Zach Hyman
źrodło: youtube.com

Zazwyczaj pierwszą linię ofensywną drużyn NHL stanowi trzech doskonałych napastników, którzy swoimi zagrywkami są w stanie nękać rywali w każdym spotkaniu. Czy tak samo zestawiony jest pierwszy atak Toronto. Wiele osób poddaje to w wątpliwość. Ja nie. Dla mnie Zach Hyman to pełnoprawny członek tej formacji, choć bardzo często niedoceniany.

W czasach gdy zachwycamy się wirtuozami takimi jak Connor McDavid czy Auston Matthews, często zapominamy o tych, którzy ciężko pracują na całej tafli aby odebrać krążek rywalowi i dostarczyć go swoim gwiazdom. Właśnie takim zawodnikiem jest Zach Hyman. Nieustępliwym, zadziornym, niestrudzonym. Czasem gdy obserwuję jego grę, mam wrażenie że to chart, dla którego krążek jest ofiarą. Nie spocznie póki go nie zdobędzie. Od 1 do 60 minuty.

Przygoda Hymana z Toronto rozpoczęła się nieco ponad dwa lata temu, gdy management Maple Leafs zdecydował się oddać do Florida Panthers Grega McKegga (obecnie Pittsburgh Penguins) za prawa do szerzej nieznanego hokejowej społeczności  (przynajmniej w Polsce) napastnika University of Michigan. Hyman został wybrany przez Panthers w Drafcie 2010 z numerem 123, natomiast nigdy nie związał się kontraktem z tą organizacją. Podpisanie umowy z Maple Leafs nastąpiło cztery dni po transferze. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że na ten transfer i umowę bardzo mocno naciskał Mike Babcock, który w Hymanie widział nowego Justina Abdelkadera. Przypomnę jedynie, że w czasach świetności Detroit Red Wings pod wodzą Mike Babcocka, Abdelkader był zawodnikiem, który doskonale uzupełniał gwiazdy Detroit czyli Paszę Dacjuka i Henrika Zetterberga.

Trenując Red Wings Babcock miał okazję często zaglądać na mecze Uniersytetu Michigan, co za tym idzie doskonale wiedział jakim zawodnikiem jest Hyman, na jakim poziomie jest w stanie grać i co może dać Maple Leafs a’la Mike Babcock. Świetną opinię wystawił mu także Red Berenson, legendarny trener „Wolverines”, prywatnie bardzo dobry znajomy szkoleniowca Maple Leafs.

Lider Michigan Wolverines

Do składu Uniwersytetu Michigan Hyman trafił w sezonie 2011/12 i od początku wywalczył sobie miejsce w składzie, choć przyznać trzeba, że Berenson stopniowo wprowadzał go do gry. Cztery lata bardzo solidnych występów podsumował nominacją do Hobey Baker Award, czyli nagrody dla najlepszego zawodnika ligi uniwersyteckiej w sezonie 2014-15. W barwach Michigan „Wolverines” Zach rozegrał 151 spotkań, zdobywając 89 punktów przy czym aż 54 z nich zanotował w ostatnim sezonie (w 37 meczach), gdy stał się liderem tej drużyny. Ciężką pracą wypracował sobie pozycję na tafli. Ten schemat powtórzył się w Toronto.

Po podpisaniu kontraktu z organizacją z Toronto, rozpoczął walkę o miejsce składzie Maple Leafs od występów w ich afiliacji, Toronto Marlies. Można powiedzieć, że ligę AHL wziął szturmem, zdobywając 37 punktów w 59 meczach. W NHL zadebiutował pod koniec sezonu 2015/16, w 16 meczach strzelając strzelając 4 gole i dokładając 2 asysty. Co wydarzyło się później, wszyscy doskonale wiemy. Do składu Maple Leafs dołączyli Matthews, William Nylander, Mitch Marner, Connor Brown, Nikita Zajcew z automatu podnosząc ilość talentu w drużynie do poziomu, którego w Toronto dawno nie widziano. Czym jednak jest talent gdy drużyna nie posiada krążka? Jedynie teoretyczną wartością.

Hyman? He’s getting the puck

Mike Babcock pytany o największe zalety Hymana mówi, że to zawodnik który nieustannie walczy o krążek. Zwrot „get the puck” jest przez trenera Maple Leafs odmieniany na wszelkie sposoby w praktycznie każdej wypowiedzi na temat Hymana. Rzeczą oczywistą jest, że nie byłoby sukcesu Matthewsa czy Nylandera gdyby ktoś nie dostarczył im krążka – i to jest właśnie zadanie Zacha. Walka przy bandzie, przepychanie się przed bramkarzem, pierwsza linia forcheckingu, gra w osłabieniach – wszędzie tam Hyman błyszczy. Mimo to, wielu kibiców wciąż ma pretensję/zarzuty, że grając z dwoma geniuszami ofensywy strzela tak mało goli. Cóż, wydaje się, że to nie tyle brak umiejętności, co przede wszystkim brak szczęścia. Jak pokazują statystyki, Hyman w ubiegłym sezonie zdobył jedynie 10 goli, strzelając z nienaturalnie niską dla napastników ligi NHL skutecznością wynoszącą jedynie 6,4%. Trzeba wspomnieć, że średnia ligowa w minionych rozgrywkach wynosiła 9,02%. Gdyby Zach strzelał ze skutecznością na w/w poziomie, licznik zdobytych goli zatrzymałby się w granicach 14-15 trafień.

Frank Underwood w serialu „House of Cards” zwykł mawiać, że sukces jest połączeniem szczęścia i przygotowania. Na szczęście wpływu nie mamy, natomiast na przygotowanie jak najbardziej. Przed obecnym sezonem Hyman po raz kolejny w swoim życiu zadał sobie pytanie: jaka jest najlepsza recepta na poprawę rezultatów? Odpowiedź po raz kolejny była oczywista – ciężka praca. Przed tym sezonem Hyman zrezygnował z urlopu, pozostał w Toronto i praktycznie przez całą przerwę letnią trenował razem z Joshem Leivo i Connorem Brownem, głównie skupiając się na poprawie skuteczności. Co ciekawe, nie były to typowe zajęcia z celności strzału. W jednym z wywiadów Zach wyznał, że skupiał się głównie na szybkości oddania strzału. To zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że ze względu na jego zadania, ogromną większość uderzeń oddaje z odległości 1-2 metrów od bramki. Przy obecnej szybkości gry, w takich momentach liczy się przede wszystkim refleks – tu na celowanie wiele miejsca nie ma.

Przed sezonem zdecydowałem się podać kilka tzw „bold predictions”, czyli odważnych przepowiedzi na nadchodzące rozgrywki – jedna z nich dotyczyła Zacha Hymana. Szacowałem że zdobędzie 30 punktów sezonie.

Obejrzałem pierwsze mecze sezonu 2017/18 i muszę się przyznać, że jestem zachwycony grą Zacha. Jeśli utrzyma tempo i jakość swojej gry, moja „przepowiednia” dla niego jest jeszcze bardziej optymistyczna.

Czy uda mu się złamać barierę 20 goli w sezonie? Trudno powiedzieć, wierzę jednak że ciężka praca jaką w każdy trening i mecz wkłada ten zawodnik zaprocentuje i Hyman w tym sezonie zamknie usta krytykom. Zanotujcie to nazwisko.

Na koniec mała ciekawostka, Hyman oprócz talentu hokejowego realizuje się również na innym polu – jest popularnym autorem bajek dla dzieci. Na swoim koncie ma już kilka publikacji i jak sam zapowiada, nie są to jego ostatnie prace. Mam szczerą nadzieję, że będzie mógł kiedyś opisać historię walecznego hokeisty, który ciężką pracą wywalczył sobie miejsce u boku wielkich gwiazd Toronto Maple Leafs i wydatnie pomógł im zdobyć najcenniejsze trofeum w hokeju na lodzie.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on telegram
Telegram

inne wpisy z tej kategorii:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

najnowsze wpisy:

HokejForum.pl

Nasz serwis to miejsce w którym znajdziesz dobre jakościowo analizy, felietony, wywiady dotyczące najpiękniejszej dyscypliny sportowej na świecie – hokeja na lodzie.

HokejForum nie będzie typowym serwisem newsowym ograniczającym się jedynie do podania suchych faktów. Chcemy podejść do tematu inaczej, publikując rzadziej ale lepiej. W zalewie „internetowych śmieci” chcemy być miejscem do którego wraca się z przyjemnością. To serwis tworzony przez ludzi z pasją do hokeja na lodzie. Każdego dnia chcemy wiedzieć więcej i chcemy dzielić się to wiedzą z Tobą.

Jeżeli masz pasję do hokeja na lodzie, przelewanie myśli na papier (w tym wypadku ten elektroniczny!) przychodzi Ci z łatwością – dołącz do nas!

Skorzystaj z formularza kontaktowego, w tytule wpisując „Nowy autor – swoje imię i nazwisko”, natomiast w treści wiadomości wklej fragment lub całość przygotowanego przez Ciebie artykułu. Jeśli spełni on nasze wymagania pod kątem merytorycznym i stylistycznym staniesz się częścią hokejforum.pl.

Zapraszamy do współpracy!