Washington Capitals, Toronto Maple Leafs
Źródło: YouTube

Ten tekst powinienem rozpocząć od wyznania winy i przeproszenia zawodników Toronto Maple Leafs. Nie wierzyłem, że uda mi się awansować do rozgrywek play-off. Nie wierzyłem i nawet podzieliłem się z Wami swoimi wątpliwościami. Tymczasem młodzież z Toronto zaskoczyła sporą część hokejowego świata i po świetnej końcówce sezonu zapewniła sobie miejsce w rozgrywkach play-off. Czapki z głów. Teraz czas na kolejne trudne lekcje, bowiem w roli nauczyciela najlepsza drużyna sezonu zasadniczego – Washington Capitals.

Dlaczego wygrają Washington Capitals?

Czy to w końcu ten sezon? Praktycznie co roku w kwietniu fani Washington Capitals zadają sobie to pytanie. Drużyna, która od lat jest w czołówce ligi (przez ostatnich 9 sezonach, aż 8 razy w „Top 5” ligi po sezonie zasadniczym), w ostatnich sezonach zawodziła w play-off, ani raz nie dochodząc do wielkiego finału. Wydaje się, że teraz nic już ich nie powstrzyma. Między słupkami znakomity Braden Holtby, w obronie ataki rywali rozbijają John Carlson, Karl Alzner, Dmitirj Orłow, Brooks Orpik, Matt Niskanen i pozyskany tuż przed Trade Deadline rewelacyjny Kevin Shattenkirk. Imponujący zestaw. Jeszcze lepiej wygląda atak dowodzony przez wybitnego Aleksandra Owieczkina. Niklas Backstrom, Jewgienij Kuzniecow, Marcus Johansson, TJ Oshie…. Można długo wymieniać zawodników którzy przez cały czas stanowią zagrożenie dla bramkarzy rywali. W poprzednich latach jednym z największych kłopotów Capitals był brak tzw. zadaniowców, czyli zawodników od specjalnych prac wykonywanych na lodzie (osłabienia, wyłączenie gwiazd rywali, bójki itd.). Teraz wydaje się, że potrzeby te zostały zaspokojone. Lars Eller, Daniel Winnik, Tom Wilson, Justin Williams – to uznane marki na hokejowym rynku. Kurcze, im dłużej myślę o Capitals, tym trudniej znaleźć mi u nich słabe punkty. To na serio może być ich rok. W końcu.

Dlaczego wygrają Maple Leafs?

Dla wielu ekspertów to pytanie jest zupełnie pozbawione sensu, bowiem analizując na chłodno obecne możliwości obu drużyn, szanse Toronto na pokonanie rywali ze stolicy USA są minimalne. Nie pomaga także fakt, że do pierwszego spotkania z Capitals, Leafs przystąpią bez kontuzjowanego Nikity Zajcewa, a występ Romana Polaka wisi na włosku. Słaba (w porównaniu do Capitals) defensywa Toronto została jeszcze mocniej osłabiona. Cholera, będzie bardzo trudno. W zasadzie jedyne na czym kibice Toronto mogą opierać swoje nadzieje to nieprzewidywalność i potencjał. Tak naprawdę nikt nie wie jak w play-off zagrają młode gwiazdy Maple Leafs. Auston Matthews, Mitch Marner, William Nylander – to hokeiści którzy w trójkę mogą pokonać każdego rywala w lidze. Każdego. Pytanie czy będą w stanie w swoich pierwszych rozgrywkach play-off wzbić się na wymagany poziom, czy nie zje ich trema i brak doświadczenia? Kluczowa może okazać się także postawa Frederika Andersena w bramce. Przed Duńczykiem bardzo trudne zadanie powstrzymania waszyngtońskiej nawałnicy.

W sezonie zasadniczym obie drużyny spotkał y się trzy razy, dwukrotnie wygrywali Capitals. To już jednak historia, która od dzisiejszego wieczoru nie będzie miała żadnego znaczenia. Szkoleniowiec Toronto Mike Babcock twierdzi, że grają tylko i wyłącznie o zwycięstwo. Może trochę w tym kurtuazji, ale z drugiej strony, dlaczego nie? Na Capitals ciąży gigantyczna presja. Maple Leafs dużo mogą, ale nic nie muszą. Zobaczymy kto lepiej dostosuję się do tych okoliczności i co ważne, w jaki sposób przeniesie swoje nastawienie na lód.

Mój typ – 4:2 dla Washington Capitals.