Jordan Binnington

Jordan Binnington zostaje w St. Louis Blues

Niekwestionowany bohater ostatniego sezonu, goalkeeper Jordan Binnington podpisał nowy kontrakt z jego dotychczasową drużyną – St. Louis Blues. Obie strony ustaliły warunki nowej umowy tuż przed rozpoczęciem arbitrażu. Nowy kontrakt gwarantuje Binningtonowi zarobki na poziomie 4,4 mln $ rocznie i będzie obowiązywał przez najbliższe dwa sezony.

Kariera Binningtona doskonale nadaje się na scenariusz filmowy. Wybrany z numerem 88 w Drafcie 2011, aż do bieżącego sezonu nie zadebiutował w lidze NHL występując jedynie w drużynach farmerskich. Gdy 25 stycznia 2019 pojawił się między słupkami bramki St. Louis Blues, wydawało się, że jest to jedynie epizod, kolejny bramkarz który pojawi się w lidze na kilka spotkań. Tymczasem Binnington złapał mocno swoją szansę i nie miał zamiaru jej puszczać. Shutout [mecz bez straty gola] w debiucie, 24 wygrane w 32 spotkaniach, skuteczność obron na poziomie 92,7%. Przed startem playoff trenerzy Blues nie mieli wątpliwości na kogo postawić w bramce.

Binnington nie zawiódł i poprowadził swoją drużynę do tytułu mistrzowskiego. Przy okazji ustanowił rekord NHL w ilości zwycięstw debiutanta w fazie playoff (16). Rekord odebrał tak znakomitym bramkarzom jak Patrick Roy, Ron Hextall, Matt Murray czy Cam Ward. Doskonała postawa zarówno w sezonie zasadniczym jak i w playoff z jednej strony ucieszyła szefostwo Blues, z drugiej dołożyła im nieco kłopotów. Binnington był w ostatnim roku swojego kontraktu – zdobyty Puchar Stanleya bardzo wzmocnił jego pozycję w negocjacjach z klubem.

Podpisana kilka godzin temu dwuletnia umowa to dobre rozwiązanie dla obu stron. Binnington otrzymał stosunkowo wysokie zarobki (biorąc pod uwagę jego staż w NHL), Blues nie wpakowali się w długi kontrakt z zawodnikiem, który nie jest „wystarczająco sprawdzony”. Wiem, to brzmi głupio, mówimy przecież o bramkarzu który miesiąc temu wzniósł do góry Puchar Stanleya. Trzeba jednak wiedzieć, że menadżerowie w klubach NHL są raczej konserwatywni i mało skłonni podpisywać wysokie kontrakty z zawodnikami, którzy nie udowodnili swojej wartości w dłuższym okresie. Tak wysoki kontrakt, mimo zaledwie 58 spotkań na poziomie NHL, to spory kredyt zaufania ze strony managementu Blues. Nikt bowiem nie da im gwarancji, że te 58 spotkań to był max jaki wyciągnie ze swojej kariery Binnington. Historia zna takie przypadki, wystarczy wspomnieć Steve’a Masona. Nikt nie chce „zadzierać” z Salary Cap.

Podsumowując. najbliższe dwa sezony to czas dla Binningtona, żeby potwierdzić swoją klasę i wywalczyć kontrakt z najwyższej półki w lidze. Czy podpiszę go z Blues? To już zupełnie inna historia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>