Ryan Kesler
Ryan Kesler w barwach Anaheim Ducks; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=AFWuVzZR_74

Kiedy staję naprzeciwko środkowego drużyny przeciwnej i spoglądam mu w oczy, muszę go nienawidzić. Przez te 60 minut, po prostu muszę go nienawidzić.

Trudno lubić kogoś takiego, jeśli nie gra dla twojej drużyny, prawda? Ryan Kesler to jeden z tych graczy, który nie tylko lubi na lodzie nienawidzić, ale i samemu być nienawidzonym. Wtedy gra najlepiej. Środkowy Ducks znakomicie rozpoczął tegoroczną kampanię, pokazując, że wciąż pali się w nim ogień prawdziwego hokejowego wojownika.

Weźmy choćby ostatni mecz Ducks przeciwko New Jersey Devils i wykradzione zwycięstwo 3:2, po tym jak hokeiści z Anaheim przegrywali dwoma bramkami. Zwycięskie trafienie w końcówce zadał Kesler, ale to była tylko wisienka na torcie. Czego nie robił tego dnia na lodzie zajadły amerykański środkowy? Ponad 23 minuty ciężkiej harówki w każdej możliwej sytuacji meczowej. Całe mnóstwo potyczek stoczonych w kole wznowień (prawie 70 skuteczności) przy bandach i przy bramce rywala i wreszcie nagroda w postaci zwycięskiego trafienia. Tata Ryana na pewno był tego dnia dumny i pewnie nawet nie wspomniał o tym golu. W swoich wspomnieniach na łamach The Players Tribune, z których pochodzi początkowy cytat, Kesler podkreślał, że ojciec od samego początku przygody z hokejem chwalił go nie za gole, a za mozolną pracę w backcheckingu. Młodego Ryana od zawsze roznosiła energia, a przegrywać nie lubił do tego stopnia, że starszy brat pozwalał mu wygrywać, nawet podczas wspólnych gier w gry wideo, bo potem nie dało się z nim wytrzymać. Taki to typ.

Młody Ryan od samego początku był przygotowany do roli konia pociągowego każdej drużyny, w której występował i takim kimś od samego początku tegorocznej kampanii w barwach Ducks w dalszym ciągu jest. Kibice w Orange County zastanawiają się nawet czy Keslerowi wystarczy paliwa na cały sezon. Najwięcej goli w drużynie (8), najlepsze plus minus w zespole (+9), największy czas na lodzie wśród napastników (21:15), Randy Carlyle ufa mu jak nikomu innemu i trudno się dziwić. Cała jego formacja, która już za czasów Bruce’a Boudreau dostawała zadanie neutralizowania najlepszego ataku przeciwników, spisuje się świetnie. Co ważne, do spółki z Andrew Cogliano i Jakobem Silfverbergiem kreują dużo w tercji ofensywnej, bo choć małe rzeczy, które zawsze wpajał Keslerowi ojciec są bardzo ważne, to wielu zarzucało mu, że za takie pieniądze tych punktów za gole i asysty w dwóch poprzednich sezonach w barwach Ducks było za mało. Tegoroczny początek daje nadzieje na znacznie bardziej okazały dorobek punktowy, a dodając do tego tytaniczną pracę na całym lodzie może z tego wyjść kolejny sezon warty Frank J. Selke Trophy, nagrody dla najlepszego defensywnego napastnika ligi, do której Ryan był nominowany przed rokiem i którą zdobywał w sezonie 2010/2011.

Pozostaje mieć nadzieje, że Ryan nie zwolni tempa i pozostanie w pełni dyspozycji. Wydaje się, że na przestrzeni lat stał się hokeistom bardziej wytrzymałym. W początkowych latach kariery przytrafiało mu się więcej urazów za sprawą wyniszczającego stylu w jakim gra. Być może jest to kwestia lepszego, bardziej odpowiedzialnego treningu podczas okresu przygotowawczego. Jak to wielokrotnie podkreślał Teemu Selanne, hokeista z upływem lat staje się mądrzejszy i docenia walory spokojnej regeneracji. A może to po prostu więcej szczęścia? Trzymam mocno kciuki, bo widać i czuć, że Ryan przeniósł swoje liderowanie tej drużynie, którą już dobrze poznał, na nowy, wyższy poziom. Uważam, że gdyby w Ducks nie było kogoś takiego jak Ryan Getzlaf, Kesler byłby świetnym materiałem na kapitana, czego zresztą niektórzy po kolejnym przegranym meczu numer siedem się domagali. Stara prawda mówi jednak, że lidera nie czyni litera na bluzie, a postawa na lodzie, a dwóch Ryanów coraz lepiej się uzupełnia i budzi nadzieje na lepszy rezultat niż w poprzednich latach.

Wielu już przesądziło, że 32-letni Kesler się kończy, że jego kontrakt będzie coraz bardziej ciążył menedżerowi Ducks. Nie wiem co będzie w dalszej przyszłości, póki co Kesler nadal wychodzi na lód z tym samym nastawieniem co zawsze: Nie pozwolę, by przeciwnik wykonał na lodzie większą pracę niż ja. Kibice w Orange County uwielbiają go za tą duszę niezłomnego wojownika. Niedawno w wielkim stylu zneutralizował Anze Kopitara w pierwszej tegorocznej potyczce z Los Angeles Kings. Ryan przybył do Anaheim, by dać ekipie jeszcze jeden Puchar i wreszcie zdobyć dla siebie to wymarzone trofeum. To wciąż może się zdarzyć, a wtedy cała ta gra z jego sprowadzeniem i przedłużeniem warta będzie świeczki, niezależnie od tego co wydarzy się później.