hokej, hokej na lodzie, hokejforum

W końcu!  W końcu mogę powiedzieć, że dyskutujemy o tym jak polski hokej powinien wyglądać i w jakim kierunku powinien podążać. Domeną którą powinni zajmować dziennikarze, a która została kompletnie zaniedbana (nie bójmy się tego powiedzieć) przyczyniła się do tego w którym miejscu znajduje się hokej w Polsce. Cieszę się, że dzięki formule HokejForum.pl możemy między sobą wymieniać spostrzeżenia i dzielić się nimi z większym gronem. Możemy się nie zgadzać lub mieć zupełnie inny punkt widzenia, ale w tym aspekcie najważniejsza jest dyskusja, której tak brakuje w środowisku hokejowym.

Dlatego muszę się odnieść do tego co napisał Jan Polański  w artykule „Tradycje i ambicje. Czyli STS w Ekstralidze”.

Teart działań niewojennych

Autor tekstu niesłusznie stara się czytelnikom wmówić słowa, których nie napisałem, a jego interpretacja wybiega daleko poza założenia tego tekstu. Mój adwersarz sporą część swojego komentarza poświęcił wyobrażeniu funkcjonowania klubu czy ogólnie systemu funkcjonowania produktu „polski hokej”. Czyli części, której w mojej pracy nie poświęciłem zbyt wiele miejsce, a w istocie ograniczyłem do bardzo krótkiego komentarza na temat idei „Klubu 1958”.

Oczywiście każdy autor poddaje swoje wypracowanie pewnej dozie narracji, lecz decydując się na mój komentarz chciałem aby było w nim jak najmniej mojego udziału, a jako klucz przyjąłem sobie przyjrzeć się działaniom zarządu od momentu kiedy został powołany do życia (do czego też zachęcam inne osoby aby wyrobiły swoje zdanie na ten temat). Proszę posłuchać wywiadów czy wystąpień medialnych Jerzego Burtana czy Huberta Paszkiewicza, aby przekonać się o ich wizji prowadzenia klubu. Tym bardziej dziwię się, że Jan Polański zdecydował się „zaatakować” mnie za anachroniczne(!) rozumienie sportu zawodowego, by w dalszej części swojego komentarza wyrazić votum zaufania dla zarządu, który to właściwie chce budować klub w oparciu o model, który został tak przez niego skrytykowany, a niesłusznie mi zarzucony.

Model, który poddałem wątpliwości, gdyż zasoby ludzkie i finansowe STS-u są skromne, jeśli nie wręcz ubogie. Aby dojść do tego wniosku nie potrzeba skomplikowanych wzorów i tabelek w Excelu.

Zastanawiam się czy w tym wyścigu zbrojeń ktoś się zastanowił co będzie, jeśli większość lub część wychowanków nie wyrazi zainteresowania powrotem do macierzy? Czy wtedy wszystkie plany o budowaniu drużyny w oparciu o sanoczan diabli wezmą? Czy jednak klub powołując się na ekwiwalent za wyszkolenie zdecyduje się postawić zaporowe warunki, które uniemożliwią grę części wychowanków w innych klubach?

Parafrazując Jerzego Burtana, mogę tylko napisać, że w miejscu którym się znaleźliśmy nie jest dziełem przypadku, lecz pochodną zdarzeń z przeszłości. Błędów, które popełnili poprzednicy nie naprawimy za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na to potrzebny jest czas, lecz przede wszystkim wizja tego jak klub ma funkcjonować w przyszłości, bez której daleko nie zajedziemy.

Jeszcze raz muszę wrócić do zdania, które napisałem wyżej –  nie stańmy się zakładnikiem własnych słów. Zarząd chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że taki przekaz może się okazać niebezpieczny dla długofalowej wizji rozwoju klubu. W Sanoku wychowankowie często byli piątym kołem u wozu, ale moim zdaniem nie ma nic gorszego niż obiecanie komuś czegoś za darmo. Byłoby dla mnie ogromnym rozczarowaniem oglądać drużynę, w której ktoś gra wyłącznie dlatego, że jest z Grodu Grzegorza. Nie przechodźmy ze skrajności w skrajność.

Wydaje mi się, że kością niezgody naszego spojrzenia na odbudowę sanockiego hokeja jest sposób w jaki ma zostać ona przeprowadzona. Według mojego Kolegi (jak i zarządu) najlepszą metodą będzie dołączenie do peletonu, gdy ja nie ukrywając  uważam za właściwe przystąpienie do rozgrywek I ligi. W tym aspekcie różni nas przede wszystkim podejście. Być może autor wyszedł z założenia, że struktura polskiego hokeja uniemożliwi nam, a przynajmniej nie daje nam gwarancji, że powolny start się opłaci, lecz chciałbym się zapytać co zmieniło się w postawie mego kontrpartnera, gdyż jeszcze nie tak dawno temu, bo w lipcu ubiegłego roku uważał, że I liga też jest ważna ?

Nie wiem skąd jest Jan Polański, lecz mam pewne przypuszczenia (bazuję to jedynie na artykule), że jest z Sanoka i gdy raz jeszcze przychodzi do wyboru tego co jest ważne dla zsynchronizowanego rozwoju hokeja w Polsce, górę biorą emocje i egoistyczne podejście. Nie widzimy nic więcej poza własnym nosem. Później jak zwykle będziemy biadolić nad losem całej dyscypliny.

 Autor tekstu względem klubu STS Sanok, należy się spodziewać, że najlepszym rozwiązaniem będzie szkolenie średniej klasy zawodników, bo tacy gwarantują, że nie nadszarpną klubowego budżetu. Tym samym spełni się marzenie Autora, będzie tanio, domek nie będzie z kart i nie runie, a drużyna grając wychowankami wzbogaci tradycję klubu. Otóż nie, nie tędy droga, poziom sportowy nie gwarantują wychowankowie, tylko odpowiedni budżet.

Pomijam już fakt, że ten fragment kompletnie nijak ma się do tego co napisałem (o czym świadczą pierwsze dwa cytaty), to moje podejście jest rzekomo mało ambitne i nie służy profesjonalizacji rozgrywek. Pozwolę się z tym całkowicie nie zgodzić.

Każdy dowódca nim przystąpi do działań wojennych zapoznaje się z raportem wewnętrznym, który skupia się na możliwościach wojennych swojej armii i zewnętrznym dotyczącym terenu działań operacyjnych oraz przeciwnika. Oczywiście w przypadku STS-u nie mówimy o działaniach stricte wojennych. Armia to stan techniczny i zasoby ludzkie STS-u. Teren – to warunki w jakich funkcjonuje klub, czyli regulacje wewnętrzne PLH oraz PZHL. Przeciwnik – to nikt inny jak pozostali rywale w lidze i ich stan techniczny i zasoby ludzkie.

Drogi czytelniku! Prosiłbym abyś przeanalizował następujące pytania i odpowiedział sobie sam, gdyż nie jest moim celem wmówienie wam, że moje myślenie jest jedyne i słuszne, lecz w realizacji większości przedsięwzięć jest ono niezbędne, aby ustalić czy to co sobie założyliśmy jest w naszym zasięgu i czy może się ono powieść sukcesem.

Raport wewnętrzny:

  1. Dlaczego wycofano drużynę STS-u Sanok z rozgrywek PHL
  2. W jakich miejscach popełniono błędy, aby móc ich się wystrzec w przyszłości
  3. Stan klubu na chwilę obecną:
  • Budżet klubu
  • Liczba sponsorów
  • Możliwości pozyskania dodatkowych sponsorów
  • Pozostałe dochody
  • Wydatki

4. Zasoby ludzkie

  • Liczba zawodników oraz trenerów w klubie
  • Liczba wychowanków czynnych w grze
  • Juniorzy
  • Zawodnicy zainteresowani grą w klubie

5. Konkluzje punktu 3 naprzeciwko konkluzji punktu 4

Raport zewnętrzny:

  1. Zasoby ludzkie
  • Liczba polskich hokeistów
  • Liczba młodzieżowców/juniorów
  • Limit obcokrajowców

2. Przeciwnicy

  • Liczba rywali w lidze
  • Możliwości finansowe poszczególnych klubów
  • Zawodnicy z wiążącymi kontraktami

3. PHL

  • Warunki, które trzeba spełnić aby móc przystąpić do rozgrywek
  • Kształt i regulamin ligi, planowane zmiany
  • Ekwiwalent za wyszkolenie
  • Wartość medialna i marketingowa ligi
  • Zasięg oraz zainteresowanie produktem

4. Porównanie raportu wewnętrznego z raportem zewnętrznym. Konkluzje.

Raport ten pozwoli uzmysłowić sobie realne możliwości STS-u na tle czynników zewnętrznych, które odgrywają tutaj kluczową rolą. Warunki te są ściśle określone przez liczbę dostępnych zawodników czy limit obcokrajowców, które nie pozwolą nam przeskoczyć pewnych barier. Powiedzmy sobie szczerze, te czynniki nie pozwolą nam zbudować konkurencyjnej drużyny, która byłaby w stanie nawiązać równorzędną walkę z rywalami. Wiąże się to między innymi z czynnikami wewnętrznymi, czyli sytuacją zastaną w klubie. Liczbie wychowanków, która jest liczbą skromną, brakiem drużyny juniorów. I teraz porównajcie to sobie wszystko z liczbą zespołów w lidze, liczbą polskich zawodników i limitem obcokrajowców. Regulacje te + zasoby ludzkie uniemożliwiają zbudowanie konkurencyjnej ligi złożonej z 10 czy 12 zespołów. Byłoby to możliwe, gdyby nie istniał limit obcokrajowców oraz ekwiwalent za wyszkolenie, ale to już temat na inną dyskusję.

Moi przeciwnicy będą powoływać się na ten raport, że nasze możliwości finansowe/marketingowe oraz możliwość nakłonienia zawodników do gry w Sanoku będą niewątpliwie większe w PHL niż w I lidze. Jest to niewątpliwie prawdą, ale potencjalne (a nic nie jest zagwarantowane) korzyści nie mogą przysłaniać nam tego czym operujemy dzisiaj.  Zarząd za cel przyjął sobie wystartowanie w rozgrywkach PHL, a z wielu wystąpień medialnych wynika, że ich celem jest dobicie do kwoty dwóch milionów złoty. Czyli kwota minimalna, którą muszą operować inne podmioty w lidze. Jeśli w lidze podobną sumą będzie operować 3-4 drużyny, a niektóre zespoły będą mieć budżet jeszcze większy, pojawia się  kolejne pytanie jak chcemy lub chcielibyśmy nakłonić zawodników do gry w Sanoku, jeśli będą oni mogli liczyć na podobne warunki w innych ośrodkach?

Prosiłbym abyście raz jeszcze cofnęli się w czasie, gdy klub z Sanoka należał do czołówki ligi i zastanowili się ile raz z ust prezesów słyszeliście, że umowa sponsorska będzie podpisana już na dniach, a ile z tych zapowiedzi zostało spełnionych? Nie ulegajmy złudzeniom, że wartość polskiego hokeja jest na tyle duża, że zwabimy sponsorów samą nazwą PHL. Hokej w skali krajowej nie znaczy kompletnie nic. Jeśli STS czy wcześniej KH miało problemy z pozyskaniem sponsorów jako Mistrz Polski to obecny zarząd stoi przed jeszcze trudniejszym zadaniem, a niewątpliwie będzie to trudne nie mając ani struktur, ani wizji.

Myśl w obcęgach

Uwielbiamy kreślić wielkie pomysły i idee, a cały czas zapominamy, że aby móc się wzbić na wielkość trzeba pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Nie wiem czy to cecha narodowa, mentalność, kwestia historyczna, a może wszystkie te aspekty się na siebie nakładają? Choć jesteśmy społeczeństwem wywodzącym się z chłopstwa, to wydaje mi się, że w pewnym sensie swoje piętno odcisnęło na nas dziedzictwo szlacheckie, z którego jesteśmy dumni. W naszym wyobrażeniu utrwaliły się piękne dworki, sady, czy bogato zdobione stroje, lecz konsekwencje tego sięgają znacznie dalej niż tylko do wyobrażenia, a przenika ono głęboko w styl naszego życia, który najlepiej można określić zastaw się, a postaw się.

Być może zastanawia was po co i dlaczego poświęcam miejsce i czas psychoanalizie, ale tak widzę nasz klub, który z przyczyn dziedzicznych i racji przynależności do „błękitnej krwi” postanowił sobie że za wszelką cenę  nasz dworek stanie obok dziewięciu innych dworków, bo szlachcie inaczej nie wypada! Nie ważne, że w dworku będzie brakować podstawowych artykułów (na potwierdzenie moich słów polecam książkę W. Łozińskiego „Życie polskie w dawnych wiekach”), ale nam inaczej nie wypada!

To chyba odpowiedni moment aby zatrzymać się przy tradycji, którą wypomina mi mój kolega. Raz jeszcze zachęcam do przeczytania wywiadu z prezesem klubu, bo to on powołuje się na tradycję klubu. Najwyraźniej tradycja, o której wspomina sternik sanockiego klubu ogranicza się do ostatnich siedmiu lat, a pozostałe 50-lecie zostało przez niego wyparte z pamięci.

Odniosłem się do tych słów, gdyż jeśli ktoś powołuje się na tradycję, to jego obowiązkiem jest zaakceptowanie przeszłości i wszystkich związanych z tym epizodów tych gorszych i tych lepszych. Szanuję to co udało się poprzednikom stworzyć. Jest to piękna karta, ale jest też i druga strona medalu o której ta rozprawa. Koncentrując się na tym co najważniejsze, naszym obowiązkiem jest patrzeć w przyszłość, bez zbędnej mitologizacji przeszłości, bo powielanie tych samych błędów nie jest tradycją, którą powinniśmy pielęgnować, lecz jest głupotą.

Sport zawodowy

Miało być o reaktywacji STS-u, ale siłą rzeczy Jan Polański zaprosił mnie do szerszej dyskusji na temat sportu zawodowego. W swojej pracy, kolega często powołuje się na przykład sportu zawodowego i obowiązków lub celów z tego wynikających. Na podstawie dwóch artykułów pióra mego adwersarza, które miałem przyjemność przeczytać, wydaje mi się, że autor jest fanem lub zwolennikiem ligi na wzór „franchise”.

Osobiście nie jestem stronnikiem takiego systemu i wydaje mi się, że ma on małe szanse przyjęcia się w Polsce. Uważam, że klub powinien być związany z regionem, miastem oddawać jego charakter i czynnie uczestniczyć w życiu jego mieszkańców.

Jeśli przyjąć za punkt założenia mojego kontrpartnera, że kluby zawodowe nie powinny się koncentrować na szkoleniu zawodników,  a powinny one działać w oparciu o model biznesowy, to nieco złośliwie chciałbym się zapytać jaki klub po raz ostatni czy kiedykolwiek w lidze polskiej wygenerował dochód?

Jestem jak najbardziej za wprowadzeniem zmian w polskim hokeju, bo wiąże się to niewątpliwie z profesjonalizacją hokeja w Polsce, ale doskonale też wiemy, że organizacje, które są nastawione na generowanie przychodów wprowadzają w życie rozwiązania, które pozwolą im ugasić pożar nim zajmie on cały dom. W przypadku klubów sportowych taką polisą na ubezpieczenie jest szkolenie młodzieży. Dobrym tego przykładem jest JKH GKS Jastrzębie, który przez ostatnich kilka lat niewątpliwie należał do krajowej czołówki, ale w tym samym czasie nie zaniedbywał szkolenia i w momencie, gdy możliwości finansowe klubu zostały ograniczone, nie byliśmy świadkami takiej katastrofy jak w Sanoku. Plan B zapewnił Jastrzębiu przetrwanie i czas. I to całkiem z niezłym skutkiem.

Dopóki w Polsce nie będą istnieć podmioty, które będą samowystarczalne, czyli takie, które będą w stanie opłacić wynajem lodowiska oraz przetrwać bez pomocy miasta, to nawet nie powinno być mowy o tworzeniu czegoś na wzór polskiego NHL (wiem, że brzmi to komicznie).

Osoby, które mnie znają lub śledzą na twitterze doskonale wiedzą, że jestem przeciwnikiem dotacji na sport zawodowy. Nie przyjmuję za argument, że kluby są wizytówką miasta i zapewniają mu reklamę, gdyż tym faktom przeczy fatalna frekwencja na spotkaniach ligowych i medialność ligi czy hokeja ogólnie w skali krajowej. Czasem naprawdę warto opuścić strefę komfortu i przyjąć inny punkt widzenia.

W Polsce dzięki warunkom cieplarnianym (miejskie dotacje + wynajem lodowiska za przysłowiową złotówkę) wykształcił się system pasożytniczy. Kluby nie walczą o kibiców (fatalna frekwencja w rundzie zasadniczej), ani nie poszukują alternatywnych źródeł finansowania, bo gdy już wpadną w kłopoty finansowe, to przy pomocy kibiców pożytecznych idiotów, urząd miasta ulega szantażowi. Problem ten nie dotyczy tylko hokeja, bo jest to znacznie szersze zjawisko czego najlepszym przykładem jest Ruch Chorzów czy Górnik Zabrze. Miejskie dotacje na sport zawodowy nie rozwiązują problemów, a tylko je potęgują.

W moim wyobrażeniu udział miasta przy sporcie zawodowym powinien się zakończyć na tworzeniu przyjaznych warunków do rozwoju biznesu w regionie, czy preferencyjnych warunkach wynajmu obiektu, ale nic ponad to, a wówczas wszystkie strony zrozumieją, że są naczyniami połączonymi i na wspólnej współpracy mogą sporo zyskać.

Zupełnie inaczej podchodzę do dotacji na sport młodzieżowy. Liczne badania naukowców wskazują, że każdy dolar zainwestowany w sport młodzieżowy to siedem dolarów zaoszczędzonych na służbie zdrowia. Ponadto sport w młodych ludziach kształtuje pozytywne postawy społeczne. Pomaga w nawiązywaniu przyjaźni, uczy współpracy i wzajemnego szacunku, kreuje postawy obywatelskie.

Nie przedłużając już za bardzo mojej odpowiedzi, jestem w stanie się zgodzić z moim kolegą, że należy być ambitnym i stawiać sobie wysokie cele. Różni się nasze podejście, ale gdybyśmy się zgadzali we wszystkim to nie byłoby riposty i tej odpowiedzi. Dyskutujmy, bo tędy droga do zmian o które nawołujemy. Nikt nie ma patentu na jedyne słuszne rozwiązanie. Moim zasadniczym punktem jest to, że nie będzie mowy o rozwoju i wielkości bez ciężkiej i organicznej pracy. Nikt nie wybudował Rzymu w jeden dzień.