Auston Matthews
Auston Matthews ; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=cTeKrfgU9WI&t=19s

Za nami 30 spotkań Toronto Maple Leafs w sezonie 2016/17 – czas na podsumowanie tego co wydarzyło się w pierwszej fazie sezonu. Miałem przyjemność obejrzeć wszystkie mecze Toronto (29 na żywo! Szkoda czasu na sen!) i jedno wiem na pewno – przyszłość przed tą drużyną jest wielka.

Przed startem sezonu eksperci za oceanem oraz rzesze kibiców (w tym także ja) zastanawiali się jak będzie wyglądać zestawienie Toronto na nowy sezon? Ilu debiutantów wywalczy miejsce w składzie? Gdzie zagra Auston Matthews? Na ile spotkań w NHL zostanie Mitch Marner? Część odpowiedzi już znamy, ale zacznijmy od początku.

There will be pain

Mike Babcock od tego zdania rozpoczął odbudowę Toronto Maple Leafs. Ten doświadczony szkoleniowiec doskonale zdawał sobie sprawę, że walka o przywrócenie godności i zdolności do osiągania sukcesów nie będzie drogą usłaną różami. Jaki ból konkretnie miał na myśli? To wie tylko on. Ja natomiast wiem, co mnie bolało najbardziej w pierwszej części sezonu.

Tracone prowadzenia

Maple Leafs na starcie rozgrywek 2016/17 wyspecjalizowali się w rozdawaniu prezentów rywalom. Najbardziej spektakularne wpadki to:

  • porażka z Winnipeg Jets 4-5 mimo prowadzenia 4-0 na 27 minut przed końcem meczu
  • porażka z Chicago Blackhawks 4-5 mimo prowadzenia 4-2 na 2,5 minuty przed końcem meczu
  • porażka z New Jersey Devils 4-5 mimo prowadzenia 3-0 po pierwszej tercji

To spotkania, w których doświadczony zespół nie pozwoliłby sobie na stratę punktów. Maple Leafs nie potrafili dowieźć do końca wygranej i jest to coś nad czym trzeba mocno pracować. Podobnie jak nad rzutami karnymi – bilans w tym elemencie jest tragiczny, o ile się nie mylę, „Buds” przegrali wszystkie konkursy rzutów karnych.

Zarządzanie składem

Generalnie nie jestem zwolennikiem mieszania się kibiców w decyzje dotyczące zawodników podejmowane przez sztab szkoleniowy i generalnego menadżera. To oni widzą hokeistów na co dzień, to oni widzą w jakiej są dyspozycji i to oni koniec końców biorą odpowiedzialność za to, jakie drużyna będzie osiągać wyniki.

Z drugiej strony, trzymanie w składzie obrońcy który w trakcie 30 spotkań pojawił się na lodzie jedynie na 16 minut? Co to ma być? Co chcą tym osiągnąć? Ja nie widzę w tym celu i pozostaje mi jedynie trzymać kciuki za Franka Corrado – oby ta sytuacja zakończyła się w najlepszy możliwy sposób dla niego. Niech po prostu zacznie grać.

Opportunity

Przed rozpoczęciem rozgrywek Mike Babcock powtarzał, że każdy zawodnik musi wywalczyć sobie miejsce w składzie, każdy ma taką samą szansę. Trzeba mu oddać, że słowa dotrzymał. Maple Leafs są w tym momencie najmłodszą drużyną w lidze – często wystawiając do walki z rywalami skład, w którym 7 zawodników to debiutanci (Auston Matthews, Mitchel Marner, William Nylander, Zach Hyman, Connor Brown, Nikita Sosznikow, Nikita Zajcew). Nic więc dziwnego, że Toronto deklasuje inne zespoły w klasyfikacji punktów zdobytych przez debiutantów (na chwilę obecną debiutanci w Toronto zdobyli 100 punktów do punktacji kanadyjskiej, na drugim miejscu znajdują się rookies New York Rangers – 39).

Klasą sam w sobie jest nr 1 Draftu 2016, Auston Matthews, który już teraz pokazuje że będzie wielką gwiazdą NHL (a może już jest?) przez najbliższych kilkanaście sezonów. Świetnie grają Marner, Nylander, Zajcew, Hyman – można by długo wymieniać. Znamienne jest to, że wśród pierwszych czterech najlepiej punktujących rookies w lidze znajduje się 3 zawodników Leafs (Matthews, Nylander i Marner), którym tempa dotrzymują jedynie Patrick Laine z Winnipeg Jets i Zach Werenski z Columbus Blue Jackets. I trochę smuci, że najwięcej błędów popełniają Ci, którzy mieli ich unikać – czyli doświadczeni zawodnicy (Hunwick, Polak, JVR). Cóż, zmiana warty pełną gębą. Nie bójmy się jej.

Pisząc o wykorzystanej możliwości nie można pominąć Nazema Kadri. Środkowy pierwszego ataku w końcu odnalazł swoją rolę do spełnienia i wywiązuje się z niej znakomicie. Mike Babcock regularnie wystawia go do rywalizacji z najlepszymi zawodnikami rywali. Kadri wyspecjalizował się w grze jako defensywny środkowy, a jego linia nie dość że powstrzymuje największe strzelby rywali to jeszcze stwarza zagrożenie w ofensywie (razem z Brownem i Leo Komarowem zdobyli w tym sezonie 17 goli). Być może na wspominanie Kadriego w kontekście Selke Trophy (nagroda dla najlepiej broniącego napastnika) jest jeszcze za wcześnie, ale jeśli będzie kontynuował swoją postawę to kto wie czy nie będzie to uzasadnione?

Keep doin’ your job, good things will come

Ta fraza powtarzana jest przez Mike’a Babcocka niczym mantra – Keep doin’ your job, good things will come. Najlepszy przykładem takiej postawy jest pierwszy bramkarz Toronto, Fredrik Andersen.

Duńczyk dołączył do Maple Leafs przed startem obecnego sezonu, z opinią zawodnika który na lata rozwiąże problem Leafs w bramce. Presja związana z oczekiwaniami oraz kontuzja w trakcie turniej przedolimpijskiego w Mińsku spowodowały, że start rozgrywek w wykonaniu Andersena był dramatycznie słaby, a kibice momentalnie zaczęli przywoływać „klątwę” bramkarzy z Kalifornii sprowadzanych do Maple Leafs (Vesa Toskala, Jonathan Bernier – żaden z nich nie grał w Toronto na miarę swoich możliwości).

Babcock nie zrezygnował z Andersena, nie dokonywał nerwowych ruchów, nie obwiniał swojego bramkarza. Pozwolił mu zwalczyć kryzys i odzyskać normalną dyspozycję. A Andersen odwdzięczył się kapitalną postawą w ostatnich tygodniach. Dowody? Bardzo proszę – najważniejsza dla bramkarza statystyka, czyli procent obronionych strzałów. W październiku Andersen uzyskał wynik 87,6%, w Listopadzie 93,1%, natomiast w 6 grudniowych spotkaniach jego skuteczność to znakomite 94% (piąte miejsce w lidze wśród bramkarzy którzy rozegrali minimum 5 spotkań w Grudniu).

Pozostaje mieć nadzieje, że to co złe już za Andersenem i w dalszej części sezonu spełni podstawowe zadanie jakie jest postawione przed każdym bramkarzem w NHL – w każdym meczu swoją postawą do kolegom z drużyny szanse walki o zwycięstwo. Tylko tyle i aż tyle.

We need six points in every five games

Trener Babcock wyznaje prostą zasadę – uzyskiwanie 6 punktów w każdym bloku składającym się z pięciu spotkań powinno dać awans do play-off. Maple Leafs w 6 „blokach” uzyskali 31 punktów czyli są 5 punktów „na minusie”. Czy awans do play-off w tym sezonie jest realny? Pewnie tak. Czy prawdopodobny? Raczej nie. Moim skromnym zdaniem plan na dalszą część sezonu jest prosty – walczyć, punktować, ogrywać młodych zawodników i czekać. Będzie tylko lepiej.