Comarch Cracovia Kraków awansowała do finału rozgrywek o Mistrzostwo Polski w hokeju na lodzie. Co w tym dziwnego? Co do zasady nic, Krakowianie pokonali dosyć pewnie GKS Tychy i walce o złoto zmierzą się z JKH Jastrzębie.
Bardzo dużą burzę wśród kibiców wywołał sposób budowy drużyny przez szefostwo „Pasów”. Tuż przed zakończeniem okienka transferowego Cracovia zakontraktowała 10 zawodników (licząc od 29 listopada 2020) co według dużej grupy fanów hokeja na lodzie w Polsce jest rzekomo nieetyczne, sprzeczne z duchem sportu itd. Dla porównania, ich półfinałowy rywali dokonał 6 wzmocnień w tym samym czasie, przy czym jeden z zawodników bardzo szybko opuścił Tychy.
Mówimy więc o pięciu hokeistach więcej zakontraktowanych przez Cracovię – czy to dużo? Sami oceńcie. Według mnie nie. Czy ta „5” zadecydowała o awansie Cracovii do finału? Też nie. GKS był po prostu fatalnie przygotowany, co było widać praktycznie w każdym aspekcie gry. Drużyna zbudowana z obecnych i byłych reprezentantów Polski, wzmocniona solidnymi obcokrajowcami nie powinna zwracać uwagi na transfery innych, tylko wyjść na lód, dobrze wykonać własną pracę i przygotowywać się do finałów.
Przy cały szacunku do nowych krakowskich zawodników, to nie są dominatorzy z NHL. Ot, po prostu dobrze przygotowani, silni fizycznie, zawodnicy średniej europejskiej klasy.
Miarą słabości GKS-u w tym półfinale niech będzie fakt, że w ostatnich dwóch spotkaniach zdołali zdobyć tylko 1 gola, a strzelali na bramkę strzeżoną przez nominalnie drugiego bramkarza Cracovii, Roberta Kowalówkę. Swoją drogą Kowalówka zagrał świetne 120 minut i na miejscu Rudolfa Rohaczka miałbym duży ból głowy na kogo zdecydować się w rywalizacji z JKH GKS Jastrzębie.
Wracając do „etyki, ducha sportu itd.” – Jacek Kuroń powiedział kiedyś:
„Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”.
Cracovia zagrała uczciwie, bo postąpiła według zasad przyjętych przez wszystkie kluby. Jeśli Wam to nie pasuje, to zamiast „grillować” rywala, ustalcie inny regulamin.