
    Na koniec jeszcze w sprawach „sanockich”. Nie wiem czy to wirus, czy coś innego ale obserwując Sanoczan w Katowicach to trochę nie dziwi gra STS-u na dwie piątki w zeszłym sezonie