Polska, reprezentacja Polski w hokeju na lodzie
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=IleSjz6_3hw

Niestety nie było żadnej niespodzianki. Reprezentacja Polski przegrała wszystkie spotkania na ostatnim etapie kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang i zajęła w swojej grupie ostatnie miejsce. Rozgoryczeni kibice krytykują hokeistów zarzucając im kiepskie przygotowanie i brak umiejętności. Ja w pewnym sensie rozumiem to rozgoryczenie ale nie zgadzam się z tezą – według mnie zawodnicy są tu najmniej winni.

Jakiś czas temu napisałem artykuł pt. „Ambicja”, w którym zarzucałem hokeistom w Polsce minimalizm, konformizm i właśnie brak ambicji. Część tez podtrzymuje, natomiast ostatnie rozmowy z kilkoma zawodnikami skłoniły mnie do zmiany swoich poglądów przynajmniej w części dotyczącej ambicji.  Nie mam z tym problemu i z ochotą się do tego przyznaję.

Buy NHL Apparel & Gear at The Official Online Store of the NHL

Nasi hokeiści w Mińsku zagrali na tyle na ile potrafili. Ani mniej, ani więcej – max z tego co dało się na tę chwilę z nich wyciągnąć. Problem jest znacznie głębszy niż fakt, że dajmy na to Tomek Malasiński nie strzelił gola a Przemek Odrobny puścił „farfocla”.

Występy w Reprezentacji Kraju to tak naprawdę ostatni szczebel procesu szkoleniowego jaki rozpoczyna się od naboru do grupy mikrusów, którzy stawiają pierwsze kroki na lodzie, aż po poziom seniorski. Jeśli nasi zawodnicy byli wolniejsi i mniej dokładni od rywali, to nie dlatego że im się nie chciało, ale dlatego, że właśnie w trakcie tego procesu szkoleniowego popełniono błędy, pominięto pewne aspekty a do innych nie przyłożono należytej wagi. Czy winą zawodnika jest, że nikt nie nauczył go poprawnej techniki jazdy? Czy winą bramkarza jest, że treningi specjalistyczne w Polsce są jak Yeti – każdy o nich słyszał ale nikt ich nie widział?

W trakcie turnieju napisałem na twitterze.

Nie napisałem tak, ponieważ mam „problem” z tymi hokeistami. Nie. Napisałem to, bo mam świadomość, że w wieku dwudziestu kilku lat nie da się już nadrobić braków z wcześniejszych etapów rozwoju zawodnika.

Znakomity przed laty napastnik Mariusz Puzio, zapytany o różnice w wyszkoleniu naszych hokeistów i rywali powiedział:

Przede wszystkim chodzi o technikę jazdy na łyżwach. Ta lekkość, zwinność u Białorusinów, Duńczyków czy Słoweńców… Przyspieszenie, dynamiczny zwód czy osłonięcie się – im tak łatwo to przychodzi, a my tego nie mamy. /Interia/

Nic dodać, nic ująć.

Czy ktoś z Was wyobraża sobie masową produkcję Mercedesów w drewnianej szopie z przeciekającym dachem? Ja nie. Zanim więc zaczniemy wymagać od zawodników gry na poziomie Elity, wywierajmy presję na zarządzających hokejem, aby to oni byli na poziomie Elity.

Wymagajmy profesjonalnej ligi z jasnymi, przewidywalnymi i równo egzekwowanymi przepisami. Wymagajmy rozwoju naszych sędziów, ciągłego ich doszkalania i co za tym idzie sędziowania na poziomie europejskim, tak aby nasi zawodnicy nie przeżywali szoku na taflach poza granicami Polski. Wymagajmy stworzenia takich warunków dla rozwoju młodych hokeistów, aby bez kompleksów mogli wejść na poziom seniorski, korzystając z własnych umiejętności i talentu a nie bzdurnych przepisów o „obowiązkowych młodzieżowcach”.

Nie zapominajmy także o klubach – bo one również ponoszą odpowiedzialność za to jak wygląda hokej w Polsce. Od nich także wymagajmy. Wymagajmy uczciwego realizowania kontraktów podpisanych z zawodnikami. Wymagajmy godziwych warunków do treningu, aby ciepła woda pod prysznicem nie była nieosiągalnym luksusem. Wymagajmy aktywności w poszukiwaniu środków, szczególnie jeśli chodzi o szkolenie młodzieży – aby głównymi sponsorami nie byli rodzice, którzy i tak ponoszą ogromne koszty. I na koniec, wymagajmy zdolności kompromisu i dogadania się między sobą, dostrzeżenia większego dobra jakim jest wzrost znaczenia tej pięknej dyscypliny w naszym kraju.

Wtedy poziom Elity przyjdzie sam, bo talentu w naszym kraju nie brakuje. Brakuje organizacji, pomysłu i ciężkiej pracy, ale to akurat można zmienić.

  • ESkaU

    Koszty, jakie rodzice w Polsce ponosza w zwiazku z gra w hokeja swoich dzieci, i tak sa stosunkowo niewielkie w porownaniu z tym ile musza wydac rodzice u chocby naszych sasiadow. Niestety trzeba sobie zdawac sprawe, ze hokej to drogi sport i jesli kiedys ma on u nas stanac na nogi to wszyscy musza byc sklonni siegnac jeszcze bardziej do kieszeni – zarowno zwiazek, kluby, ministerstwo, samorzady… jak i rodzice. Mam jednak wrazenie, ze u wiekszosci z nich pokutuje jednak przeswiadczenie, ze to klub i sponsorzy powinni wszystko zapewnic – od sprzetu po odziez klubowa, trenerow, super szatnie az po godziny na sali gimnastycznej i transport, co jednak nie wrozy tej dyscyplinie w Polsce dobrze.