Mistrzostwa Świata 2017

Przed nami coroczne zmagania o tytuł najlepszej hokejowej reprezentacji globu. O tym co najważniejsze i najciekawsze przed początkiem imprezy w Paryżu i w Kolonii przeczytacie w naszej szybkiej zapowiedzi.

Trzecie złoto?

Po pięciu latach bez medalu Kanadyjczycy wygnali dwa ostatnie mistrzostwa i teraz mierzą w trzecie kolejne złoto. W tegorocznej reprezentacji im dalej w przód tym więcej atutów. W bramce nie rzucający na kolana duet Chad Johnson – Calvin Pickard. Ten drugi rozegrał dwa mecze między kanadyjskimi słupkami przed rokiem. W obronie raczej młodzi mobilni gracze, których wesprze złoty medalista z Soczi Marc-Edouard Vlasic. Za to atak może przestraszyć każdego. Są i weterani światowego czempionatu (Matt Duchene, Ryan O’Reilly), są gwiazdy Philadelphia Flyers (Claude Giroux, Wayne Simmonds, Brayden Schenn), są gracze po świetnym sezonie w NHL (Mark Scheifele, Jeff Skinner), czy wreszcie jak co roku młode wschodzące gwiazdy (Mitch Marner, Brayden Point). Czy silny atak z bardzo mocnym środkiem i mniej pewne tyły wystarczą do zdobycia kolejnego złota?

Młoda Rosja

Czy ich największym rywalem znów będą Rosjanie? Bardzo możliwe, choć w tym roku Oleg Znaroks posyła w bój ekipę wyjątkowo młodą (drugą najmłodszą po Amerykanach). Bramka w całości do lat 23, a pełnoprawną jedynką ma być Andrej Wasilewski. Bramkarz Tampy ma czuć się komfortowo i dostać prawdziwą szansę na takiej imprezie, stąd nie pytano w ogóle o udział gwiazdy Columbus Siergieja Bobrowskiego. Wasilewskiego wesprą świetni w KHL Ilja Sorokin i Igor Szestiorkin. Przed nimi młoda obrona z niesamowitym Iwanem Proworowem i w zasadzie z jedynym weteranem – Antonem Biełowem z SKA. Atak napędzać ma była linia SKA Sankt-Petersburg – Panarin-Szipaczow-Dadonow i przyszły atak Tampy Gusiew-Namiestnikow-Kuczerow. Ten ostatni po genialnym sezonie w NHL powinien być wielką gwiazdą całych mistrzostw. Póki co jest najdroższym zawodnikiem w IIHF Fantasy. Będzie też oczywiście najlepszy punktujący w historii KHL Siergiej Mozjakin mianowany kapitanem drużyny i co najmniej trzy wolne miejsca na posiłki zza oceanu, gdy nadejdzie czas najważniejszych spotkań.

Sexy America

W poprzednich latach częściej zastawialiśmy się, kto będzie strzelał bramki i nakręcał ofensywę w ekipie USA na tym turnieju. Tym razem Amerykanie pokażą swoje piękniejsze oblicze. Szkoda, że na mistrzostwa nie przyjadą zmęczony sezonem Auston Matthews i Patrick Kane (podobno się zastanawiał), ale i tak będzie to poniekąd rewanż za wrześniowy Puchar Świata, gdzie Team USA wypadł bezbarwnie. Jedną z przyczyn było na pewno to, że powołani nie mogli być przebojowi młodzi gracze, którzy musieli grać w wymyślonej drużynie Team North America. Jack Eichel, Johny Gaudreau, Dylan Larkin, Jacob Trouba i Connor Hellebuyck tym razem założą właściwe, narodowe barwy, a to zapowiada szanse na dobry wynik i efektowną grę. Ponadto wesprze ich jeszcze m.in. bramkostrzelny duet New York Islanders – Anders Lee (34 gole w sezonie zasadniczym) i Brock Nelson (20 goli). Ten drugi i mianowany kapitanem zespołu obrońca Arizony Connor Murphy wezmą udział już w czwartych kolejnych mistrzostwach świata elity. Niezły to wyczyn zważywszy na to jak bardzo różnią się każde kolejne amerykańskie reprezentacje na ten turniej i jak młode są to zazwyczaj ekipy. Warto też przypomnieć, że Amerykanie święcili w tym sezonie ogromne sukcesy na międzynarodowej arenie. Wygrali rywalizację zarówno w U-20 jak i w U-18, więc mają szansę na potrójną koronę, tak jak przed rokiem Finowie. Dotąd nikomu w historii taka sztuka się nie udała.

Potop szwedzki

Szwecja to dla klubów NHL prawdziwa fabryka świetnie wyszkolonych, poukładanych hokeistów. W tym sezonie najlepszej ligi świata pojawiło się aż 89 hokeistów z tego kraju, co jest kolejnym nowym rekordem. Ponadto 19 ze 152 graczy, którzy zaliczyli swój pierwszy mecz wywodziło się ze Szwecji. To zdecydowanie najwięcej ze wszystkich europejskich nacji. Praktycznie nie ma już w NHL ekipy, w której nie byłoby jakiegoś młodego dobrego Szweda. To musi się przełożyć na siłę reprezentacji na MŚ, którą można wyselekcjonować z bardzo licznej grupy dobrych młodych graczy. I nawet jeżeli uznane gwiazdy nadal zazwyczaj odmawiają udziału, da się z tego poskładać bardzo sensowną drużynę. Tak jest w tym roku. Trener Rikard Gronborg powołał aż szesnastu hokeistów z najlepszej ligi świata. Szwedzi jeszcze nigdy na tym turnieju nie mieli aż tylu. Co prawda ilość nie zawsze znaczy jakość, ale to wszystko świadczy o tym jak świetnie w dalszym ciągu rozwija się szwedzki hokej. Ciekawe, że w tegorocznej drużynie wielkie uznane nazwiska zza oceanu znajdziemy głównie w formacji defensywnej. Mamy tam m.in. Viktora Hedmana czy Olivera Ekmana Larssona. Z przodu dominują młodzi gracze na dorobku. Dla Joela Erikssona Eka czy Williama Nylandera będzie to tak naprawdę pierwszy poważny turniej w seniorskiej reprezentacji. Z kolei tacy hokeiści jak Victor Rask czy Elias Lindholm muszą zrobić kolejny krok do przodu i przejmować już powoli role liderów. Ciekawe, że kapitanem będzie 35-letni Joel Lundqvist. Wydaje się, że hokeista jakby z zupełnie innej planety, ale brat bliźniak słynnego Henrika z pewnością świetnie wywiąże się z roli lidera w szatni. Szwedzi na pewno zostawią jakieś wolne miejsce i będą liczyć na posiłki choćby z Nashville czy z Anaheim. Pytanie czy na wysokości zadania stanie bramkarz Eddie Lack, który o swoim sezonie w NHL chciałby pewnie jak najszybciej zapomnieć. Czy to przypadek, że na jednej ze stron ze szwedzkim składem widniał jako Eddie Leak?

Czesi zawstydzili Słowaków

Diametralnie inne nastroje przed początkiem imprezy u dwóch sąsiadów. Czescy kibice mają powody do optymizmu, Słowacy boją się kompromitacji. Zazwyczaj to ten mniejszy musi się bardziej starać. Zazwyczaj to czeskie gwiazdy masowo odmawiały udziału w mistrzostwach świata. W tym roku fala odmów przydarzyła się Słowakom, którzy najprawdopodobniej po raz pierwszy w historii pojadą na ten turniej bez ani jednego zawodnika zza oceanu. Wszyscy wymówili się wiekiem, kontuzjami albo tym, że nie mają kontraktu na nowy sezon. Smutne, gdy pomyśli się jak ważne role odgrywali słowaccy hokeiści w barwach Teamu Europa we wrześniowym komercyjnym Pucharze Świata. Tamtejsi dziennikarze na jednym z portali internetowych doliczyli się, wraz z kilkoma ważnymi nazwiskami z klubów europejskich, aż dwudziestu jeden zawodników, którzy mogliby wziąć udział w turnieju i kto wie, w takim składzie może nawet i powalczyć o medal. Plan gier Słowaków jest taki, że zaczynają od teoretycznie najsłabszych i to jest dobra wiadomość. Nawet tak osłabiona reprezentacja nie powinna przegrać z Włochami i może powalczyć z Łotwą czy Danią, ale nadziei na coś więcej realnie brak.

Wymówki, którymi zasłonili się Słowacy byłyby bardziej zrozumiałe, gdyby nie postawa Czechów. Twardy obrońca Radko Gudas dwukrotnie nie przeszedł testów medycznych w swoim klubie za oceanem, a jednak był tak zdeterminowany zagrać, że za trzecim razem dostał zielone światło. Wschodząca gwiazda napastnik David Pastrnak, który w sezonie zasadniczym w NHL strzelił 34 gole na mistrzostwach zagra, choć nie ma kontraktu na przyszły sezon. A on akurat ma prawo myśleć o kilkumilionowym ekskluzywnym kontrakcie w przeciwieństwie do kilku młodszych Słowaków, którzy w tym roku zdecydowali się nie grać. Czesi będą mieli w tym roku bardzo ciekawą mieszankę, której przewodzić będą Jakub Voracek i Tomas Plekanec. Sygnały, że może być dobrze przyszły już na domowym kontrolnym turnieju EHT, gdzie Czesi ograli i Finów i Szwedów, przegrywając tylko z Rosją po karnych. Warto przypomnieć, że Kolonia jest szczęśliwa dla Czechów. Gdy ostatnio gościły tu mistrzostwa (2010 rok), nasi południowi sąsiedzi dosyć niespodziewanie triumfowali. Tym razem droga do Lanxess Areny wiedzie co prawda przez paryską Bercy, ale…

Ostatni duński dinozaur

36-letni duński napastnik Morten Green to prawdziwy fenomen. Po raz pierwszy w mistrzostwach świata seniorów wziął udział w 1999 roku jako 18-latek. Wtedy była to Grupa B, a gospodarze mierzyli się tam m.in. z naszą reprezentacją. Od tego czasu Green nie opuścił ani jednego turnieju, od 2002 roku, kiedy to Dania na dobre awansowała, były to mistrzostwa świata elity. Można więc powiedzieć, że jest prawdziwym świadkiem wielkich zmian w duńskim hokeju. Mistrzostwa w Paryżu i Kolonii będą jego dziewiętnastymi kolejnymi. O swoim rodaku, który obecnie wrócił już do rodzimej ligi z wielkim szacunkiem wypowiadają się wszystkie duńskie gwiazdy NHL. Szkoda że większości z nich zabrakło sił i chęci, by powalczyć u jego boku w tym turnieju. Może za rok, gdy Dania po raz pierwszy w historii zorganizuje światowy czempionat elity. Pewnie pojawi się tam i Green, który zamknąłby w ten piękny sposób swoją niesamowitą międzynarodową karierę.

Ciężki los beniaminka

Jak trudno pozostać w gronie szesnastu najlepszych drużyn świata rokrocznie przekonują się dwa zespoły, które w poprzednim roku do niego awansowały. Tym razem zły los spróbują odwrócić reprezentacje Słowenii i Włoch, ale szanse mają szczerze mówiąc skromne. Co prawda w niższej dywizji coś się odmieniło i wreszcie awansowały dwa inne zespoły niż zeszłoroczni spadkowicze z elity, ale tutaj będzie trudniej. Przy obecnym systemie z dwiema ośmiozespołowymi grupami nie wystarcza nawet jeden wygrany mecz, o czym rok temu przekonały się ekipy Węgier i Kazachstanu. Słoweńcy nie byli w stanie się utrzymać nawet gdy obecny był ich as atutowy Anze Kopitar, którego tym razem zabraknie. Z kolei Włosi w sparingach przegrywali regularnie nawet z zespołami z niższej dywizji i aż prosi się sparafrazować określenie o włoskiej armii z XIX i XX wieku: Pan Bóg stworzył Włochów, żeby każdy w elicie mógł z nimi w tym roku wygrać. Czy rzeczywiście tak będzie?

Co pokażą gospodarze?

Z ciekawością będziemy się przyglądać występom dwóch współgospodarzy, bo to zawsze dobrze dla turnieju, gdy tym ekipom się wiedzie. I Niemcy i Francuzi rozgrywali w ostatnich edycjach dobre spotkania. Przed rokiem bardzo podobali mi się Niemcy, którzy mają fajnie poukładaną twardą obronę, za plecami której będzie Thomas Greiss z New York Islanders. Ostatni raz w roli gospodarza w 2010 roku Niemcy na plecach swojego bramkarza Dennisa Endrasa dotarli aż do półfinału, zajmując ostatecznie historyczną czwartą pozycję. Może z Greissem też pozytywnie zaskoczą? Francuzi w pojedynczych meczach zaskakiwali na tym turnieju nawet najlepszych (Kanadę, Rosję), ale do ćwierćfinału przebili się tylko raz w 2014 roku. Na swój domowy turniej znów zmobilizowali swoją starą gwardię z trójką graczy z NHL czy braćmi Da Costa. Była szansa na coś nowego w barwach Francji, ale niestety przytrafił się pech. W tym roku w rodzimej lidze i w reprezentacjach młodzieżowych brylował 17-letni Alexandre Texier. Niestety z turnieju mistrzowskiego wśród elity seniorów wyeliminowała go kontuzja ramienia, której nabawił się podczas przygotowań. Wielka szkoda, bo chłopak ma bardzo duże szanse na wybór w drafcie do NHL. Francuz wybrany do najlepszej ligi świata prosto z Francji? Tego w historii NHL jeszcze nie było, trzymajmy kciuki.

Czy leci z nimi pilot?

Może wiecie, że mam hopla na punkcie fińskiego hokeja, więc o sytuacji reprezentacji „Suomi” przed mistrzostwami przeczytacie w osobnym tekście.

Hokej w wydaniu międzynarodowym ma swój niezaprzeczalny urok. Wszystkim tym, którzy czekają na początek mistrzostw równie niecierpliwie co ja, życzę wielu bardzo interesujących spotkań i całej masy emocji.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLiczby nie kłamią
Następny artykułCicho wszędzie – nic nie będzie
Michał Radzicki
W hokeju na lodzie zakochałem się podczas turnieju olimpijskiego w Nagano 98. Od tamtego czasu trzymam kciuki za reprezentację Finlandii. Poza tym kibicuję także Anaheim Ducks i Jokeritowi Helsinki.